środa, 28 grudnia 2016

Doris Lessing "Piąte dziecko"


Czasem sięgając zwykłą książkę z półki nie zdajemy sobie sprawy, jakie cuda ona ukrywa, jak głębokie tematy porusza i pokazuje prawdę o człowieku. Jak potrafi wciągnąć i nie wypuszczać, choć już dawno skończyliśmy ją czytać. Tak jest z „Piątym dzieckiem” Doris Lessing, cieniutka książka, po której nie spodziewałam się tylu emocji, jakie we mnie wywołała.
 
Książka przedstawia historię Dawida i Harriet, ludzi staroświeckich, którzy nie pasują do coraz bardziej nowoczesnego świata, pragną tego, czego w dzieciństwie nie doświadczyli- wielkiego domu, w którym odbywają się wielkie rodzinne spotkania, pełnego ciepła i miłości oraz dużej gromadki dzieci. Plany te w pewnym momencie jednak się psują. Powodem jest Ben- tytułowe piąte dziecko.
Ona wciąga. Z wielkim zainteresowaniem śledzimy zakładanie rodziny przez tę dwójkę ludzi pełnych pasji, jej najlepsze lata, pełne spotkań rodzinnych oraz niszczenie rozpoczęte nieprzewidzianą ciążą.
Książka dużo mówi o macierzyństwie. Pokazuje więź łączącą Harriet z każdym dzieckiem, nawet Benem przypominającym jej bardziej przerażające, fantastyczne stworzenie niż małego człowieka. Stara się traktować go jak resztę, a gdy to nie pomaga poświęca mu więcej uwagi, kosztem reszty rodziny, od której oddala się, uznana za winną inności Bena. Nawet gdy ma szanse nie umie rozstać się z synem na zawsze wyczuwając, że źle się z nim dzieje.
Pokazuje również nie marzenie, lecz wręcz żądanie szczęśliwej rodziny. Harriet i Dawid bowiem nie prosili oni po prostu chcieli i po trupach dążyli do wymarzonego domu, nie widząc błędów swojego postępowania.
Kiedy pochylał się, żeby pocałować żonę na pożegnanie i pogłaskać synka po głowie, robił to z żarliwą zaborczością, którą Harriet lubiła i rozumiała, ponieważ obiektem tej zaborczości nie była ani ona, ani dziecko, ale szczęścia. Szczęście Harriet i Dawida.
Styl autorki bardzo wpływa na odbiór książki, pisana jest ona wyjątkowo, jakby cała historia była koszmarem, wręcz horrorem. Opisy Bena, wydarzeń toczących się wokół niego- wszystko to otoczone jest mrokiem, tajemnicą. Mała objętość książki też nie jest wadą, uważam bowiem, że gdyby była dłuższa jej lektura stałaby się nużąca.
Książka przedstawia chorobę dziecka, inność, sposób traktowania chorych malców w tamtych czasach, który dla mnie był przerażający, a niektóre wydarzenia zapierały mi dech. Pokazuje obojętność reszty rodziny wobec Bena, wręcz niechęć do tego, co się z nim stanie. Z drugiej strony ukazana jest córeczka siostry Harriet mająca zespół Downa, początkowo przerażająca rodzinę, następnie stająca się ulubienicą.
Problem najwyraźniej nie leżał w tym, że nie potrafił zrozumieć w jaki sposób jeden klocek pasuje do drugiego; raczej nie umiał uchwycić znaczenia tego wszystkiego, kwiatu ani ptaka.
„Piąte dziecko” przedstawia rodzicielskie problemy, lecz nie daje na nie żadnego rozwiązania. Książka ukazuje traktowanie dzieci innych, skrzywdzonych przez los, ale nie może pokazać innego wyjścia. Sama lektura również kończy się bez żadnego zaskoczenia, wyjaśnienia, sposobu na radzenie sobie z taką sytuacją.
Przez całą książkę towarzyszy nam dom kupiony przez Harriet i Dawida, który był ich nadzieję na wspaniałe życie, obserwował powolny upadek.
„Piąte dziecko” to zdecydowanie specyficzna książka po którą warto sięgnąć, choć nie jest prostą lekturą i zostawia czytelnika z morzem przemyśleń na temat rodziny, marzeń i akceptacji. Potrafi nie raz zmienić poglądy człowieka, który stara się bronić różnych stron konfliktu, zmieniając zdanie gubiąc się. Szczerze polecam.
Moja ocena- 9/10
 
Żyjcie!
Snowflake

środa, 14 grudnia 2016

"Cicha 5" Katarzyna Bonda, Małgorzata Kalicińska, Katarzyna Michalak, Krystyna Mirek, Natasza Socha, Małgorzata Warda, Magdalena Witkiewicz

Święta już niebawem, trzeba zacząć kupować bliskim prezenty, sprzątać i ozdabiać pokój, a przyjemna, radosna atmosfera zaczyna nas otaczać. To chyba był najważniejszy powód by sięgnąć po „Cichą 5”- poczuć świąteczny klimat i jeszcze bardziej oczekiwać tych paru chwil z rodziną przy choince, wsłuchani w kolędy. Czy jednak ta książka spełniła moje oczekiwania i wprowadziła mnie w przedświąteczną ekscytację i oczekiwanie?
„Cicha 5” to zbiór siedmiu opowiadać polskich autorek, które łączy jedynie miejsce- stara kamienica w Warszawie oraz czas akcji, która najczęściej osadzona jest lub chociaż ociera się o święta Bożego Narodzenia. Opowiadania są naprawdę różne, lepsze i gorsze, niektóre mnie zachwyciły i wzruszyły, inne bardzo mi się nie podobały.
Z pewnością dla mnie najlepsze było ostatnie opowiadanie „List do Mikołaja” Magdaleny Witkiewicz przedstawiające historię starszej pani, która spełnia marzenia dzieci. Przeplatane retrospekcjami przedstawiającymi jej okres młodzieńczy było bardzo wzruszające, przesiąknięte duszą i magią świąt. Równie piękne było „Serce” Małgorzaty Wardy o załamaniu po stracie kogoś bliskiego, czy „Wigilijna rzeźba” Krystyny Mirek o walce o rodzinę. Najgorsze dla mnie były „Przypadki senatorowej K.” Małgorzaty Kalicińskiej, w których kompletnie nie mogłam znaleźć świątecznego klimatu.
Opowiadania ograniczała też wielkość, jak to zawsze bywa w zbiorach opowiadań. Uważam, że niektóre z nich, gdyby nad nimi bardziej popracować, rozszerzyć na dłuższą historię mogły być o wiele lepsze.
Teraz coś, co mnie zachwyciło, czyli wydanie. Książka ma piękną, świąteczną okładkę, na górze pokrytą takimi lśniącymi gwiazdkami, które widać dopiero gdy się przechyli książkę (ktoś rozumie o co mi chodzi?!). Na końcu umieszczony jest uroczy obrazek przedstawiający kamienicę, a każde opowiadanie ma przydzielony numer mieszkania w budynku. Dzięki czemu widzimy, że bohater jednego jest sąsiadem bohaterki innej historii, ten sąsiad narzeka na tego itd. Po prostu możemy poznać wszystkich mieszkańców z różnych stron i ich wzajemny stosunek do siebie.
Bardzo  podoba mi się pomysł wypuszczania tych opowiadań, a co za tym idzie promowania polskich autorów, jest bowiem dużo świątecznych zbiorów opowiadań autorów zagranicznych, po które wydaje mi się, że niestety chętniej sięgamy… W tym roku również została wydana taka książka- „Księgarenka przy ulicy Wiśniowej’, rok temu „Siedem życzeń”, a „Cicha 5” jest z 2014r.
Czy opowiadania wprowadzają świąteczny klimat? Myślę, że tak. Niektóre bardziej, niektóre mniej, ale zawierają to świąteczne ciepło na które wszyscy czekamy, wzruszają i wywołują uśmiech na naszych twarzach. Mnie ten pomysł bardzo się spodobał i pewnie za rok kupię kolejny z tych zbiorów opowiadań, które wszystkim polecam.

