sobota, 28 maja 2016

Sobotnia Snowflake #6 Czas pędzi, a ja razem z nim

Hej!

Ostatnio jestem cały czas zapracowana i zestresowana, więc  mogę dzisiaj trochę marudzić i narzekać, ale mam nadzieję, ze nie będzie wam to przeszkadzało ^^
 
Pogoda jest piękna, słonko świeci i nawet ja, największy leń świata mam ochotę na spacer, karmienie kaczek czy czytaniu w cieniu rozłożystego drzewa w parku. Zamiast tego spędzam całe dnie przy książkach.
"Taka dola ucznia" można powiedzieć. Jednak wydaje mi się, że kiedy w tygodniu mam 3 sprawdziany, 5 kartkówek i wypracowanie do napisania to jest coś nie tak. Nie liczyłam w tym popraw, które sama na siebie zwaliłam i na całe szczęście są tylko dwie (z czego jedna z nieszczęsnej religii). Mówi się, że to uczniowie budzą się i chcą robić wszystko pod koniec roku szkolnego. U mnie jest chyba odwrotnie, bo nagle większość nauczycieli stwierdziła, że jest do tyłu z materiałem i zapowiadają kolejne sprawdziany.
 
W tym tygodniu w szkole byłam tylko raz. To skąd brak czasu? No i tu pokazuje się również moja wina- po prostu wszystko zwaliłam na ostatnią chwilę. Mam na to wytłumaczenie- po prostu byłam zbyt zmęczona by cokolwiek wkuwać.
 
Tak wiec w poniedziałek korzystając z łaski mamusi zostałam wyspałam się, by następnie załatwić parę ważnych spraw i pójść na zakupy, bo moje stare tenisówki kończyły swą egzystencję. Oczywiście wydałam wszystko co miałam, zaopatrując się również w fajny t-shirt i dobrą herbatę. Nie powinnam dostawać pieniędzy, nie umiem się z nimi obsługiwać.
 
We wtorek odwiedziłam Toruń. (Chamska reklama) Jeśli ktoś obserwuje Instagram to dowiedział się wcześniej, więc zapraszam, z prawej strony są bardzo ładne ikonki. Tak więc ten przystojny jegomość siedzi w oknie Toruńskiego ratusza. Zastanawia mnie jego historia, lecz trochę nie słuchałam przewodniczki i nie wiem czy o nim mówiła. Jednakże miasto jest piękne i chętnie widzę się tam za parę lat na studiach.
 
Z wycieczki wróciłam obżarta, spalona, z piernikami, zgrabną pocztówką i całą masą zdjęć. No i następnie przyszła środa. Wtedy powinien pojawić się post, ale po dwóch niedospanych nocach pierwsze co zrobiłam po powrocie do domu to długa drzemka. Na wieczór byłam umówiona z przyjaciółkami, więc post się nie pojawił. Miałam wyrzuty sumienia, lecz szczerze mówiąc nie miałam o czym napisać więc pojawiłby się jakiś marny TAG. Na szczęście skończyłam już "Podpalaczkę" więc jej recenzji możecie spodziewać się w środę (już napisana muszę jeszcze tylko sprawdzić).
 
Następnie odpoczynek i koniec. Dziś prawie cały czas męczyłam "Makbeta", a jutro nauki jeszcze więcej. Teraz pozostaje tylko modlitwa.
 
Zapomniałabym. Licznik odwiedzin zbliża się do pierwszego tysiąca i mam nadzieję, że za tydzień będę świętowała tę pierwszą większą granicę! Dziś również pojawił się równo setny komentarz. Za każde odwiedziny i komentarz z całego serduszka dziękuję!
 
Teraz lecę się uczyć. Jeszcze raz zapraszam na Instagram i Facebook.
Żyjcie!
Snowflake
 

sobota, 21 maja 2016

Sobotnia Snowflake #5 Społecznościowe Szaleństwo



Hej!
 
