środa, 11 maja 2016

Bartek Silver "Szepty - Chłopiec ze snów"

Przed zakupem „Szeptów” zastanawiałam się nad zrecenzowaniem ich, w trakcie zakupu i podczas czytania w mojej głowie zaczął  rodzić się plan tego postu, a po przeczytaniu całości byłam pewna, że muszę o tym dziele napisać, bo- choć książka została wydana tylko w formie ebooka, jest warta przeczytania. Czytałam poprzednie opowiadania tego autora i miałam do tego spore wymagania, dlatego zaczęłam ją czytać dopiero wtedy, gdy poczułam na karku chrapliwy oddech spoilerów.

Książka opowiada o Janie Głosie- osiemnastoletnim początkującym szeptunie, czyli ludowym uzdrowicielu. Jego pierwszym klientem okazuje się szkolna gwiazda- Kacper Lutnik, któremu od jakiegoś czasu śnią się realistyczne koszmary, a na nodze pojawia się tajemniczy tatuaż. Ta dwójka, z pomocą rodziny Jana chce rozwiązać problem chorego, przy okazji spotykając po drodze wiele interesujących osób, z którymi połączą ich podobne cele i- z czasem- przyjaźń. Fabuła nawiązuje do mitologii słowiańskiej, ale książka jest napisana tak, że będąc kompletnie zieloni w temacie (jak ja) wszystko zrozumiecie. Dzięki temu dziełu zainteresowałam się tą omijaną i mało znana mitologią i chętnie będę ją zgłębiać.
Tempo akcji na początku było powolne (możliwe, że odczułam to mocniej, bo przyzwyczaiłam się do tempa Kinga), ale jednocześnie miło wgłębiało się w ten niezwykły świat. Około setnej strony przyśpieszyło, choć nadal byłam w stanie oderwać się, by wypić (kolejny) kubek herbaty. Później całkowicie mnie wciągnęło, na tyle, bym odmówiła kolacji czy uzupełnienia poziomu teiny we krwi. Końcówka wgniotła mnie w fotel. I tu kolejne zachwyty, ale i jęki protestu- koniec był słodko-gorzki. Na pewno zostawił wiele niewiadomych i niedosyt. Już niecierpliwie oczekuję choć małej zapowiedzi drugiej części.
Książka ma wątek miłosny, a nawet dwa, z czego jeden homoseksualny. Lecz proszę się nie bać, obie relacje są prowadzone powoli, nienachalnie i uważam, że nie warto się zniechęcać z powodu małej i zgrabnie podanej ilości tęczy ;) Prócz tego poruszany jest motyw inności, prześladowań szkolnych, przyjaźni, rodziny, marzeń, etykietek. Wszystko przystrojone tajemniczą otoczką wierzeń słowiańskich.
Główny bohater jest postacią najmniej wyróżniającą się, co ma swoje wady i zalety. Stanowi dobre tło dla barwnych postaci drugoplanowych, jednocześnie trochę przy tym ginąc. Na szczęście dzięki temu, że utwór jest w większości przedstawiony jego oczami (czasami występuje narracja trzecioosobowa, dominuje jednak pierwszoosobowa) i pod koniec jego osoba jest uwypuklona nie zanika.
I bohaterowie drugoplanowi. Dla mnie majstersztyk. Kacper- na początku nie umiałam go polubić przez jego idealność, lecz z czasem jego postać rozwinęła się, przechodząc znaczną przemianę i na końcu (tak na złość!) go uwielbiałam. Išmint Dvigubai- niepokojący i lekko szalony, przez cały czas nie wiedziałam czego się po nim spodziewać. I moje perełki. Arnold- z wyznaczonym jasnym celem, chamski, twardy i zamknięty w sobie, lecz kiedy się otworzył okazał się wspaniałym człowiekiem. Emma- wspaniała (ech, wychodzi moje uwielbienie do rudych kobiet), silna, zdecydowana, również z jasno wytyczonym celem, inteligentna, sprytna, ale jednocześnie z charakterkiem (tak bardzo przypomina mi marvelowską Natashę *.* a jedna scena z nią tak przypomina scenę z Zimowego Żołnierza) . Nie możemy zapominać także o wielobarwnej rodzince Jana, która bardzo umila lekturę.
Swoim sprawnych, humanim (słowotwórstwo) okiem wypatrzyłam parę błędów, ale były one pojedyncze, na początku, kiedy jeszcze akcja mnie nie pochłonęła. Wiadomo jednak, że wszyscy jesteśmy ludźmi, a błędy nie było jakieś rażące.
Bardzo podobały mi się nawiązania do poprzednich opowiadań autora. Dla kogoś, kto nie czytał to niezauważalne, ale ja dzięki temu parę razu uśmiechnęłam się do ekranu komputera. Uważam, że wąpierze, Marek, Joanna i Mateusz (te dwa ostatnie to moje domysły i nie muszą się sprawdzić) to taki mały hołd od autora dla stałych czytelników, za który serdecznie dziękuję.
Podsumowując „Szepty – Chłopiec ze snów” to naprawdę dobrze napisana książka z miło poprowadzoną, wciągającą akcją, okraszona słowiańskim mistycyzmem. Serdecznie polecam ją wszystkim, bo na pewno nie będziecie się przy niej nudzić, a barwność postaci zachwyca. Teraz pozostało tylko czekać na drugą część ;)

Moja ocena- 8/10
Zapraszam również na oficjalnego bloga "Szeptów" (klik)

Czytajcie!
Żyjcie!
Snowflake

4 komentarze:

  1. Naprawdę fajnie zapowiada się ta książka. Bardzo lubię klimaty fantasy, ale ostatnio nie mam ochoty na nic... Nic mi się nie chce.. Wkrótce może coś przeczytam ^^

    Pozdrawiam :3
    http://colere-optimum.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję bardzo za recenzję!

    OdpowiedzUsuń
  3. genialna recenzja ;)

    pozdrawiam i zapraszam:
    ewamaliszewskaoff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. No proszę, ciekawie brzmi. :) Gdyby nie to, że na półkach czeka na mnie z 30 nieprzeczytanych książek, może bym zajrzała, ale póki co... ^^' Są priorytety.
    Widzę, że nie tylko ja nałogowo pochłaniam herbatę. xD Mamy coś wspólnego z cudownym stryjem Iroh. <3 No i właśnie: co do Avatara, koniecznie do niego powróć! <3 Wspaniała przygoda - zarówno po świecie Avatara, jak i własnych wspomnień. ^.^
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń