środa, 27 kwietnia 2016

Matthew Quick "Wybacz mi, Leonardzie"

Nie lubię książek młodzieżowych. Czemu? Najczęściej są nudnymi historiami miłosnymi bez przekazu. Miłość jest popularnym motywem w książkach, ale uważam, że trzeba naprawdę sprawnie prowadzić fabułę, by napisać o niej ciekawą książkę. O wiele prościej napisać dobrą książkę jedynie z małym wątkiem miłosnym. Dzięki temu dzieło jest skierowane do większej liczby odbiorców, nieudany wątek miłosny schodzi na dalszy plan, a udany zyskuje wielu fanów i książkę chce się dalej czytać. Oczywiście odbiegam o tematu :)


Wracając, książki kierowane do młodzieży zbyt skupiają się na wątku miłosnym, bo- choć jest on obecny w dorastaniu większości nastolatków- nie tylko miłostkami młodzież żyje. I, na całe szczęście, książka ta zgrabnie dawkuje ten temat, uraczając nas jedynie małą dawką jednostronnego zauroczenia. Mówi za to dużo o szukaniu samego siebie. Porusza trudne tematy, takie jak tolerancja, wiara, samotność.
Głównym bohaterem jest Leonard, nastolatek, fan filmów z Bogartem. Doskwiera mu samotność. Rówieśnicy go nie rozumieją. Matka się nim nie interesuje. Ma jedynie parę ważnych dla siebie osób. Właśnie im zamierza dać w swoje 18 urodziny dać specjalne podarunki. Po czym chce zabić swojego dawnego przyjaciela Ashera Flyna oraz siebie.
Jak każdy się domyśla Asher musiał sobie zasłużyć, ale nie chcąc spoilerować nic więcej nie powiem. Jak można się domyślić Leonard ma małe problemy ze sobą. Patrzy inaczej na świat. Widzi ludzi nieszczęśliwie idących do pracy. Nie pojmuje dorosłości, dużo się nad nią zastanawia. Chętnie czytam jego przemyślenia, które w wielu przypadkach zgadzają się z moimi poglądami.
Interesujący są również  postacie, którym Leonard daje prezenty. Starszy sąsiad, oglądający z nim stare filmy. Chłopak, którego występów chętnie słuchał. Dziewczyna o silnej wierze, w której się zauroczył. Oraz jego nauczyciel historii- postać, którą polubiłam. Szczerze byłam bardzo ciekawa co kryje się pod rękawami i nie zawiodłam się wyjaśnieniem. Wszystkie te osoby znaczyły dla Leonarda bardzo dużo, lecz on dla nich- niekoniecznie. Podkreśla to jego samotność.
Podoba mi się motyw listów z przyszłości, pokazujących marzenia głównego bohatera, jego przeżycia, poglądy. Właśnie takim listem kończy się książka, zostawiając po sobie bardzo duży niedosyt. Tego, co stało się później możemy się jedynie domyślać. Cieszy mnie tez to, że Asher nie jest w 100% złą postacią, a jego zachowanie możemy tłumaczyć jego własnymi przeżyciami.
Książka skierowana do młodzieży nie zawsze przekona do siebie dojrzalszych czytelników. Czyta się ją miło i dość szybko, porusza ciężkie tematy w lekki sposób. Polecam ją w szczególności nastolatkom zastanawiającym się nad sensem dorosłości, szukającym swojej drogi. Może swoją ścieżkę znajdziecie akurat w tym dziele ;)
Moja ocena: 8/10
Jeśli macie ochotę zobaczyć, co obecnie czytam lub mam zamiar przeczytać zapraszam tutaj. 
Czytajcie!
Żyjcie!
Snowflake

sobota, 23 kwietnia 2016

Sobotnia Snowflake [1]

Hej!

 Nowa seria. Yaaaaaaaaaaaaaaaaaaay!