Ostatnio zastanawiałam się czy nie mam jakiejś obsesji na punkcie litery "S". Ale nie, to chyba po prostu przypadek, ze seria na tym blogu, jego adres i nick pod jakimś pojawiam się w Internecie zaczynają się na tę literę. Pewnie imię lub nazwisko mojej drugiej połówki też będzie zaczynało się na "s" ;)
Z niewiadomych przyczyn uwielbiam te zdjęcie
Wydarzenie całego tygodnia. Założyłam fanpage na Facebooku i Instagram! Yaaaaaaaaaaaay! Zawsze byłam średnio nastawiona do portali społecznościowych, ale postanowiłam spróbować. Na Instagram wstawiłam już parę zdjęć, a fanpage nadal łysy. Więc jeśli macie ochotę na trochę więcej mnie (pewnie będą głównie zdjęcia książek) to serdecznie zapraszam, z prawej strony umieściłam takie zgrabne ikonki ^^
 
Często czytam książki na balkonie. Wszystko przez moją mamę, która karze mi "pooddychać świeżym powietrzem" i "złapać trochę słońca". Dlatego siadam na parapecie z herbatą i oddaję się dobrej lekturze. Najwidoczniej zauważyła to moja sąsiadka. Dość młoda miła kobieta. Pewnego dnia zaczepiła mnie na korytarzu. Robi właśnie remont w mieszkaniu i obdarowała mnie kilkoma książkami. Większość to romanse, ale jakoś przeżyję. Dziś specjalnie posprzątałam pokój, powycierałam szafki i poustawiałam nowe zdobycze. Prócz tego, jakby było mi mało czytania wypożyczyłam w szkolnej bibliotece "Inne pieśni". To pierwsza książka Jacka Dukaja którą czytam i mam nadzieję, że mi się spodoba.
 
Prócz tego życie mija mi na spaniu, nauce i Eurowizji. W mojej szkole było zebranie i o wypadzie do Warszawy na drugą cześć "Alicji" mogę jedynie pomarzyć. Dużo śpię, wykończona nauką i nawet z komputera rzadko korzystam. Jedynie w środy i soboty, przygotowując nowy post, a portale społecznościowe sprawdzam na tablecie. I nadal przeżywam Eurowizję, sprzeczam się i wiernie bronię zwycięskiej piosenki, która naprawdę mi się spodobała. Wiem, że nie można wystawiać politycznych piosenek, ale tą tak ładnie wpletli. Poza tym warto mówić o ważnych tematach. Ech, chciałabym jechać kiedyś na Eurowizję... ale to w dalekiej przyszłości ;)
 
Wracam do nauki, muszę poprawić religię (mam dwa na koniec xD). Wypadałoby też w końcu skończyć "Podpalaczkę". Akcja się rozwija.
Mam nadzieję, że ten  tydzień minął wam bardzo dobrze :)
Żyjcie!
Snowflake
 

środa, 18 maja 2016

Zalotny TAG książkowy


Hej!

Co zrobić, kiedy całe dnie śpisz i nie masz o czym napisać na blogu? Zrób TAG. Dobra, przyznaję się, jestem piekielnym leniem, a zmiany pogody źle na mnie działają i po powrocie ze szkoły rzucam się do wyra. Wracając, mam nadzieję, że pierwszy TAG na moim blogu wam się spodoba ^^
 
Dziś będzie zalotnie ;)

Faza 1
Zauważenie, czyli książka, którą kupiłam ze względu na okładkę.

Książka na podróż, która kupiłam ze względu na cenę- całe 6,99 w Matrasie, twardą oprawę i okładkę z uroczym, włoskim skuterem. Mowa mianowicie o „Masz przyjaciela” autorstwa Luca Spagetti. Przyjemne na godzinną podróż w pociągu, by poznać trochę włoskiej kultury, lecz nigdy przeze mnie nie skończona przez słabą fabułę, a tak właściwie prawie jej brak. Czeka na kolejne pociągowe, leniwe czytanie ;)

(źródło)

Faza 2
Pierwsze wrażenie, czyli książka, którą kupiłam ze względu na opis.
Książka o której niedawno pisałam tutaj, mianowicie „Pan Mercedes” Kinga. King na razie mnie nie zawiódł, a opis bardzo mnie zachęcił, choć o książce wcześniej nie słyszałam. Na razie się nie wypowiem, ponieważ nawet nie zaczęłam czytać.

(źródło)

Faza 3
Słodkie rozmówki, czyli książka ze świetnym stylem pisania.
„Cień  wiatru” Carlosa Ruiza Zafóna to jedyna książka z „Cyklu zapomnianych książek”, którą na razie przeczytałam. Prócz fabuły i problemów, jakie porusza zachwyca wspaniałymi opisami Barcelony 20 wieku, przeżyć bohaterów, ich zachowań.  Dla mnie cudo, bardzo dojrzała książka, chętnie sięgnę po resztę cyklu.