Moja ocena- 6/10
Żyjcie!
Snowflake

środa, 7 grudnia 2016

Remigiusz Mróz "Trawers"

Recenzje poprzednich tomów:
 
Stykając się z recenzjami wszystkich tomów zazwyczaj spotykałam się z opinią, że „Trawers” jest najlepszy spośród całej trylogii i stanowi jej idealne zwieńczenie. Przyznam, że obawiałam się zawodu szczególnie, że miałam parę spoilerów. Czy „Trawers” było naprawdę najlepszą częścią? I jak oceniam całą serię?


Akcja powieści rozpoczyna się rok po wydarzeniach ukazanych w „Przewieszeniu”. Sprawa Bestii z Giewontu dawno ucichła, tajemniczych morderstw już nie ma, a kraj żyje nowymi sensacjami. Jedną z nich jest ulokowanie grupy uchodźców w Kościelisku, tylko na przeczekanie, lecz kiedy rozpoczynają się tam dziwne zabójstwa, a w ustach zamordowanych znajdują się syryjskie monety…
To, co niebywale podoba mi się w tej książce to poruszenie tak aktualnego i ciężkiego tematu jakim są uchodźcy, czy ich przyjmować, czy nie. Co wspaniałe, nie mamy tu tylko jednej opinii, a poznajemy różne stanowiska, nawet jednej z nich, Amiry. Książka w jakiś sposób zmieniła moje patrzenie na całą sprawę, mogłam ocenić ją z różnych aspektów na które wcześniej nie zwracałam uwagi.
Wie pan, fascynuje mnie zawsze to, jak krytykujemy Jana Tomasza Grossa i innych, który przedstawiają nas jako nietolerancyjny naród. Jakie larum podnosimy na zarzuty, że niektórzy z nas byli antysemitami podczas wojny. Jak nas to oburza, wręcz nam uwłaszcza. A potem patrzę na to, co się dzieje pod tym liceum, i zastanawiam się, jak to możliwe.
Wracając do fabuły, jej akcja rozpoczyna się rok po zakończeniu „Przewieszenia”. Przyznam, że zaczynając lekturę poczuła m się, jakbym dostała obuchem w głowę. Bohaterowie musieli ponieść konsekwencję niektórych czynów, ale droga, którą wybrał Forst była dla mnie szokiem, choć wiedziałam, że jest do tego zdolny. Od razu ostrzegam: nie czytajcie opisu z tyłu, jeśli nie czytaliście poprzednich części, ponieważ jest tam ogromny spoiler (w ogóle opisy w książkach to zło).
Wywoła pożar, bez dwóch zdań. Ale czy powinien się tym przejmować? Czy będzie jeszcze co gasić? Przypuszczał, że nie. Z jego życia i tak zostały już zgliszcza.
 Sprawą morderstwami w Kościelisku ma zająć się prokurator Wadryś-Hansen, która już od pierwszej monety jest przerażona i wiąże możliwy powrót Bestii z tym, jej rodzinnymi wydarzeniami z poprzedniej części. Nie wierzy bowiem, w to, co się stało.
W pierwszej części narzekałam na szczęście nieopuszczające Forsta. W tej części też trochę go jest, choć nie za wiele. Wszystkie zdarzenia były czymś kierowane, chorym planem, którym ktoś kierował. Przyznam jednak, że dla mnie za mało było opisu całej sekty, która jest naprawdę intrygująca, jej pobudek. Po zakończeniu serii nadal owiana jest aurą tajemnicy, co mi się nie podobało.
Nadal występowały piękne polskie góry, które są zdecydowanie zaletą tej serii. Tutaj jednak nazwy szlaków i szczytów były ograniczone, tak samo jak wszystkie nazwy własne.
Z naturą jednak się nie walczy, człowiek bowiem z góry skazany jest na porażkę. Podobnie jak w starciu z niem. On wszak także był elementem natury.  Destrukcyjnym, ale oczyszczającym. Brutalnym, ale koniecznym.
 Akcja przenosi się z miejsca na miejsce, każdy ma swoje pobudki coś, o co walczy dzięki czemu akcja cały czas jest dynamiczna, nie zwalnia, a książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Przez wszystkie części bardzo polubiłam styl autora, który trafia w sedno wydarzeń, nie jest zbyt zdobny i nadaje większego dynamizmu jednocześnie przekazując też różne wartości, opinie.
Koniec mnie zaskoczył. Nie spodziewałam się tego, przecież nagły zwrot akcji w samym zakończeniu, bez kolejnego tomu wydaje się mało prawdopodobny, ale książka zostawiła mnie z wielkim szokiem i wręcz łzami w oczach. Do teraz nie dowierzam co się stało i emocje nadal nie ustały.
Zdecydowanie zgadzam się z opinią, że jest to najlepszy tom serii, dawne wady zniknęły, a nowe (prawie) się nie pojawiały. Książka trzyma w napięciu do samego końca. Cała seria naszpikowana jest zwrotami akcji i wydarzeniami, których kompletnie się nie spodziewamy.  Żałuję, że moja przygoda w Forstem już się zakończyła i zdecydowanie sięgnę po inne książki Remigiusza Mroza.
Moje oceny:
 Książki- 8/10
Serii- 8/10
Czytajcie!
Żyjcie!
Snowflake

sobota, 3 grudnia 2016

Podsumowanie i ulubieńcy listopada

Hej!

Ostatni raz podsumowanie miesiąca wstawiałam chyba w lipcu, więc nie mam co linkować poprzedniego. ;)

Dziś przychodzę do was właśnie z podsumowaniem i ulubieńcami miesiąca. Listopad był dla wielu osób skutkiem książkowej depresji i upadku, ponieważ na pierwszy plan wysuwają się lektury. Pogoda również nie dopisuje. Lecz trzeba patrzeć na dobre aspekty, już niedługo święta więc i duży zastrzyk książek. ;)



Przeczytane:
     
  • Molier "Świętoszek" (lektura)
  • Eric-Emmanuel Schmitt "Zapasy z życiem"
  • Brent Weeks "Poza cieniem"
  • Johann Wolfgang Goethe "Cierpienia młodego Wertera" (lektura)
  • Remigiusz Mróz "Przewieszenie"
  • Adam Mickiewicz "Dziady cześć IV" (lektura)
  • Remigiusz Mróz "Trawers"
  •  
    Jestem z siebie dumna, bo lektury są w mniejszości i pomiędzy nimi udało mi się upchnąć aż cztery książki, niektóre bardzo grube. "Świętoszka" chyba przeczytałam w listopadzie, choć mógł być to koniec października, tak samo "Trawers" kończyłam pierwszego.