Pomyślałam, że blog to dla mnie prócz recenzji i pogadanek miejsce do wygadania się i stworzenia kilku fajnych wspomnień, więc stworzyłam tę serię. Będę w niej po prostu pisała co u mnie, jakie obecnie książki czytam. Czasem posty w ogóle nie będą się pojawiać, bo nie zawsze coś się dzieje. Czasem to będą luźno zebrane myśli kłębiące się w mojej głowie w ostatnim tygodniu lub coś na wzór ulubieńców.

Charakterystyczne będzie to, że posty te nie są jak zwykle planowane (reszta jest zawsze rozpisana w notatniku i kilka razy sprawdzana, czy nie jest zbyt chaotyczna). Taka odskocznia od wpisu umieszczanego w tygodniu :)

(zdjęcie mojego autorstwa z ostatniego spaceru po lesie dla urozmaicenia tekstu)
 
Wesołego dnia książki! I rocznicy śmierci Williama Szekspira! To akurat składa się na wydarzenia u mnie w tym tygodniu. Wraz z przyjaciółkami w czwartek byłyśmy w Multikinie na "Hamlecie" z Benedictem Cumberbatchem. Przedstawienie było genialne. Scenografia, światła, muzyka.... cudo! Na początku nie byłam przekonana do aktorki grającej Ofelię, ale z czasem się przekonałam. I nawet mi na słynnym monologu "Być albo nie być" ruszyło się serducho. Pomysł z nagraniem sławnych sztuk teatralnych jest naprawdę fajny i na pewno pojadę jeszcze na kilka sztuk ;) Polecam śledzić takie wydarzenia na fanpage nazywowkinach.pl.

Przy okazji odwiedziłyśmy Empik. Miałam zamiar kupić "Niezbędnik obserwatora gwiazd" lecz na pech nie było. Skończyłam więc z kolejną książką Kinga. "Pan mercedes" zachęcił mnie bardzo fajnym opisem. Powstrzymując się przed nie kupieniem większej ilości książek, bo mój budżet i tak uszczuplał po "Hamlecie" wyszłam zadowolona.
 
Skoro już tak kulturalnie to może poruszmy jeszcze temat muzyki. Cały tydzień słychałam jednej płyty- "Lao Che dzieciom". Dobra, w moim stylu z fajnymi przemawiającymi do mnie tekstami, nawiązującymi do baśni/zabawek/legend. Niby skierowane dla dzieci, ale z przekazem iście dla dorosłych ;)
 
Co do mang ostatnio czytuję KattLett. Jej mangi nie wszystkim się spodobają, ale warto spróbować, szczególnie że- tak jak mi- mogą się spodobać. Udostępnione są na Centrum Mangi i webkomixy. Polecam tez odwiedzić jej fanpage, gdzie zobaczymy dużo artów ;)
 
Mam nadzieję, że seria się spodoba. To wszystko życzę miłego wieczoru. Ja swój spędzę z ostrymi chipsami, energetykami i "Piratami z Karaibów". Chyba trzeba zacząć się zdrowo odżywiać ;)
Żyjcie!
Snowflake

środa, 20 kwietnia 2016

Anime sezon wiosna 2016- moje pierwsze zdanie


Hej!
Chcę się z wami podzielić moim zdaniem o wiosennych premierach anime. Wszystkie tytuły które mnie interesowały już ruszyły, a ja obejrzałam przynajmniej 1 odcinek, więc postanowiłam polecić wam parę dobrych serii i odradzić parę słabszych. Na szczęście dominuje ta pierwsza grupa. Zapraszam J
 
Bungou Stray Dogs
 
Anime opowiada o Atsushim Nakajimie- chłopaku wyrzuconym z sierocińca, który przymiera głodem. Ratuje on człowieka, który chciał popełnić samobójstwo- Osamu Dazaię. Ten w zamian zapraszam go na posiłek. Następnie przez szereg dziwnych zdarzeń proponuje mu pracę w specjalnej agencji detektywistycznej, której każdy z członków ma supermoc. Jak na razie fabuła zapowiada się ciekawie, mam nadzieję na kilka ciekawych spraw. Fascynujący są bohaterowie. Zostali wykreowani na podstawie znanych pisarzy. Pojawi się m. in. Agatha Christie czy Mark Twain. Główny bohater na razie wydaje mi się najmniej ciekawy- ot, taki strachajła, który sobie nie radzi. Nie jestem do niego przekonana, ale wszystko może się zmienić J
 
Joker Game
 
Seria już nosi tytuł perełki sezonu. Akcja odgrywa się w 1937r. gdy Japończycy wyczuwają już zbliżającą się wojnę. Anime opowiada o „Agencji D” jednostce wywiadowczej, trenującej szpiegów. Jej łącznikiem z armią jest główny bohater- porucznik Sakuma. Tytuł pokazuje bezwzględność przyszłych szpiegów, niedoskonałość i obłudę armii, wahania- moralność czy wypełnienie rozkazu? Od początku trzyma w napięciu. Zachwyca poziomem dedukcji, każdy detal się liczy. Bohaterowie są inteligentni, nie ma tam miejsca dla słabych. Anime ukazuje atmosferę tamtych lat. Warto również zwrócić uwagę na muzykę, która według mnie jest idealnie dobrana. Cudo!
 
 
Kiznaiver

Katsuhira Agata to aspołeczny typ, który nie czuje bólu. Przez swoją obojętność na wszystko nie jest lubiany, często go biją, dręczą. Nie zna sam siebie. Pewnego dnia zostaje wybrany na Kiznaivera i połączony z innymi uczniami o diametralnie różnych charakterach. Razem stanowią współczesne siedem grzechów głównych. Projekt Kizuny sprawia, że gdy jedno z nich zostanie zranione wszyscy odczują ból. Kiznaiverzy mają robić zadania. Jeśli nie uda się im zrobić są karani. Seria zapowiada się ciekawie. Interesuje mnie historia Agaty oraz ich dalsze zadania. Ma w sobie dozę japońskiego humoru, który nie wszystkim się spodoba, mi jednak aż tak nie przeszkadzał. Jak na razie chętnie będę oglądała dalej.


Koutetsujou no Kabaneri

Cierpię na niedobór tytanów, ok? I to jedyny powód dla którego oglądam to anime. Kreska jest specyficzna i nie za bardzo mi się podoba, bohaterowie są strasznie nijacy a fabuła jest widocznie zgapiona z Shingeki no Kyjojin. Apokalipsa? Walczący noname? Super broń? Wszystko się zgadza. Niektóre kwestie były wręcz zgapione z Tytanów. Dam jeszcze szansę, ale wątpię żebym dociągnęła do końca.

 

Mayoiga

Anime opowiada o trzydziestoosobowej grupie młodych ludzi, którzy- z różnych względów, chcą zacząć nowe życie w ukrytej wiosce, o której krążą różne legendy- Nanakimurze. Po dojechaniu na miejsce okazuje się, że wioska nie jest taka wspaniała. Prosty dreszczowiec. Przeraża mnie trochę ogrom bohaterów, ponieważ boję się, ze nie uda się ich za dobrze wykreować i większość będzie po prostu „tłem”. Jednocześnie mam już dwójkę ulubieńców- oboje są lekko emowaci i raczej cisi: Speedstar, przyjaciel głównego bohatera i Lion (ma tak uroczą bluzę *.* ). Główny bohater raczej nie powala. Na razie czekam na dalszy rozwój wydarzeń ;)




Sakamoto desu ga?

Ostatnio była komedia o superbohaterach, teraz o super uczniu. Sakamoto jest w 1000000000000000000% idealny. Wszystko co robi jest cool, coller, coolest. Typowy japoński atrakcyjny humor, który uwielbiam. Plus za muzykę i humor, minus za jedną animację, która powtórzyła się dwa razy.  Liczę na to, że po kilku odcinkach mi się nie znudzi, ponieważ fabuła jest banalna. Idealne na wieczór po ciężkim dniu, żeby się odstresować.
 