(źródło)

Faza 4

Pierwsza randka, czyli pierwszy tom serii, który sprawił, że miałam ochotę od razu zabrać się za kolejne.
Po przeczytaniu pierwszej części „Jutra” uznałam książkę za genialną i szybko chciałam sięgnąć po resztę. Tak przetrwałam jeszcze pół kolejnej części później jednak zapał opadł i nigdy cyklu nie skończyłam. Może to moje lenistwo, może druga część była tak słaba, już nie pamiętam.

(źródło)

Faza 5
Nocne rozmowy telefoniczne, czyli książka przy której przetrwałam noc.
Przyznaję się. Jestem zbytnim śpiochem i nie potrafię całą noc czytać. Bardzo długo, bo aż do 3 w nocy wytrzymałam z „Felix Net i Nika oraz gang niewidzialnych ludzi”, ale to było jakieś trzy lata temu.

(źródło)

Faza 6
Zawsze w myślach, czyli książka o której nie mogę przestać myśleć
O dziwo ostatnio mam taka książkę. Ostatnio z głowy nie mogę wyrzucić „Eragona”. Przeczytałam tę książkę dawno temu i chcę do niej wrócić, ponieważ w większości już nie pamiętam fabuły. Niestety, na razie czeka na mnie mnóstwo książek, seriali, anime oraz filmów i muszę chwilę z nią poczekać.

(źródło)

Faza 7
Kontakt fizyczny, czyli książka, którą kocham za towarzyszące uczucia
Uwielbiam książki o narkomanach. Opisy ich uczuć, powolne wchodzenie w nałóg i niemoc, przy próbach wyleczenia się. Zawsze mocno mną wstrząsają, pokazują, jak kruche jest nasze życie, jak łatwo je zniszczyć, zdeptać. Później bardzo długi czas żyję taką lekturą, oszołomiona i przerażona. Te książki to np. „My dzieci z dworca ZOO” (muszę koniecznie sięgnąć po drugą część) i „Pamiętnik narkomanki”.

(źródło)

(źródło)


 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Faza 8
Spotkanie z rodzicami, czyli książka, którą chcę polecić rodzinie i znajomym
Od razu pomyślałam o „Wybacz mi, Leonardzie”. Kierowana do młodzieży, dzięki czemu prosta i przyjemna w czytaniu jednocześnie poruszająca wiele trudnych problemów. Mi tą książkę poleciła przyjaciółka czas, bym ja polecała ją innym (recenzja tutaj).

(źródło)

Faza 9
Myślenie o przyszłości, czyli książki, które będę czytać jeszcze nie raz.
Ostatnio dużo książek powtarzam lub chcę powtórzyć. To przez luki w mojej bardzo dziurawej pamięci. Ale jedną książkę bardzo dobrze znam, a mimo to powtarzam i będę chętnie powtarzała. Mianowicie „Harry Potter”. Klasyk, mówiąc o przyjaźni, wsparciu, miłości, zaufaniu. Nie ma co się rozpisywać, książki te przypomina mi dzieciństwo i będą zawsze dla mnie ważne.

(źródło)

Faza 10
Dzielenie się miłością
Nominuję wszystkich, którzy TAGu jeszcze nie robili, a mają ochotę ^^
Ok, ja wracam spać!
Dobranoc!
Żyjcie!
Snowflake

sobota, 14 maja 2016

Sobotnia Snowflake #4 W poszukiwaniu ideału

Hej!

Jak wam minął tydzień?

Niby proste pytanie i najczęściej odpowiada się po prostu "jak zwykle", ale każda chwile jest niezwykła.
Ok, koniec tego filozofowania.

Czas powoli mija, a ja odczuwam przez wszystkie wydarzenia jakby pędził. Spowodowane jest to pewnie końcem roku, poprawami, łapaniem ocen itd. (i tak będę miała bardzo słabą średnią). Cały czas walczę z fizyką i mam nadzieję, że tę walkę wygram.