Razem przeczytałam 1969 stron,  czyli około 66 stron dziennie.

Najlepsza książka: "Trawers" Remigiusza Mroza
Najgorsza książka: "Zapasy z życiem" Erica-Emmanuela Schmitta

W listopadzie szczególnie polubiłam:
  • "Dr. Strange'a" obejrzanego pod koniec października. Zachwycił mnie efektami specjalnymi i naprawdę fajnym humorem (Beyoncé). Prosta fabuła i znany schemat został tu naprawdę fajnie przedstawiony i po seansie byłam naprawdę zachwycona.
  • "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć" doceniłam m.in. przez sentyment, którym dzielę cały świat wykreowany prze J.K. Rowling oraz same postaci zwierzaków, które były bardzo urocze i prześmieszne. Efekty również były fajne, fabuła ciekawa, niezbyt zawiła, ale zaskakująca. Myślę tylko, że za dużo dzieci chodzi na ten film, który momentami był mroczny i dla młodszego widza pewnie przerażający.
























  • Nie wierzę, że o tym piszę, ale szydełkowanie. Wolne chwile przed spaniem, lub przy jakimś filmie/filmiku/serialu spędzałam na robienie podkładek pod kubki czy czapki. Naprawdę odstresowujące. :)
 
W tym miesiącu tyle. Resztę czasy marnowałam przeznaczałam na naukę. ;)
A jak wam minął ten miesiąc? Ile książek przeczytaliście?
Pozdrawiam!
Żyjcie!
Snowflake

środa, 23 listopada 2016

Remigusz Mróz "Przewieszenie"


Recenzja poprzedniej części:
Pierwsza część Trylogii z komisarzem Forstem zrobiła na mnie ogromne wrażenie i od razu po jej zakończeniu chciałam brać się za „Przewieszenie”. Los chciał, że z sięgnięciem po tę lekturę musiałam trochę poczekać. Czy takiej przerwie i opadnięciu emocji książka mnie zaskoczy i zadowoli moje wygórowane po pierwszej części oczekiwania?


Po wydarzeniach z pierwszej części Forst z jeszcze większą determinacją chce zająć się sprawą, którą rozpoczął. I zdecydowanie nie zamierza trzymać się praw i zasad. Szczególnie kiedy zabójstwa przenoszą się w polskie góry. Jego śledztwo jest jednak utrudnione przez Aleksandra Gerca i Dominikę Wadryś-Hansen, dwójkę prokuratorów, którzy pragną, by Wiktor odpowiedział za dawne uczynki oraz Ivo, psychopaty widzącego w komisarzu idealnego przeciwnika. Stare przewinienia plączą się z nowymi, a ofiar przybywa.
W poprzedniej części w fabule wyczuwalny był zastój, w środku lekko powiało nudom, przez to, że trzeba było dobrze rozwinąć dość skomplikowany motyw religijny. Tutaj niczego takiego nie ma, fabuła pędzi na łeb na szyję sprawiając, że czytelnik nie może się oderwać od lektury. Książka przesiąknięta jest akcją, wydarzenia pędzą, często po drodze nie raz zaskakując, pod koniec wszystko zwalnia, by- jak w poprzedniej części, ostatni akapit mógł nas powalić i sprawić, że od razu chcemy więcej. W przypadku „Ekspozycji” jednak bez końcówki książka mogłaby być pojedynczą powieścią, a tu jest już wyeksponowany wątek, który z pewnością zostanie dalej kontynuowany.
Olbrzymie masywy sprawiały, że wszystko inne stawało się małe i nieznaczące. Od jak dawna były tutaj? Od dziecięciu, piętnastu milionów lat? Jakie znaczenie w tej perspektywie miało nawet kilkanaście czy kilkadziesiąt zabójstw? I dwóch ludzi, którzy ścigali mordercę?
Wielu bohaterów poprzedniej części zostało naprawdę dobrze rozwiniętych, lecz nie na nich chcę się skupić, ponieważ boję się rzucaniem spoilerów, zamiast tego powiem więc o nowych postaciach i nowych punktach widzenia.
Eliasz jest psychopatą ślepo wierzącym w poglądy współtowarzyszy, a w komisarzu Forscie widzi godnego rywala. Niestabilny emocjonalnie geniusz, który nie rozumie ludzi, a ich zabójstwa sprawiają mu przyjemność. I tak, jest pespektywa mordercy, bowiem to on jest odpowiedzialny za kolejne zgonu w górach (to nie spoiler, wszystko ukazane jest w pierwszych rozdziałach).
Wielu psychopatów szuka wynaturzonej nici przyjaźni z osobami, które ich tropią. Wielu jest przekonanych, że takie starcie to w istocie coś więcej niż tylko z jednej strony łamanie, a z drugiej egzekwowanie prawa. Sądzą, że wykracza to poza strefę doczesności.
Kolejną charakterystyczną postacią jest prokurator Wadryś-Hansen, ambitną pracoholiczkę, której miłość do pracy zmieniła się w odhaczanie kolejnych spraw, bez porażek, ale również bez racjonalnego myślenia, intuicji. Po prostu odhaczyć i przejść do kolejnego problemu. Patrzymy na jej problemy domowe spowodowane pracą, ocenę ludzi przez pryzmat dowodów, faktów. Ważną rolę pełni również jej mąż, Gjord, szwed, fan kryminałów, którego bardzo polubiłam.
Książka oczywiście ma wady, choć nie są one jakoś bardzo wielkie. Po pierwsze coś co dla jednych może być zaletą, a innych irytować. Chodzi o szczegółowość w pisaniu o górach. Dużo jest szlaków, gór, w niektórych momentach są to takie detale jak zejścia na jakieś polany. Mi to jakoś wybitnie nie przeszkadzało, choć w górach nie jestem aż tak obyta. Jeśli ktoś bardzo lubi góry i dobrze je zna to może być to nawet przyjemne, ale może również irytować. Tak samo z niektórymi markami, typu telefon Forsta, jego laptop czy auto. W obu przypadkach jest to naprawę fajne, bo nadaje dużo klimatu (szczególnie góry), ale tu było to przesadzone.
I największa wada, czyli brak jakiejkolwiek nauki z tej książki. Była przyjemna, ale czuję, że nic wartościowego z niej nie wyniosłam, nie rozmyślam o niektórych wydarzeniach, jak to było w przypadku „Ekspozycji”. To jedynie moje subiektywne zdanie, ale brakowało mi tu jakiegoś większego przesłania.
„Przewieszenie” jest naprawdę dobrą kontynuacją pierwszej części, pod niektórymi względami przewyższa „Ekspozycję”, w paru kwestiach jest od niej gorsza. Zakończenie oczywiście sprawiło, że chcę jeszcze i bardzo dobrze, bo „Trawers” już zaczynam czytać. ;)
Moja ocena- 7/10
Czytajcie!
Żyjcie!
Snowflake

środa, 16 listopada 2016

Brent Weeks "Poza cieniem"

Recenzje poprzednich tomów:
 
Od zakończenia Trylogii Nocnego Anioła, która nie raz zachwycała mnie zawiłością, bohaterami, intrygami i nagłymi zwrotami akcji spodziewałam się naprawdę wiele. Pełno rozpoczętych wątków miały być tu wyjaśnionych, tajemnic odkrytych. Czy jednak „Poza cieniem” było godnym zakończeniem całej serii, czy jednak mnie zawiodło? I jak oceniam całą serię?
 
Po miażdżących wydarzeniach poprzednich tomów wiele krain podupada. W tym Cenaria z nową, chciwą władczynię, której wszyscy chcą się pozbyć i Khalidor, w którym śmierć Króla- Boga wprowadza niemałe zamieszanie. Ponadto Cenaria prócz problemów wewnętrznych jest ciągle atakowana z różnych stron, przez sąsiadów, którzy pragną wykorzystać jej słabość. Dużą rolę pełni również Oratorium, gdzie szkoli się młode magi, do którego niespodziewanie trafia Vi ze specjalną misją.
Jeśli myślicie, że pierwsza czy druga cześć była skomplikowana, to przy tym mózg może wam eksplodować. Z części na część wątków jest coraz więcej i to zdecydowanie nie jest zaleta, bo niektóre z nich w „Poza cieniem” wydawały się kompletnie niepotrzebne. Przykładem może być Oratorium, które- choć mocno wspierało i dawało nową nadzieję Vi, nie musiało być aż tak opisywane. Mało? Do tego dochodzi kolejna przepowiednie i kolejne artefakty.
Jeśli ktoś czytał poprzednie części to przyzwyczaj się do tego, że na początku można się ciut ponudzić, powolnym wchodzeniem w akcję, bo zawsze na początku Kylar postanawia być nic nie robiącą niemotą. Tu jest to niemożliwie przeciągnięte, przez co niektóre wątki na końcu są zbyt pobieżnie wyjaśnione, lub całkowicie ominięte.
W każdej części miała jakiegoś ulubieńca, tutaj takim najwspanialszym z najwspanialszych jest Dorian. Dla ukochanej kobiety poświęcił wszystko, wrócił do traumatycznej przeszłości, próbuje nie postępować drogą przodków, okrutnego ojca, jednak nie zawsze mu to wychodzi. Potężny mag, by naprawić swoje błędy i uratować wszystkie krainy poświęca naprawdę wiele.  Ważni są również jego towarzysze, każdy z nich poszedł inną drogą, lecz wspaniale się dopełniły.
Narzekałam, na zbyt małe rozwinięcie postaci Khali i wilka? Tutaj to było i całe wyjaśnienie, choć było bardzo skomplikowane nie zawiodło mnie. Przyznam, że możliwe, że i tego wszystkich wątków nie ogarnęłam. Po prostu wszystkiego było za dużo jak na 600 stron i mogę się przyznać, że większość imion bohaterów już nie jestem w stanie powtórzyć, a gdy pojawił się jakiś bohater z poprzedniej części, czy nawet cała organizacja nie byłam w stanie przypomnieć się ich historii.
Nie jesteś człowiekiem, któremu grozi zapomnienie, Kylarze Stern. Tajemnica, możliwe, celowa niejasność, z pewnością, ale nigdy zapomnienie.
Zakończenie, prócz tego, że niektóre jego aspekty zostały wyjaśnione zbyt powierzchownie było po prostu sztuczne. Nie dało się tego zakończyć inaczej i wiadomo było, że raczej będzie słodko i dobrze, ale epickość, którą obrastała cała seria nagle się skończyła, zamieniając się w karykaturę fantastyki, bardziej przypominającą mi musical (kto czytał, ten wie).
Szybko ponarzekam na wydanie, bo opis jest po prostu okropny i pełen spoilerów, a w samej książce trafiłam na parę literówek.
Mimo wszystkich wad i niedomówień książka nadal była pełna ciekawych wydarzeń, fajnie rozwiązanych problemów i udanych zwrotów akcji. Bohaterowie wciąż byli dobrze kreowani, niezbyt przesadzeni i intrygujący. Nawet kończąc książkę jedna sytuacja sprawiła, że cały myślałam tylko o tym i jeszcze przez jakiś czas żyłam tym światem i niektórymi zdarzeniami. Poza tym kultury innych krain zostały ciekawie przedstawione (gorzej właśnie z polityką, atakami i walkami między nimi), a wydarzenie ze wszystkich części dobrze łączyły się w spójną i logiczną całość.
Czasem łatwo jest kochać, ale trudno przyjąć miłość.
„Poza cieniem” to nie jest zła książka, lecz na tle poprzednich części wypada dość słabo. Mimo to myślę, że jeśli ktoś zaczął to watro zakończyć tę serię, bo choć wydaje się słaba wcale tak zła nie jest i nadal bardzo przyjemnie mi się ją czytało.
A jak wypada cała seria?
Dla mnie jest świetna. Przyjemna, dobrze zaplanowana fantastyka, w której wszystko się zgrywa, zgadza.  Zbiór ciekawych osobowości, które można postrzegać w różnym świetle i mieć inne zdania na temat ich postępowania, z pewnością nie jednowymiarowe, ciekawe i zapadające w pamięć. Różne kultury, zupełnie różnego, miły styl pisania. Całą serię szczególnie polecam, fanów fantastyki nie powinna zawieść, mnie bardzo zadowoliła. Mogę jedynie żałować, że nie jest zbyt popularna.
Moje oceny:
Książki- 8/10
Całej serii- 9/10
 
Czytajcie!
Żyjcie!
Snowflake

środa, 9 listopada 2016

Erick-Emmanuel Schmitt "Zapasy z życiem"

Moje pierwsze spotkanie z Erick-Emmanuelem Schmittem odbyło się jeszcze w gimnazjum, kiedy to wspaniała, wzruszająca opowieść „Oskar i Pani Róża” była moją lekturą, jedną z ulubionych zresztą. Gimnazjum minęło, lecz moja sympatia do tego autora nie, z chęcią więc sięgnęłam po jego kolejną książkę, „Zapasy z życiem”. Czy mi się spodobała i wzbudziła u mnie równie wielkie emocje, co jej poprzedniczka?


(Kto już oglądał Strange'a?)

 