Sousei no Onmyouji

Jak na razie największy zawód. Rokuro to młody egzorcysta, który przez traumatyczne zdarzenie nie chce mieć z egzorcystami nic wspólnego. Pewnego dnia spotyka Benio, i by uratować dwójkę dzieci musi walczyć. Benio oszołomiona jego mocą chce go pokonać. Ta dwójka wyraźnie się nienawidzi. Okazuje się jednak, że są „egzorcystami bliźniaczej gwiazdy”, muszą za siebie wyjść i spłodzić dziecko, które będzie najsilniejszym egzorcystą. Jakoś średnio pasuje mii seria o miłości czternastolatków. Minusem jest również grafika. W kilku momentach twarz Benio była po prostu niekształtna. Plusem jest opening, który przypadł mi do gustu.

 

Super lovers

Nie oceniajcie, ok? Po prostu uznałam, że mam ochotę to obejrzeć. Haru, jedzie do Kanady, gdzie odwiedza swoja matkę i poznaje nowego brata, adoptowanego przez nią chłopca Rena. Ta dwójka szybko się zaprzyjaźnia i pod koniec wizyty Haru obiecuje coś chłopcu. Niestety po wypadku Haru traci pamięć. Kontynuuje życie jako host, zapominając Rena. Pewnego dnia jednak Ren pojawia się u niego, karząc mu spełnić obietnicę. Czy tylko mi wydaje się to trochę pedofilskie i kazirodcze? Nie żeby coś już się stało, ale.. serio Japonio?! Na razie oglądam, zobaczę jak będzie dalej. Grafika spoko, muzyka ujdzie. I są pieski *.*
 
To wszystkie serie które obecnie oglądam. Obecnie chcę wszystkie kontynuować, choć przy niektórych się jeszcze waham. Mam nadzieję, ze ten przydługi post wam się spodobał. Jeśli macie ochotę możecie zobaczyć anime które oglądam i mam zamiar obejrzeć tutaj.
A wy macie już jakieś perełki tego sezonu?
Jeśli tak podzielcie się nimi w komentarzach :)
Żyjcie
Snowflake

środa, 13 kwietnia 2016

Stepher King "Misery"

Hej!
Pewnego dnia, gdy byłam jeszcze w gimnazjum dyskutowaliśmy z Panią od angielskiego- wielką fanką twórczości Kinga o książkach. Powiedziała mi wtedy, że „Misery” nie jest książką dla mnie i na pewno mi się nie spodoba. Teraz powinnam iść zaśmiać jej się w twarz, ponieważ uwielbiam tę pełną napięcia książkę.
(podziwiajcie mój oliwkowy koc ^^)
Głównym bohaterem lektury jest Paul (przerwa na szukanie nazwiska) Sheldon- pisarz, który stworzył serią książek o Misery. Postaci którą wykreował szczerze nienawidzi i przeszkadza mu, że to właśnie przez nią się wybił. Po ukończeniu kolejnej powieści, która miała być jego wielkim sukcesem świętuje. Kończy się to wypadkiem samochodowym. Paul budzi się w nieznanym miejscu z okropnym bólem nóg, które okazują się zmiażdżone. Okazuję się, ze od śmierci uratowała go Annie Wilkers- psychofanka Misery.
Kobieta więzi go, karząc mu napisać kolejną książkę, która ma ożywić zabitą w jego ostatniej książce- „Dziecku Misery”  bohaterkę. Spoilery? Tak, choć niewielkie, ponieważ wszystko to dzieje się w dwóch pierwszych rozdziałach. Powieść jest wyjątkowa przez postać Annie- nigdy nie wiadomo co ta kobieta wymyśli. Wspaniałe jest to, ze Paul się nie poddaje. Pomimo wszystkiego nie chce umrzeć i by się uwolnić czyni pełne desperacji kroki.
Dyskutując o tej książce ze znajomymi doszliśmy do wniosku, ze w większości książek Kinga występuje motyw nieidealnej śmierci. W skrócie: walić etosy rycerskie i honor. Świat wykreowany w jego powieściach jest realistyczny, brudny, nie ma w nim przesady i niepotrzebnego wyidealnizowania. I to właśnie jest piękne.