Ostatnio zmieniłam do wszystkiego podejście. Staram się w 100% ogarniać, przygotowywać się do szkoły, wysypiać, jeść zdrowiej, więcej czytać. Nawet dzisiejszy post jest na czas ;) Myślałam chwilę nad tym i mam dwa wytłumaczenie. Chcę być lepsza dla bloga. Dziwne, co nie? Po prostu wstawianie postów środa, sobota wyrównało mój tydzień i stworzyło w nim mały schemat. Poza tym muszę kilka rzeczy przygotować wcześniej, więc rozwijam systematyczność i planowanie. No i czytam więcej, by mieć o czym tu pisać ;)

Drugie wytłumaczenie mocno wiążę się z moim życiem prywatnym. Ostatnio zerwałam jakiekolwiek stosunki z przyjaciółką i staram się samej sobie udowodnić, że daję bez niej radę. Najgorsze jest to, że ona nawet nie walczyła. Po prostu bez słowa odeszła z naszej paczki. Dzięki temu nasza grupka bardziej się zbliżyła, bojąc się dalszego rozpadu, co moja przyjaciółka podsumowała słowami "Po burzy zawsze przychodzi tęcza". Ona wie, jak tęczowymi żartami poprawić mi humor ;)

W poszukiwaniu tego idealnego złotego środka staram się mieć na wszystko czas. Przesypiam wyznaczone 8 godzin, odrabiam lekcje lub uczę się nowych tematów, nadrabiam anime, seriale i kreskówki. Ograniczam cukier (nauczyłam się pić niesłodzoną herbatę, jest boska *.*).

Oglądacie Eurowizję? (szybka zmiana tematu) Mam nadzieję, że trzymacie kciuki za Polskę. Ja liczę, że będzie w pierwszej dziesiątce. Moim faworytami są: Węgry, Łotwa, Australia, Ukraina, Holandia, Szwecja, Cypr no i Polska. Przyznam się, że mam już te piosenki na telefonie i nałogowo je słucham ^^

To oglądajcie i głosujcie, może wasz głos przesądzi sprawę ;)
A ja idę przygotowywać kolejny post, w tygodniu nie będę miała czasu...
Żyjcie!
Snowflake

środa, 11 maja 2016

Bartek Silver "Szepty - Chłopiec ze snów"

Przed zakupem „Szeptów” zastanawiałam się nad zrecenzowaniem ich, w trakcie zakupu i podczas czytania w mojej głowie zaczął  rodzić się plan tego postu, a po przeczytaniu całości byłam pewna, że muszę o tym dziele napisać, bo- choć książka została wydana tylko w formie ebooka, jest warta przeczytania. Czytałam poprzednie opowiadania tego autora i miałam do tego spore wymagania, dlatego zaczęłam ją czytać dopiero wtedy, gdy poczułam na karku chrapliwy oddech spoilerów.