Jun to młody chłopak wychowujący się na ulicy, handlujący nielegalnym sprzętem, śpiący gdzie się da, odcięty od ludzi wokół. O jego rodzicach nie wiemy nic prócz tego, że matka żyje, nie umie pisać, a w listach przekazuje szczególne przedmioty mające duże znaczenie i symbolikę. Mimo to Jun nie chce wrócić do domu, woli życie na uboczu, czemu, dowiemy się w połowie książki. Całe jego życie zmienia się przez jedno zdanie, powtarzane przez prowadzącego szkołę sumo Shomintsu- „Widzę w tobie grubego gościa”, co dla wychudzonego, biednego chłopaka jest nieprawdopodobne. Przez pewne wydarzenia Jun zaczyna uczyć się sumo, co obraca jego życie o 180 stopni.
Wielką zaletą tej książki jest przekazanie dużej wiedzy o życiu i kulturze w Japonii, zwyczajach i obyczajach tamtejszych ludzi, ich mentalności. Poprzez wydarzenia autor ukazuje różne aspekty życia tam, nie tylko dobre. Mamy też dobrze przybliżoną naukę sumo, szkoły sumo, walki, emocje które towarzyszą ludziom podczas ich oglądania. Równie dobrze został przedstawiony buddyzm zen, medytacja w ogrodzie zen, jego wygląd, znaczenie. W tej naprawdę krótkiej (poniżej 100 stron) książce pokazany jest naprawdę wielki, dobrze przedstawiony kawał tamtego świata.
W jednej chwili obudziłem się z koszmaru, którego byłem więźniem, przypomniałem sobie zapomnianą rzeczywistość, to, z czego się składamy. Przestałem być Junem i stałem się kosmosem, okrągłym, poruszającym się, jednak nieruchomym.
Zaletą jest również rozwój Juna, ze sceptycznego i bezwzględnego chłopaka kryjącego swoje emocje staje się dobrym, opanowanym, mądrym człowiekiem, który stara się zwalczyć demony przeszłości, a na swojej drodze, prócz sumo znajdzie również miłość.
Ważną role spełniają też listy, które pokazują, że przez zwykłe, małe gestu można przekazać bardzo dużo ważnych i cennych wartości, emocji, słów. Sam pomysł takich wiadomości jest nowy, nigdzie się z nim wcześniej nie spotkałam.
Styl pisania autora nadal mi się podoba. Jest prosty, przyjemny, chwilami- gdy trzeba- zdobny i opisowy, chwilami prosty i  rzeczowy. Mimo tego byłam sceptycznie nastawiona do długości, co okazało się trafione.
Krótka forma ma wady, bo choć polubiłam Juna, to nie mogłam się zbyt wczuć w jego sytuację, poczuć odpowiednich emocji, dlatego momenty smutne czy zaskakujące wcale dla mnie takie nie były i przyjmowałam to ze spokojem, spowodowanym brakiem jakichkolwiek mocniejszych więzi z głównym bohaterem. Często też były źle opisane, bez większych uczuć, po prostu się stało i już.
Otwarte zakończenie zostawia dużo niedopowiedzeń, nie wiemy jak potoczą się następne wydarzenie, lecz widzimy już decyzje podjęte przez bohaterów i ogólną drogę, do której te wydarzenie prowadzą. Mimo to końcówka wydawała mi się nieco przesłodzona, choć nie widzę innego wyjścia na jej zakończenie.
Podsumowując, „Zapasy z życiem” to dobra krótka opowieść na jedne wieczór przenosząca nas w świat dalekiego wschodu, sumo oraz innej religii. Pomimo małych mankamentów uważam, że jest warta przeczytania, poprzez ciekawe podejście do wiadomości i pokazanie obcej kultury.
Moja ocena- 6/10
Czytacie!
Żyjcie!
Snowflake

sobota, 29 października 2016

Jesienny Book Tag

Hej!
Ostatnio coś dużo tu tagów. ;)
Jesień, to według mnie jedna z najpiękniejszych pór roku kolorowe liście tak pięknie wyróżniają się na tle szarego, mglistego nieba, klimatyczne słabe światło sprawia, że zwykły pokój dostaje niezwykłej aury tajemniczości, a człowiek ma ochotę położyć się pod kocykiem z czymś ciepły do picia i dobrą książką. Poza tym ma się wymówki na długie spanie i niewychodzenie z domu ;) 
Przychodzę więc do was z iście jesiennym tagiem do którego zostałam nominowana przez Wiktora z My BookTown, za co serdecznie dziękuję
Zaczynajmy!
 
 
Kocyk, herbata i książka, czyli powieść idealna na jesienne wieczory.
Myślę, że „Pan Mercedes”  Stephena Kinga będzie idealny. Detektywistyczna powieść rodem z amerykańskich filmów akcji, ale w dobrym tych słów znaczeniu. Wciągająca i zaskakująca oraz ciekawa z tym, że na całą sprawę patrzymy z dwóch perspektyw.
Kalosze i kałuże, czyli książka, która zapewniła Tobie wiele frajdy.
Myślę, że będą to „Zwiadowcy” lekka fantastyka młodzieżowa, którą czytałam dawno temu, bardzo mi się podobała i niedługo mam zamiar do niej wrócić.
Hulający wiatr, czyli powieść, która targała Twoimi emocjami.
„Misery” wywoływało u mnie naprawdę różne emocje. Strach, zaintrygowanie, współczucie, niedowierzanie i chora ciekawość co jeszcze może się tam stać. Serdecznie polecam.
Deszczowa pogoda, czyli ogromny wyciskacz łez.
„Oskar i Pani Róża” to lektur wyjątkowa, pokazująca w skrócie życie człowieka, zmaganie się z chorobą przez dziecko, czerpanie wiele z każdego dnia. Bardzo na niej płakałam i szczególnie zapadła mi w pamięć.
Złota polska jesień, czyli królowa trzeciej pory roku!
Ja po prostu muszę. Książka na którą czekało dużo osób i zdecydowanie jest największą premierą tej jesieni, czyli „Harry Potter i przeklęte dziecko”. Książka, lekka, przyjemna w zapracowanym szkolnym, studenckim okresie,  bo przyznaję, że czas na czytanie się skrócił i siły o wiele mniej.

Do tego wspaniałego Tagu nominuję:
Dolinę Książek
Bookandę

Mam nadzieję, że sprawi wam tyle frajdy co mi. :)

Do następnego postu!
Żyjcie!
Snowflake

środa, 26 października 2016

J.K. Rowling, John Tiffany, Jack Thorne "Harry Potter i przeklęte dziecko"

Zacznijmy może od wspaniałej historii zdobycia przeze mnie tej książki.
Nie wiedziałam, czy pójdę po nią w sobotę i czy w ogóle będzie w księgarniach, więc zadzwoniłam do mojej ulubionej, mniejszej żeby się zapytać. I tym cudem dowiedziałam się, że również mają nocną premierę! Pozostało przekonać rodziców, ale to było dość łatwe xD Więc idę radośnie po energetyku, bo inaczej zasnęłabym w drodze, lub co gorsza kolejce. Księgarnia była pięknie udekorowana, byłam przed północą, ale już było otwarte. Stanęłam w kolejce pełnej dzieciaczków uśmiechających się i podskakujących z ekscytacji, sama mając ochotę to zrobić!
Księgarnia naprawdę się spisała, były babeczki, ładna wystawa, wszystko przebiegało bardzo sprawnie. Wzięłam w twardej oprawie (a se co!) więc musiałam chwilę poczekać. Ale właśnie dzięki temu kupiłam równo o północy!!! Z tej okazji dostałam (tandetne) mp3. Dla mnie, która niczego nie wygrywa, to było jak gwiazdka :D Więc wróciłam z bananem na ryju i od razu zaczęłam czytać.
Koniec tej przydługiej historii. Wróćmy do książki.
Akcja rozpoczyna się wraz z zakończeniem ostatniej, siódmej części, choć nie przebywamy całej drogi z bohaterem i jest spory przeskok czasowy. Książka skupia się na Alusie Sewerusie Potterze, drugim synu Harry’ego i Lily oraz Scorpusie Malfoyu, synu Draco i Astorii. Obaj chłopcy są inni, zmęczeni przez trudne relacje z ojcami, gnębienia w szkole na tle pochodzenia. Albus, któremu nic nie wychodzi, trafia do innego domu niż cała rodzina czuje się od nich gorszy, żyje z poczuciem, że nigdy nie uda mu się pokonać sławy jego ojca. Scorpius zaś… cóż, sami przeczytajcie. Z tych powodów niemniej nie dziwię się, że chłopcy, szczególnie Al chcieli wziąć udział w jakiejś przygodzie, pokazując, że nie są tacy, za jakich się ich uważa. Tyle, że przez to wpadli w duże tarapaty.