Szczerze polecam tę książkę wszystkim. Nawet jeśli nie gustujecie w lekturach tego typu spróbujcie, może po tej książce zmienicie zdanie. Ja zdecydowanie nie żałuję dwóch wieczorów podczas których pochłonęłam „Misery”. I wy też nie będziecie żałować.
Moja ocena- 9/10
Jeśli chcecie zobaczyć co obecnie czytam/ chcę przeczytać/ przeczytałam ostatnio zapraszam tutaj. :)
Żyjcie
Snowflake

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

One punch man

Hej!
Postanowiłam, że chcę spróbować coś nowego. Dlatego przychodzę do was z recenzjami. Przez to pojawi się też nowa zakładka- "Recenzje" i być może "Kontakt". Mam nadzieję, że wam się spodoba i może zachęcę was do obejrzenia/przeczytania czegoś.

„One punch man” to popularne anime tamtorocznego sezonu jesiennego, które ja (niestety) obejrzałam dopiero teraz. Jego głównym bohaterem jest Saitama- mężczyzna, który postanowił zostać najsilniejszym superbohaterem, a większość wrogów powala jednym ciosem.
Skoro powala jednym ciosem, to o czym jest to anime? O karierze superbohatera i szukaniu silnego przeciwnika. Niezbyt ambitne. Lecz produkcja ma charakter parodii, wyśmiewa się z shonenów i superbohaterów, których tak bardzo uwielbiam (kto też czeka na „Civil war”?). I to zadanie spełnia bardzo dobrze. Warto również zwrócić uwagę na shonenowe walki.
To zacznijmy właśnie od walk. Na myśl przychodzi mi jedno słowo- epickość. Przy każdym pojedynku wgapiałam się w ekran, będąc w innym świecie. Kreska jest znakomita, dynamiczna, chwilami taka jak lubię- gruba chaotyczna, komiksowa. Animacja również charakteryzuje się dynamicznością i płynnością. Przy walkach często występują nasycone barwy, dobrane na zasadzie kontrastu, co jeszcze bardziej ożywia te sceny. Często również Saitama pojawia się w prostej, śmiesznej, komiksowej postaci. Genialne były również wstawki w środku odcinka. Szczerze, od strony graficznej nie znalazłam żadnej wady.
Według mnie tu kryje się największą wada całej produkcji. Soundtrack jest dobry, opening nawet bardzo dobry, do teraz zdarza mi się go nucić. Za to ending to jedna wielka pomyłka. Przymierzałam się do wysłuchania go kilka razy. Brzmi jak muzyka ze słabego shōjo. Za to ogromny minus.
Bohaterowie są spoko. Saitama po jakimś czasie zaczyna irytować swoja zwyczajnością, lecz charaktery barwnych postaci drugoplanowych odciągają od niego uwagę. Podkreślam słowo barwnych. Im potężniejszy superbohater tym jest dziwniejszy. Na przykład supernapakowany więzień, który zamknął sam siebie, bo chciał chronić „swoich chłopców” od samego siebie i przy walce jest goły. Ciekawe? Tam jest ich więcej. I bardzo dobrze.
Szczerze polecam „One punch mana” fanom ociekających epickością walk i wielbicielom japońskiego humoru. Na tej krótkiej serii można dobrze się pobawić i pośmiać. Nie prowadza niczego nowego w nasze życia, ale czy to jej zadanie? Idealna odskocznia od dzieł o poważnej tematyce.

Oceny:
Fabuła- 8/10
Grafika- 10/10

Muzyka- 7/10
Bohaterowie- 8/10

Ogólna- 8/10
Jeśli chcesz dowiedzieć się jakie anime obecnie oglądam, a jakie zamierzam, na przykład w sezonie wiosennym zapraszam tutaj.
Żyjcie
Snowflake