Książka opowiada o Janie Głosie- osiemnastoletnim początkującym szeptunie, czyli ludowym uzdrowicielu. Jego pierwszym klientem okazuje się szkolna gwiazda- Kacper Lutnik, któremu od jakiegoś czasu śnią się realistyczne koszmary, a na nodze pojawia się tajemniczy tatuaż. Ta dwójka, z pomocą rodziny Jana chce rozwiązać problem chorego, przy okazji spotykając po drodze wiele interesujących osób, z którymi połączą ich podobne cele i- z czasem- przyjaźń. Fabuła nawiązuje do mitologii słowiańskiej, ale książka jest napisana tak, że będąc kompletnie zieloni w temacie (jak ja) wszystko zrozumiecie. Dzięki temu dziełu zainteresowałam się tą omijaną i mało znana mitologią i chętnie będę ją zgłębiać.
Tempo akcji na początku było powolne (możliwe, że odczułam to mocniej, bo przyzwyczaiłam się do tempa Kinga), ale jednocześnie miło wgłębiało się w ten niezwykły świat. Około setnej strony przyśpieszyło, choć nadal byłam w stanie oderwać się, by wypić (kolejny) kubek herbaty. Później całkowicie mnie wciągnęło, na tyle, bym odmówiła kolacji czy uzupełnienia poziomu teiny we krwi. Końcówka wgniotła mnie w fotel. I tu kolejne zachwyty, ale i jęki protestu- koniec był słodko-gorzki. Na pewno zostawił wiele niewiadomych i niedosyt. Już niecierpliwie oczekuję choć małej zapowiedzi drugiej części.
Książka ma wątek miłosny, a nawet dwa, z czego jeden homoseksualny. Lecz proszę się nie bać, obie relacje są prowadzone powoli, nienachalnie i uważam, że nie warto się zniechęcać z powodu małej i zgrabnie podanej ilości tęczy ;) Prócz tego poruszany jest motyw inności, prześladowań szkolnych, przyjaźni, rodziny, marzeń, etykietek. Wszystko przystrojone tajemniczą otoczką wierzeń słowiańskich.
Główny bohater jest postacią najmniej wyróżniającą się, co ma swoje wady i zalety. Stanowi dobre tło dla barwnych postaci drugoplanowych, jednocześnie trochę przy tym ginąc. Na szczęście dzięki temu, że utwór jest w większości przedstawiony jego oczami (czasami występuje narracja trzecioosobowa, dominuje jednak pierwszoosobowa) i pod koniec jego osoba jest uwypuklona nie zanika.
I bohaterowie drugoplanowi. Dla mnie majstersztyk. Kacper- na początku nie umiałam go polubić przez jego idealność, lecz z czasem jego postać rozwinęła się, przechodząc znaczną przemianę i na końcu (tak na złość!) go uwielbiałam. Išmint Dvigubai- niepokojący i lekko szalony, przez cały czas nie wiedziałam czego się po nim spodziewać. I moje perełki. Arnold- z wyznaczonym jasnym celem, chamski, twardy i zamknięty w sobie, lecz kiedy się otworzył okazał się wspaniałym człowiekiem. Emma- wspaniała (ech, wychodzi moje uwielbienie do rudych kobiet), silna, zdecydowana, również z jasno wytyczonym celem, inteligentna, sprytna, ale jednocześnie z charakterkiem (tak bardzo przypomina mi marvelowską Natashę *.* a jedna scena z nią tak przypomina scenę z Zimowego Żołnierza) . Nie możemy zapominać także o wielobarwnej rodzince Jana, która bardzo umila lekturę.
Swoim sprawnych, humanim (słowotwórstwo) okiem wypatrzyłam parę błędów, ale były one pojedyncze, na początku, kiedy jeszcze akcja mnie nie pochłonęła. Wiadomo jednak, że wszyscy jesteśmy ludźmi, a błędy nie było jakieś rażące.
Bardzo podobały mi się nawiązania do poprzednich opowiadań autora. Dla kogoś, kto nie czytał to niezauważalne, ale ja dzięki temu parę razu uśmiechnęłam się do ekranu komputera. Uważam, że wąpierze, Marek, Joanna i Mateusz (te dwa ostatnie to moje domysły i nie muszą się sprawdzić) to taki mały hołd od autora dla stałych czytelników, za który serdecznie dziękuję.
Podsumowując „Szepty – Chłopiec ze snów” to naprawdę dobrze napisana książka z miło poprowadzoną, wciągającą akcją, okraszona słowiańskim mistycyzmem. Serdecznie polecam ją wszystkim, bo na pewno nie będziecie się przy niej nudzić, a barwność postaci zachwyca. Teraz pozostało tylko czekać na drugą część ;)

Moja ocena- 8/10
Zapraszam również na oficjalnego bloga "Szeptów" (klik)

Czytajcie!
Żyjcie!
Snowflake

sobota, 7 maja 2016

Sobotnia Snowflake #3 O mnie parę słów

Hej!
Uff, jeszcze sobota. Muszę pisać te posty trochę wcześniej, a nie zostawiać na ostatnią chwilę.

W tym tygodniu pomimo wolnego miałam sporo zajęć. Nadrabiałam spotkania ze znajomymi przyjaciółmi, czytałam, pokłóciłam się... nieważne. Złych rzeczy nie warto rozpamiętywać. Postanowiłam przybliżyć wam dziś trochę moją osobę. Tak właściwie od rozpoczęcia bloga bardzo mało o sobie pisałam. To dlatego, ze mam wyznaczoną granicę. Tutaj jestem Snowflake, piszącą o książkach, filmach, anime i mangach. Czasem nazbyt filozofującą. W realu jestem po prostu Sandrą. I dziś trochę wam o tej Sandrze opowiem.
Urodziłam się 29.12.1999r. w małej wsi, z której przeprowadziłam się do małego miasteczka w którym teraz mieszkam. Lubię to miejsce i nie chciałabym mieszkać w dużej metropolii choć czasem narzekam na tutejsze kino z bardzo ubogą ofertą. Obecnie jestem uczennicą pierwszej klasy liceum ogólnokształcącego. Jestem na profilu humanistyczno- społecznym, a w przyszłości chciałabym uczyć polskiego.
 
