środa, 22 czerwca 2016

Matthew Quick "Niezbędnik obserwatorów gwiazd"

Po „Wybacz mi, Leonardzie” postanowiłam sięgnąć po kolejne książki Mattew’a Quicka. Szybko w moje ręce wpadł „Niezbędnik obserwatorów gwiazd”, książka również skierowana do młodzieży o obłędnej okładce. Ale czy treść była równie urzekająca i czy dzieło to zachwyciło mnie tak jak jego poprzednik?
Finley jest milczących chłopakiem. Jego pasją jest koszykówka, która ćwiczy wraz ze swoją dziewczyną Erin, szykując się do następnego sezonu. Uwielbiają również leżeć na dachu i patrzeć w niebo, marząc o lepszej przyszłości, ponieważ miejsce w którym mieszkają jest okropne. Zycie Flinley’a zmienia się, gdy trener prosi go o nietypową przysługę. Ma on zaopiekować się Russem, świetnym koszykarzem, który po stracie rodziców bardzo się zmienił. Myśli bowiem, że jest kosmitą, który ma badać na Ziemi ludzkie emocje.
Tu tak samo jak w poprzedniej książce Quicka bohater jest bardzo niezwykły. Tyle że tak narracja odbywała się oczami takiegoż bohatera, a tu możemy na niego patrzeć jedynie czyimiś oczami. W połowie dzieła najważniejsza akcja przeskakuje z Russa na Finleya, Erin, ich  związek. Ogólnie kiążka mówi o stracie. Tej niespodziewanej i spodziewanej, z naszej winy lub bez, wybranej przez bohatera lub nie. Każdy z bohaterów ma do niej inne nastawienie, od tych skrajnych jakim jest postępowanie Finleya aż do tych zwykłych. Prócz tego bardzo ważna tu jest przyjaźń dwóch koszykarzy, którzy pomagają sobie w najtrudniejszych momentach, miłości, rodziny, oraz samego sportu, który chwilami pomaga. Czasami trzeba jednak zdecydować, czy to on jest najważniejszy.
Podoba mi się, że główny bohater nie jest wyidealizowany. Ma swoje problemy, czasem nie wie jak się zachować, zazdrości. Jego zwykłość w jakiś sposób mnie zachwyciła i bardzo go polubiłam. Russ, pomimo swoich wyników w nauce i sporcie po śmierci rodziców jest postacią tak niezwykłą, że żałuje, iż było go tak mało. W pewnym momencie jego wątek wydawał mi się nieprzyjemnie przycięty, za szybko, zbyt niedbale. To według mnie wielka wada.
Nie polubiłam również Erin. Może to przez to, że opisywał ją zakochany chłopak, ale wydawała mi się zbyt wyidealizowana, a ich wątek był dla mnie zbyt nieprawdopodobny.
Za to na pochwałę zasługują cisi bohaterowie- ojciec i dziadek Finleya. Wspierający go w trudnych chwilach, wiele dla niego poświęcający i kochający go całym sercem. Z ciekawą historią, która była dla mnie przerażająca.

Nie zawsze można wybrać rolę, jaką będzie się odgrywać w życiu, lecz cokolwiek by ci się trafiło, dobrze tę rolę grać najlepiej, jak się potrafi.

 

Książka jest kierowana do młodzieży, więc mało tam opisów, a jeśli są to lekko infantylne, oczami nastolatka. Niektórym może się to spodobać, innym nie. Ja jestem w tej drugiej grupie i uważam, że złem w książkach młodzieżowych są właśnie opisy. Mimo to parę razy w oczach pojawiła się łezka, a lektura była bardzo miła. Z Pewnością polecam ją fanom Quicka’a, książek młodzieżowych, lub po prostu komuś kto szuka lektury dość łatwej lecz nadal z przekazem. Sama cieszę się, że po nią sięgnęłam, choć według mnie „Wybacz mi, Leonardzie” było lepsze.
Moja ocena- 7/10
Czytajcie!
Żyjcie!
Snowflake