 

Nie umiem tego uznać z ósmą część Harry’ego Pottera, raczej za jakiś dodatek nawet fanfick. Sam klimat książek jest inny, ale uważam, że to przez formę, w którą nie da się wpleść tym klimatycznych opisów, jak i same miejsce akcji, mało bowiem działo się w Hogwarcie.
Sam styl pisania jest inny, śmieszniejszy. W książce jest dużo naprawdę fajnych scen, przy których się uśmiechnęłam. Szczególnie wybitnymi cytatami rzuca Ron, pracujący teraz w magicznych dowcipach Wesleyów.  Nie zaznamy ty wielkich zaskoczeń, zwrotów akcji, raczej wszystkiego z czasem się domyślimy, ale książkę czyta się bardzo przyjemnie, jest lekka, taka na jeden wieczór


Tylko otworzyłem książkę. Lata spędzone na tej planecie nauczyły mnie, że to nieszczególnie groźna czynność.
 
 
Mam małe zarzuty do bohaterów, który wcześniej występowali w Harrym Potterze. Rozumiem, że czas mógł ich zmienić, ale niektórzy po prostu mi nie pasują. Harry jako wzorowy urzędnik, Ron sypiący dowcipami, a szczególnie Malfoy, który chwilami zachowywał się jak ciepłe kluchy. Co do Albusa i Scorpiusa byli jak ogień i woda i połączyła ich naprawdę wyjątkowa przyjaźń. Obu z nich polubiłam, choć przyznam, że szczególnie ujął mnie kujonkowaty Scorpius.
Książka ma wielką wartość sentymentalną, pojawiają się w niej bowiem starzy bohaterowie, jak na przykład pr. McGonagall, Hargid i wiele więcej ;) Poza tym łamie stereotypy domów, pokazuje bowiem, że Ślizgoni mogą być po stronie dobra, a na przykład Puchoni stanąć po stronie śmieriożerców o nie wolno sądzić człowieka po pozorach czy domu, do którego należą.
Kwestie rodzinne obu głównych bohaterów są ciężkie i różnią się od siebie. Książka pokazuje wady sławy, tej dobrej i tej złej, oddalenie od rodziny, kłótnie rodzinne, brak wspólnego języka rodzica z dzieckiem oraz postawienie pracy nad rodzinę. Wskazuje, że idealna trójka, której zawsze się wszystko udawało nie jest taka wspaniała, mają wady, słabości i nie radzą sobie w niektórych aspektach normalnego życia.

 
Harry, w tym pogmatwanym, pełnym emocji świecie nie ma idealnych odpowiedzi. Doskonałość jest poza zasięgiem ludzkości, poza zasięgiem magii. W każdej pięknej chwili szczęścia kryje się kropla trucizny: świadomość, że ból powróci. Bądź szczery wobec tych, których kochasz. Pokaż swój ból. Cierpienie jest rzeczą równie ludzką jak oddychanie.
 
 
Żałuje, że nie miałam okazji obejrzeć sztuki, ani że nie planowany jest film, ponieważ zdecydowanie nadaje się to na duży ekran! Niektóre zabiegi, skoki czasowe, bowiem nie przechodzimy całej drogi z Albusem lecz tylko pokazane są jej urywki, ma to wszystko taki teatralno-filmowy klimat i łatwiej było mi to sobie wyobrażać to w tych aspektach, niż normalnym, życiowym jak zazwyczaj wyobrażamy sobie wydarzenia zawarte w książkach.
Podsumowując „Harry Potter i przeklęte dziecko” to naprawdę dobra książka wpisująca się do świata Harry’ego Pottera, lecz nie nazwałabym tego ósmą częścią. Przyjemna i lekka z pewnością spodoba się fanom świata czarodziejów jak i zwykłemu czytelnikowi, a forma, której trochę się obawiałam, jest bardzo przyjemna. Radzę jednak nie nastawiać się na zbyt dużo, bo można się zawieść.
Moja ocena- 8/10
Czytajcie!
Żyjcie!
Snowflake

sobota, 22 października 2016

Liebster Blog Award #2

Hej!
 
Ostatnio zostałam nominowana przez parę osób do LBA. Przyznam, że z tym zwlekałam, bo pogubiły mi się pytania i nominację, ale w końcu zebrałam się w sobie i usiadłam do odpowiedzenia na zadane pytania.
No więc zapraszam do czytania!
 
Z góry przepraszam za ilość "Harry'ego Pottera" w tym LBA, ale żyję "Przeklętym dzieckiem" i wszędzie mi to pasowało. :)
 
 
Nominacje od Bookanda (podobieństwo obrazka powyżej do banera na jej blogu przypadkowe ;) )
1.  Jaka jest twoja ulubiona seria książek i filmów?
Harry Potter! Teraz już bardziej ze względu na sentyment, choć sama historia też jest świetna.
2. Czym się interesujesz oprócz czytaniem książek?
Filmy, seriale, czasem anime w sumie wszystko co skupia się wokół jakiejś fabuły, historii do opowiedzenia. Prócz tego szyję, ale nie traktuję tego jak hobby a umiejętność. Czasem rysuję, ale raczej mi nie idzie.
3. Jakie cech cenisz sobie w książkowych bohaterach?
Inteligencję, wygadanie i pewność siebie, choć zazwyczaj postać mysi mieć po prostu „to coś”. Zazwyczaj po prostu kogoś polubię lub nie, a w moich ulubieńcach są naprawdę różne postaci. Choć z pewnością te cechy pomagają.
4. Jaki jest twój ulubiony cytat i dlaczego?
Nie posiadam ulubionego cytatu, jest ich po prostu za dużo i muszę się przyznać, że nie przywiązuję do nich aż tak dużej uwagi, choć często zaznaczam je w książkach.
5. Kto jest twoją inspiracją i gdzie jej szukasz?
Moją największą inspiracją są książki, to tak właściwie na nich opieram swojego bloga. Ważni są również inni ludzie, optymizm i dobra energia jaka z nich płynie.
6. Dlaczego taka nazwa bloga?
Jest o tum osobny post (klik!).
7. Bez czego twoje życie nie miało by sensu?
Bez innych ludzi, książek, muzyki. Wszystkiego co sprawia, że czuję swoją indywidualność, nie ginę w szarym tłumie.
8. Ulubiona bajka z dzieciństwa?
Smerfy! Mam do nich ogromny sentyment.
9. Ulubiona piosenka z dzieciństwa?
Hm, chyba „A wszystko to” Ich Troje. Niezbyt dziecięca, ale często u mnie leciała, więc kojarzy mi się z tym okresem.
10. Czy kolekcjonujesz coś (oprócz książek)?
Niedawno zaczęłam kolekcjonować pocztówki. I ulotki z kin.
11. Co lubisz w sobie najbardziej?
Jeśli chodzi o osobowość to chyba taką dziecięcość, która jeszcze się u mnie zachowała.
 