Z wyglądu jestem raczej średnia. średniego wzrostu i wagi. O średniej długości włosach w średnim odcieniu brązu. Czasem pojawiają się w nich rude refleksy- pozostałość po szalonym, letnim farbowaniu. Lubie swoje oczy, które są mieszaniną zielonych tęczówek Taty i brązowych Mamy. Ubieram się raczej w chłodne, ciemne kolory.
 
Interesuję się tym, co wam pokazuję. Filmy, książki. W gimnazjum zaczęłam oglądać anime i tak zostało. Słucham głównie rocka i alternatywy, uwielbiam zespół Happysad. Lubię pisać opowiadania, zawsze mam przy sobie 3 zeszyty- notatnik, w którym są też notatki o przyszłych postach, kalendarz i zeszyt z obecnie pisanym opowiadaniem- teraz to fantasy. Czasem szyję, ostatnio jednak nie mam na to czasu. Chciałabym nauczyć się grać na gitarze i myślę o zakupie tego instrumentu.
 
Najprościej jest mnie opisać jako głośną, wesołą i dziecinną. Mam duży dystans do siebie, przez co nie mam problemu z wygłupianiem się na środku ulicy. Jestem uzależniona od herbaty. Lubię spacery, często robię na nich zdjęcia. Kiedy nie mam humoru idę do parku karmić kaczki. Kiedy mam humor zresztą też.
 
Bardzo ważne dla mnie są prywatność i wolność, dlatego mam specyficzne podejście do związków. Dlatego też tak mało pisze tu o sobie.
 
Uwielbiam kolor niebieski i szary, co zresztą widać na blogu. Mam dwójkę młodszego rodzeństwa, choć często oni zachowują się dojrzalej ode mnie. Uwielbiam No. 6. Nie rozstaję się ze słuchawkami.
No, chyba tyle.

Jeśli chcecie jeszcze coś o mnie wiedzieć piszcie pytania w komentarzach, chętnie odpowiem :)

Miłej soboty!
Żyjcie!
Snowflake

środa, 4 maja 2016

Boku dake ga inai machi

Była perełka jesieni, teraz czas na perełkę sezonu zimowego! „Boku dake ga inai machi” to anime, która ma rzeszę fanów jak i przeciwników, zwracających uwagę na wady tego tytułu. A wad jednak kilka widać. Postanowiłam, że też chcę wypowiedzieć się o tej serii, jej zaletach i mankamentach.

Anime opowiada o Satoru Fujinumie- słabym mangace, który ma specjalna umiejętność- niekontrolowanie cofa się chwilę w czasie, by zapobiec jakiejś tragedii. Uratować dziecko. Zwierzę. Cokolwiek. Pewnego dnia pod wpływem strasznego wydarzenia cofa się aż do czasów szkolnych. Niedługo ma zginąć jego koleżanka z klasy- Kajo. Satoru chce ją uratować uważając (słusznie), ze zapobiegnie to przyszłej tragedii. Musi więc zaprzyjaźnić się z tą dziewczyną, zdobyć jej zaufanie, jednocześnie nie zachowując się podejrzanie. Miło ogląda się powolne zmiany relacji między nimi. Anime porusza również trudne tematy takie jak problem samotnej matki czy przemoc w rodzinie. W paru momentach zakręcił mi się łezka w oku. Niestety fabuła ma też wady. Wszystkim, który nie domyślili się kto jest mordercą serdecznie gratuluję. Dla mnie było to zbyt przewidywalne. No i dwa ostatnie odcinki. Wiele osób je krytykuje i choć ja nie uważam je za tak złe to nie pogardziłabym innym zakończeniem. Mimo to anime bardzo wciąga i pochłonęłam prawie całe w jeden wieczór. Pięknie pokazuje tęsknotę za dzieciństwem, oddanie przyjaciołom, rodzinie.
Narzeka się również na głównego bohatera mówiąc, że jako umysł dwudziestodziewięciolatka w ciele dziecka zachowuje się bardzo dziecinnie, niepoważnie, rumieni się na widok Kajo itp. Według mnie to zabieg celowy, pokazujący mieszanie się umysłu dziecka i dorosłego, który mi się podoba. Jest też wielu innych bohaterów na których warto zwrócić uwagę. Kajo- dziewczynka, który Satoru chce uratować, bita przez matkę, odcięta od rówieśników, cicha. Jej tragedia jest wspaniale pokazana i naprawdę chwyta za serce. Kenja- przyjaciel  Satoru mądry, wierny, rozumiejący go i- mimo, że nie znał wszystkich pobudek Fujinumy- pragnący mu pomóc w ochronie Kajo (mój ulubieniec *.*). Matka Satoru, będąca wzorem rodzicielki, akceptująca wybory syna, wspierająca go w najgorszym momencie jego życia, niepoddająca się. Koleżanka z ławki, która choć go nie lubi pomaga mu w najgorszych momentach. Wiecznie dziecinny przyjaciel niewinnie skazany. I morderca. Postać, którą polubiłam i nie obraziłabym się, gdyby bardziej ją rozwinięto, ponieważ według mnie nie znamy jeszcze jego wszystkich pobudek.
Kreska jest ładna, miła dla oka. Animacja śniegu mnie urzekła, tak jak scena z choinką. Denerwujące były specyficzne kobiece usta i animacja taśmy filmowej symbolizującej życie bardzo kojarząca mi się z Kuroshitsuji. Mimo to kreskę polubiłam.
Perełką całego anime jest muzyka. Soundtrack jest klimatyczny, opening bardzo dobry, a ending to cudo. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że to najlepszy ending jaki kiedykolwiek słyszałam i oglądałam każdy odcinek do samiuśkiego końca tylko po to, by znów go wysłuchać, a później bardzo długo podśpiewywałam go pod nosem.
Pomimo kilku  mankamentów uważam anime za świetne. Wspaniale pokazuje dzieciństwo, przyjaźń, szczególnie w trudnych chwilach, zaufanie. W sprawny sposób porusza ciężkie tematy. Serdecznie polecam tę serię wszystkim. Już rozumiem jej wszystkie pochwalne opinie ^^
Oceny:
Fabuła: 9/10
Bohaterowie: 9/10
Grafika: 9/10
Muzyka: 10/10
Jeśli chcesz dowiedzieć się jakie anime obecnie oglądam i jakie zamierzam zapraszam tutaj.