sobota, 18 czerwca 2016

Sobotnia Snowflake #9 Wyjdź z domu

Powoli wchodzę, a tak właściwie wtaczam się do domu. Za mną idzie równie zmęczony tata. Reszta już jest, my musieliśmy jeszcze wstąpić do sklepu.
Opieram się o ścianę i ściągam już lekko zużyte trampki. Patrzę na nie chwile, zastanawiając się kiedy je kupowałam i dochodzę do wniosku, że za szybko niszczę buty. Kopię je pod przeciwległą ścianę, nie przejmując się karcącym spojrzeniem rodzica. Parę razy zaciskam i rozluźniam stopy czując dyskomfort. Z nadzieją patrzę na drzwi łazienki. Dzięki zagaszonemu światłu wiem, że jest wolna. To daje mi siłę, by wstać i powlec się do pokoju.
Brat leży na łóżku z tabletem w rękach, oglądając jakieś filmiki. Cieknąca z jego krótkich włosów woda wskazuje na to, że już zdążył wziąć prysznic. Jestem lekko zirytowane, że nie rozłożył łóżek, ale nie odzywam się, sięgając swoje piżamy.
-Kupiliście mi coś słodkiego? - jej nadal wpatrzony w jasny ekran. Myślałam, że nawet mnie nie zauważył.
-Mhm - mruczę tylko i idę dalej.
Patrzę w łazienkowe lustro. Oceniam straty. Dwa siniaki, parę zadrapań i liczne ugryzienia komarów. Nie jest tak źle. Bywało gorzej.
Przeciągam dłonią po czole. Czuję, że się lepi. Wszędzie jest słony, mokry pot. Nawet na suchych, spierzchniętych ustach po których mimowolnie przesuwam językiem. Wrzucam ubrania do pralki. Prysznic. Chłodna woda unosi ukojenie. Umyta już trochę bardziej czuję się człowiekiem.
Następny przystanek - kuchnia. Mama już tu jest, nuci cicho, zmywając naczynia. Po niej również widać wykończenie. Staję przy blacie obok i zaczynam robić kanapki.
-Dobrze się bawiłaś? - zagaduje Mama.
-Tak - uśmiecham się do niej. Ona odpowiada uśmiechem.
-Szkoda, że przegrałaś.
-Nie wierzę, że wygrałaś - zaśmiałyśmy się obie.
Zjadam szybką kolację.
Wracam do pokoju i sięgam plecak. Wyjmuję trzy opróżnione butelki i . Zniszczona i poobcierana ma już naprawdę wiele lat. Widziała wiele wesołych i smutnych chwil. Parę razy lądowała w krzakach. Kto by uwierzył, że jeden przedmiot może nieść ze sobą tyle emocji. Turlam ją w róg pokoju.
I przychodzi ten moment. Chwilowego zwątpienia. Warto było? Stracić kilka godzin, wymęczyć się za wsze czasy, latać co chwilę po nową butelkę wody, wlec się całe miasto przepoconym. W tym czasie mogłam zrobić tyle innych rzeczy.
Jednak wiem, że jest w tym coś wyjątkowego. Huk odbijanej piłki od nierównego boiska. Lekki wiatr owiewający ciało. Euforia, złość, determinacja i inne emocje, towarzyszące grze. Zadowolenie z siebie, gdy trafisz oraz zachwyt rzutami innych. Niedowierzająca twarz sprzedawczyni, gdy po raz trzeci przychodzę po wodę. Krzyki, gwizdy Taty, których normalnie bym się wstydziła, a wtedy w ogóle mi się przeszkadzały. Nawet w tych nieznośnych komarach był jakiś urok.
Nie wiem czemu to jest. Czemu zmęczenie, którego zazwyczaj nie lubię czasem jest tak przyjemne. Czemu woda smakuje jak nektar bogów, a każdy wdech wydaje się lepszy pełniejszy.
-Może to te sławne endorfiny - mruczę cicho do siebie. Brat odrywa spojrzenie od ekranu i patrzy na mnie dziwny. Uśmiecham się do niego, włączając komputer. Muszę w końcu napisać post na bloga.
___________________________________________________________________________________

Mam nadzieję, że komuś moje wypociny się spodobają. Napisane spontanicznie, pod wpływem impulsu. Dziś tak właściwie miało nie być posta, bo odgrywaliśmy mini rodzinny mecz, ale uznałam, że czemu o tym nie napisać. Przegrałam w kosza z własnymi rodzicami ;-;
Ale chodzi o te emocje, które nam towarzyszyły. Każdego polecam jakąkolwiek formę ruchu. Sam rzadko tak po prostu wychodzę  z domu i gram, ale od teraz mam zamiar to zmienić ta, jasne.

Teraz czas odpoczywać.
Żyjcie!
Snowflake

środa, 15 czerwca 2016

Rainbow Rowell "Fangirl"

Po „Fangirl” sięgnęłam z chęcią przeczytania czegoś młodzieżowego. Lektura „Wybacz mi, Leonardzie” zaczęła mnie  przekonywać się do takich książek, więc miałam nadzieję na coś dobrego. Szczególnie, że książka ma bardzo dobre recenzje, wspaniałą okładkę i  nieprzeciętne tło. Jest nim bowiem pisanie fanfików.
Cath to osoba wkraczająca w dorosłość- wybiera się mianowicie do college’u. Cicha i zamknięta w sobie jest przeciwieństwem swojej książki bliźniaczki- Wren. Kiedyś wspólnie pisały fanfiki o Simonie Snow i Bazie, teraz pisze tylko Cath. Jej blog jest znany, a „Rób swoje Simonie” zastępuje niektórym ostatnią część serii o Simonie, na którą czekają.


Nowy świat nie układa się jednak tak, jak bohaterka chciała. Traci kontakt z siostrą, martwi się o ojca, powraca jej matka, brakuje jej miłości. Podłoże dla dobrej książki jest i to bardzo stabilne. Multum problemów do rozwiązania. Jednak mimo to większość wątków została niezgrabnie zignorowana. Liczyłam na rozszerzenie sprawy rodziców Cath, jednak nie mogłam na to liczyć. Jest za to dużo o zauroczeniach bohaterki i jej błahych rozterkach. W skrócie, wszystko kręci się wokół niej. Niestety.
Cath zalicza się do jednej z najbardziej irytujących głównych bohaterek z jakimi się spotkałam. Zwykle lubię postacie aspołeczne, introwertyków, którzy kryją więcej wewnątrz. Jednak, gdy ona zaczyna płakać gdy widzi ludzi na korytarzu to już trochę chore. Przez długi czas jadła tylko batoniki, bo nie wiedziała, gdzie jest stołówka! Chwilami nie mogłam znieść jej zachowania. Nie rozumiałam jej. Stawiała napisanie „Rób swoje” przed premierą ósmej części ponad wszystko. Raz skrytykowana chciała zrezygnować z zajęć. Najgorsze jest jednak to, że prawie się nie zmieniła. Na początku jak i na końcu książki miała te same wady.
Miała wrażenie, że pływa w basenie pełnym słów. A niekiedy w nim tonie.
 
Wren jest skrajnie różna od siostry. Chce korzystać z życia, nowego miejsca i znajomych jednak przesadza. Odcina się kompletnie od drugie z bliźniaczek, podejmuje inne decyzje. Brakowało mi tu ich rozmów. Zamiast omawiać problemy one się po prostu odwracały.
Historia ich rodziców najbardziej mi się podobała i jednocześnie była najmniej rozwinięta. Matka opuściła je, gdy były małe i siostry teraz dostają wybór- wznowić z nią kontakt czy nie. Ojciec wiecznie bardzo zapracowany trafił parę razy do szpitala psychiatrycznego. Wpada w obłęd, z którego umieją go wyciągnąć jedynie córki. Pomysły ciekawe jednak zbagatelizowane. Zmarnowany potencjał.
Zaletą jest szybkość czytania. Książka mianowicie jest napisana bardzo przejrzystym i jasnym językiem i bardzo łatwo się ją czyta. Przy tym, gdy pominie się marną fabułę jest dość przyjemna. Fajne jest również to, że przez dłuższy czas czytelnik nie wie z kim będzie Cath. Jednak, gdy ta dwójka się zejdzie słodyczy nie będzie końca.
Podsumowując, nie rozumiem fenomenu tej książki. Wyróżnia się jedynie tym, że jest tam mowa o fanfikach, co przyznam, jest oryginalnym i współczesnym tematem. Może gdybym była parę lat młodsza książka bardziej by do mnie przemówiła, jednak teraz się z nią nie polubiłam.
Moja ocena: 5/10
Czytajcie!
Żyjcie!
Snowflake

sobota, 11 czerwca 2016

Sobotnia Snowflake #8 Liebster Blog Award #1

Hej!
 
Dzisiaj coś nowego ;)
 
Zostałam nominowana do LBA przez Wiktora z My BookTown za co serdecznie dziękuję, bardzo chętnie odpowiem na zadane pytanie, tak więc zapraszam do czytania ^^
 