Nominacje od Łowczyni książek
1. Podaj tytuł piątej książki z twojej biblioteczki. Jest fajna, czy raczej za nią nie przepadasz?
Carlos Ruiz Zafón „Cień wiatru”. Bardzo lubię, choć czuję, że niedługo muszę ą powtórzyć, bo dużo już pozapominałam.
2. Jesteś w jakiś książkowych fandomach?
Jestem Potterhead, ale nie eksponuje tego aż tak. (ta, jasne)
3. Twoje ulubione książkowe zwierzę?
Krzywołap, kot Hermiony. Choć nieokiełznany i brzydki okazał się inteligentny i dobry.
4. Najbrzydsza okładka w twojej biblioteczce?
„Inne zasady lata”. Nie jest tak okropna, ale w porównaniu z zagraniczną. Chyba zawsze będę na nią narzekać.
5. Najgrubsza książka, którą przeczytałaś?
Chyba „Zakon Feniksa”, grubszych w tej chwili nie pamiętam.
6. Co najbardziej lubisz umieszczać na swoim blogu?
Oczywiście recenzje! Bardzo miło mi się je pisze oraz czyta. Prócz tego lubię jakieś przemyślenia, które mogę napisać prosto z serduszka. <3
7. Czytasz fanfiction? Jeśli tak, to o kim?
Fanfiction czytałam, ale raczej nie z bohaterami książkowymi, lecz z anime lub mang. Z książkowych zahaczyłam tylko o jakieś o „Harrym Potterze”.
8. Czy jest taka książka, którą przeczytałaś dwa razy?
Jest ich bardzo dużo, bo zdarza mi się zapomnieć o czym opoiwadała dana książka, lub po prostu mam do niej za dużo sentyment. Dwa razy na pewno czytałam „Harry’ego Pottera”.
9. Twoja ulubiona książkowa kraina?
Zdecydowanie Narnia! Uwielbiam tą dzikość i magię przepełniającą to miejsce. A jeśli się liczy to i Hogwart, inne szkoły magii i magiczne miejsca choć to nie kraina. ;)
10. Która książkowa bohaterka mogłaby zostać twoją przyjaciółką?
Myślę, że z chęcią zaprzyjaźniłabym się z Luną. Jej poświęcenie dla przyjaciół jest naprawdę wspaniałe.
11. Twoja książkowa miłość?
Wszystkie książkowe „miłości” wymieniłam w Babeczkowej wyliczance. :)
 
I teraz największe wyzwanie czyli nominacje!
W przeciwieństwie do ostatniego LBA teraz będzie odpowiednia ilość pytań i uczestników. Mam nadzieję, że wszyscy na moją nominację odpowiedzą. ;)
Nominuję:
Oraz oczywiście każdego, kto ma ochote odpowiedzieć na moje pytania. ;)
Moje pytania:
1. Książka w twardej czy miękkiej okładce?
2. Jaka jest najtaniej kupiona książka na Twojej półce?
3. Twoje ulubione miejsce do czytania?
4. Polecasz ludziom książki, czy to Tobie się je poleca?
5. Jaka jest według Ciebie najładniej wydana książka.
6. Czy jest bohater, którego wiele osób lubi, a Ty nie znosisz?
7. Wolisz gdy główna postać jest mężczyzną czy kobietą?
8. Wolisz narrację pierwszoosobową czy trzecioosobową?
9. Czy nakłoniłeś kiedyś kogoś do czytania?
10. Czy zwracasz dużą uwagę na stan i wygląd książki?
11. Czemu akurat czytanie?
 
Do następnego postu!
Żyjcie!
Snowflake
 

sobota, 15 października 2016

Babeczkowa wyliczanka

Hej!

Dawno nie było tu żadnego tagu, więc bardzo dobrze (i bardzo miło) się złożyło że zostałam nominowana przez Semprę z Sen jest dobry, ale książki są lepsze do super cukierkowej i epicko słodkiej babeczkowej wyliczanki, która polega na napisaniu czegoś o swoich pięciu książkowych menżach męskich ulubieńcach. (Chociaż są tak bardzo specyficzni, że nie chciałabym żadnego z "menża", po prostu z różnych przyczyn pałam do nich sympatią.)

No więc, zaczynamy!

Warstwa pierwsza - ciasto. 
Ciasto jest nijaką podstawą więc napiszę tu mojego pierwszego z ulubieńców, który pochodzi jeszcze z odległych czasów podstawówki, kiedy to czytałam jako lekturę "Opowieści z Narni" i ojeju Edmund. Zachwycił mnie tym, że miał wady, słabości, a z kolejnymi książkami rozwijał się, zmieniał na lepsze.


Warstwa druga - bita śmietana.
Od początku wiedziałam, że wcisnę to kogoś z "Harry'ego Pottera" i po długim zastanowieniu postawiłam na Neville'a Longbottoma. Pomimo wielu przeciwności i własnych słabości, walczył, brał czynny udział w Zakonie Feniksa, bronił swoich przyjaciół. Wierny, dobry, choć trochę gapowaty i niezdarny. Smutna historia jego rodziców dodatkowo sprawia, że utknął w mojej pamięci.

Warstwa trzecia - lukier. 
Logan z Trylogii Nocnego Anioła, czyli ostatnio mój ulubieniec, którego losu uparcie śledzę. Honorowy, uczciwy i sprawiedliwy, kochający mimo wielu pokus i przeciwności losu, stawiający swoją damę i los swoich ludzi na pierwszym miejscu. W kolejnych częściach przechodzi przez wiele strasznych, rzeczy które zmieniają go, ale mimo wszystko niektóre wartości zostają u niego te same.

Warstwa czwarta - posypka. 
Wcisnęłam już "Harry'ego Pottera" jeszcze "Ekspozycja" i Wiktor Forst- postać nieprzewidywalna i arogancka, w ten fajny sposób. Robi wiele by uratować swoją partnerkę w śledztwie, Olgę. Przez pierwszą część Trylogii z komisarzem Forstem przechodzi wielką zmianę, a przy niektórych wydarzeniach czytelnik nie wie, czy to co on zrobił nadal jest dobre, czy granica została już przekroczona.

Warstwa piąta - wisienka na babeczce
Wysoki Czarownik Brooklyn'u- Magnus Bane z seri Darów Anioła Cassandry Clare. Jest to tak świetnie wykreowana postać! Ekstrawagancki, arogancki imprezowicz w którym wyczuwa się czasy, które już przeżył, doświadczenie, jakąś niespotykaną melancholię. Charakterystyczny, wiecznie towarzyszy mu makijaż i brokat, inteligentny i walczący o swoją miłość (Malec <3).

To wszystko!
Do wymienienia swoich książkowych męskich ulubieńców w Babeczkowej Wyliczance nominuję Kamilę z Welcome to my little big world, od której podkradłam już parę tagów, często jeszcze niezrealizowanych ;)

Do następnego postu!
Żyjcie!
Snowflake

środa, 12 października 2016

Andrzej Sapkowski "Ostatnie życzenie"

Niektóre książki po prostu trzeba przeczytać. Zapoznać się z nimi jako z niejakimi klasykami czy bestsellerami literatury światowej lub- w tym przypadku- polskiej. Wyrobić sobie własną opinię. Uważam, że seria  „Wiedźmin” taka jest. Powieść na której podstawie robi się  gry, znane nie tylko tu, autor znajdujący się już w podręcznikach szkolnych. Ale czy jest tego warty i czy pierwsza część znanej serii „Ostatnie życzenie” mi się spodobała?
 