Żyjcie
Snowflake

niedziela, 1 maja 2016

Sobotnia Snowflake [2] sukcesy i spełnienia

Hej!

Tak, wiem, jest niedziela. Przemilczmy brak mojej odpowiedzialności.

Powodów opóźnienia postu jest kilka. Między innymi zbliżająca się majówka, która sprawiła, że nie wczoraj przez prawie cały dzień nie było mnie w domu. Pod koniec tygodnia roboczego również działo się na tyle dużo, że nie miałam czasu przemyśleć o czym chcę do was napisać. Zastanawiałam się nad dokładniejszym przedstawieniem mojej osoby. Przecież na razie wiecie tylko, że jestem nudzącym uwielbiającym czytać humanem.




Jednakże wydarzenie, które opóźniło ten post sprawiło, że w ogóle się w tym tygodniu pojawi. Z okazji 3 maja w mojej szkole odbył się apel. Nasza kochana Pani od polskiego wyznaczyła mnie i moją przyjaciółkę na napisanie artykułu o tym wydarzeniu. Pokręciło to trochę nam dwa dni, podczas których głównie zajmowałyśmy się wyznaczonym zadaniem. Nawet w piątek wieczorek, poprawiałyśmy tekst podczas reklam, bowiem oglądałyśmy "Zimowego Żołnierza". Tutaj mogę szczerze pochwalić przyjaciółkę, która poprawiała artykuł nawet podczas filmu mówiąc, że i tak oglądała go wiele razy (pewnie nigdy tego nie przeczyta, więc mogę pochwalić jej heroizm ^^).



W sobotę rano wysłałam artykuł. Byłam cała w nerwach, ponieważ nie chciałam zawieść Pani. To, że zostałyśmy do tego wybrane akurat my jest wielkim wyróżnieniem i chciałam sprostać wymaganiom. Nie uwierzycie jak wielka była moja euforia, gdy dziś rano sprawdziłam maila i zobaczyłam słowa pochwały on Pani oraz nasz artykuł na stronie szkoły. Osobiście myślałyśmy, że to co napisałyśmy jest słabe. Na szczęście okazało się inaczej. Od razu pochwaliłam się rodzicom i przyjaciółce, a teraz również i wam.


Kiedyś myślałam, czy praca dziennikarza nie jest dla mnie i choć teraz jestem pewna, że nie to ten artykuł wiele dla mnie znaczy. Można powiedzieć, że to spełnione małe marzenie. Cieszę się, że ktoś docenił moją pracę i wam życzę tego samego. Docenienia i spełnienia marzeń.
Żyjcie
Snowflake