Książka składa się z opowiadań, poprzedzanych „Głosami rozsądku”- fragmentami będącymi wstępami do opowiadań, dziejącymi się po nich, w świątyni Melitele gdzie Geralt odpoczywa po wszystkich przygodach i szykuje na kolejne wyprawy. Sama forma na początku mnie zdekoncentrowała, z czasem jednak spodobała i te „wstępy” wydawały się naprawdę dobrym pomysłem.
Same opowiadania były naprawdę średnie. Takie zwyczajne typowe fantasy, przygody, zabijanie potworów, intrygi, piękne kobiety, w sumie niczego nie wprowadzające do naszego życia. Porównując do opowiadać Ćwieka- „Chłopców” tamte wywoływały u mnie jakieś emocje, te były nawet miłą lekturą, ale nic poza tym. Dla mnie szczególnie wyróżnia się jedynie „Mniejsze zło”, potem może „Wiedźmin”, „Kwestia ceny”. No i „Ostatnie życzenie”, które miało być zwieńczeniem lektury, ale wzbudziło we mnie mieszane uczucia.
„Ostatnie życzenie” pokazuje historię poznania Geralta i Yennefer, tajemniczej czarownicy wiele razy pojawiającej się w „Głosach rozsądku” w wypowiedziach Wiedźmina. Historia tak właściwie najważniejsza w całej książce dla mnie była najbardziej mierna. Uczucie między tą dwójką pojawiające się znikąd, opowiadanie mające być pełne zwrotów akcji, które były jednak bardzo przewidywalne, co wszystko wydawało się bardzo sztuczne.
Geralt jest z pewnością postacią intrygującą, tak jak wszyscy wiedźmini, których-mam nadzieję- rola dalej się rozwinie. Opanowany zabójca ratujący ludzi przed potworami, posiadający wyjątkowe moce. Na plus jest, że te moce nie przyszły znikąd, a zostały mu wpojone. Czasem operujący ciętym językiem, czasem milczący- idealnie zdyscyplinowany, ułożony, taki jak powinien być. Postaci drugoplanowe również są ciekawe, opiekuńcza Nenneke, bard Jaskier, czy mniej ważne osobistości występujące w pojedynczym opowiadaniu, które- choć nie umiem zapamiętać ich imion- zapadły mi w pamięć. Do Yennefer na razie nie umiałam poczuć sympatii, po prostu mnie irytowała.
To czym wyróżnia się według mnie Wiedźmin to potwory, które są zaczerpnięte również z wierzeń słowiańskich, co bardzo mi się spodobało. Niecodzienne strzygi, diaboły czy inne bardzo uprzyjemniają lekturę, ponieważ dopiero co je poznajemy, wyróżniają się wokół typowych wampirów, wilkołaków czy smoków.
Ważny też jest styl pisania autora, charakterystyczny z taka fantastyczną epickością, często specjalnie stylizowany i dodający wiele klimatu. Niestety on też ma wady- mała ilość opisów, która zazwyczaj sprzyja czytaniu sprawiała, że akcja bardzo pędziła, a książka była nie do przeczytania na raz- musiałam sobie robić przerwy od natłoku informacji.
Wiem, że „Ostatnie życzenie” to dopiero wstęp do całej serii, jej pierwsza cześć która ma nas powoli wprowadzać i to jest jedyny powód dla którego sięgnę po drugą część, bowiem przyznam, że książka ta bardzo mnie zawiodła swoją przewidywalnością i typowością. Mam nadzieję, że dalsze części Wiedźmina zmienią moje zdanie o tej serii.
Moja ocena- 6/10
Czytajcie!
Żyjcie!
Snowflake

sobota, 1 października 2016

Kawowy Book Tag

Z czym kojarzy nam się jesień? Wieczorami, gdy na dworze jest już zimno i pada, a Ty leżysz w łóżku, pod kocem z dobrą książką i oczywiście kawą! (lub herbatą, sama chyba częściej piję herbatę). Z całego serduszka więc dziękuję Łowczyni Książek za nominację do tego iście jesiennego tagu i zapraszam na Kawowy Book Tag!
 
 
Flat White- książka, która nigdy się nie znudzi
Często, szczególnie ostatni wracam do kiedyś przeczytanych książek, ale musze tu postawić na "Harry'ego Pottera", bo czytałam go wiele razu i jeszcze wiele razy planuję przeczytać.
 
Czarna- książka, do której ciężko się zabrać, a ma rzeszę zatwardziałych fanów
Przyznaje się, nigdy nie przeczytałam "Władcy pierścieni". Książka z pewnością ma rzeszę fanów, bo to prawdziwy klasyk, ale jakoś nie mogę się przemóc.
 
Cappuccino- książka, która jest damskim klasykiem
Ciężko mi się wypowiadać, bo raczej nie czytam takiej literatury, więc obstawię książki Jane Austen, które- choć nie czytałam- są kobiecym klasykiem i na pewno kiedyś je nadrobię.
 
Gorąca Czekolada- książka, która rozgrzewa serducha
"Niebo nad pustynią" coś w tej książce jest takiego, że chętnie wracam do niej myślami, szczególnie w słabsze dni, bo ta książka, błaha na pierwszy rzut oka jest wyjątkowa i kryje wyjątkowe emocje.
 
Mieszanka Idealna- książka, która usatysfakcjonowała Cię pod każdym względem
"Ekspozycja"- sensacja, romans, humor, ciężki temat, nad którym można dłużej myśleć- jest wszystko i dużo więcej!
 
Starbucks- książka, która jest wszędzie, a na to nie zasługuje
"Fangirl". Nie rozumiem fenomenu tej książki, według mnie jest błaha, z irytującymi bohaterami, a jedyne co ją wyróżnia to ładna okładka.
 
Bezkofeinowa- książka, od której oczekiwałaś więcej
Książka, którą obecnie czytam, czyli "Ostatnie życzenie"- pierwsza część "Wiedźmina". Po tak dużym fenomenie spodziewałam się więcej, ale być może jeszcze zmienią zdanie.
 
Caramel Macchiato- książka, której popularność wzrasta podczas wakacji lub w okresie świątecznym
Nie tylko książka, ale i cała seria, która wraca zarówno latem jak i w zimą- "Harry Potter". Sama planowałam powtórzyć całą serię latem, niestety nie wyszło.
 
Podwójne espresso- książka, która trzyma w napięciu
"Pan mercedes" wyróżnia się tym, że całą sprawę poznajemy z dwój perspektyw: byłego detektywa i psychopaty, który kiedyś spowodował rzeź i zamierza to powtórzyć. Książka z pewnością trzyma w napięciu (i ma ładną, jesienną okładkę!).
 
Iced Coffe- książka, która jest tak słodka, aż zęby bolą
"Inne zasady lata" w tej książce jest coś tak przesłodkiego i przeuroczego, że nawet z prostą fabułą mnie do siebie przekonała.
 
Herbata- idealne zastępstwo (filmowe lub serialowe)
Choć nie przeczytałam całej "Gry o tron" przez brak czasu, ale i ciężkość lektury zabrałam się za serial. Na razie jestem na trzecim sezonie i nie żałuję :)
 
Przyznam, że ten tag nie był tak prosty, jak się tego spodziewałam, bo nie czytam za dużo literatury kobiecej, a pytania trochę do niej nawiązywały. Poza tym nie mogłam wszędzie dać "Harry'ego Pottera" i "Ekspozycji", a naprawdę chciałam ;)
 
Nominuję Kasię z Recenzje Kasi. Ostatnio bardzo miło czyta mi się jej bloga, więc czemu nie? :)
 
Żyjcie!
Snowflake