 
 1. Najlepsza przeczytana przez Ciebie w tym roku książka (dotychczas).
"Misery" Stephena Kinga była książką, która sprawiła, że bardzo polubiłam tego autora, jego styl pisania, mocne, obrazowe opisy. Bardzo przyjemnie mi się ją czytało, a na półeczce czekają jego kolejne książki.
 2. Czy pasja do literatury wpływa na to, jak jesteś postrzegana przez rodzinę/znajomych?
Jestem jedyną czytającą osobą w domu, co daje mi małe priorytety. Rodzice chętnie kupują mi książki, uważają, że nie są to zmarnowane pieniądze, choć ostatnio narzekają, bo miejsce na półeczkach się kończy, a ja planuję kolejne zakupy. Z przyjaciółmi najczęściej dzielę pasję, polecamy sobie nawzajem wiele książek.
 3. Książka, która kojarzy Ci się z jakimś realnym miejscem.
"Harry Potter" kojarzy mi się z moim gimnazjum, ponieważ dopiero wtedy przeczytałam tę książkę i dyskutowałam o niej z osobami z klasy. Poza tym "wybacz mi, Leonardzie" z parkiem, bo tam to czytałam.
 4. Zdarzyło Ci się kiedyś w księgarni/bibliotece polecić książkę nieznanej osobie?
Nie, częściej mi się poleca książki :)
 5. Jak planujesz spędzić tegoroczne wakacje?
Raczej nigdzie nie jadę, chyba że na jeden dzień z przyjaciółmi. Pewnie będę dużo czytała, spotykała się z przyjaciółmi, oglądała filmy i ogólnie odpoczywała.
 6. Uważasz, że książki wpływają na to, jakim jesteś człowiekiem?
Tak, uważam, że książki prócz poszerzania słownictwa dodają wyobraźni i wrażliwości. Poznając problemy i uczucia bohaterów otwieramy się na innych ludzi, lepiej ich rozumiemy.
 7. Zdarzyło Ci się przeczytać książkę jedynie ze względu na jej okładkę?
Tak, i to nie raz. Szczególnie jak byłam młodsza i często korzystałam z biblioteki. Wybierałam wtedy lekturę po okładce, dopiero gdy podrosłam sprawdzałam opinie w Internecie lub autora, choć nadal ulegam pięknym okładkom.
8. Czy czytanie książek/prowadzenie bloga ma wpływ na Twój kontakt z ludźmi?
Dzięki książkom poznałam moją nową klasę, bo jako humany to był nasz pierwszy wspólny temat. Tak i znalazłam przyjaciół, z którymi często dzielę się pasją czytania. Blog pozwolił mi poznać wielu wspaniałych ludzi, których posty chętnie czytuję. Jednak oddzielam blog od życia prywatnego i na razie nie podzieliłam się ze znajomymi wiadomością, że go prowadzę.
 9. Czytasz książki w obcych językach?
Nie, nie przepadam za językami obcymi.
 10. Czy wygląd/stan książki ma dla Ciebie znaczenie?
Nie, na moich półeczkach stoją nowe, wypielęgnowane książki jak i te bardzo poniszczone. Sama jednak dbam o swoje książki, a zdewastowane są często przeze mnie przygarniane od innych.
 11. Gdyby nie książki, to co? Czym jeszcze się interesujesz?
Staram się zajmować wszystkim, by znaleźć to coś. Prócz książek na pewno filmy, seriale, mangi, anime, kreskówki czyli wszystko, co ma fabułę. Poza tym szyję, rysuję, a w przyszłości chcę się nauczyć grać na gitarze.
Ok, teraz moja kolej. Do LBA nominuję:
 
Moje pytania:
1. Jak zaczęła się twoja przygoda z czytaniem?
2. Czy jest książka, na której płakałeś/łaś?
3. Ebook czy książka papierowa? Dlaczego?
4. Jak najczęściej wybierasz książki?
5. Twoja ulubiona ekranizacja książki.
6. Książki najczęściej kupujesz, wypożyczasz w bibliotece, czy pożyczasz od przyjaciół?
7. Czy dbasz o swoje książki?
8. Czy zamierzasz zabrać książki na wyjazdy wakacyjne? Jeśli tak, to jakie?
9. Skąd wziął się pomysł na bloga? Co było inspiracją?
10. Gdybyś miał/a napisać książkę, jaki byłby to gatunek?
 
Mam nadzieję, że nominowani chętnie odpowiedzą na pytania :)
Czytajcie!
Żyjcie!
Snowflake

środa, 8 czerwca 2016

Jessica Jones

Ostatnio pod wpływem przyjaciółki zaczęłam wgłębiać się w Marvela. Powoli, zaczynając od Thora, po Avengers i Kapitana Amerykę wciągnęłam się w to uniwersum. W końcu postanowiłam wziąć się za ich seriale i wybór padł na „Jessicę Jones”. Czy serial o chamskie i wrednej Pani detektyw mnie zadowolił?

Świat już wie o obecności superbohaterów. Nie są oni zbyt lubiani, zwykli obywatele boją się ich umiejętności. Jedną z obdarowanym jest Jessica Jones, ona jednak zamiast walczyć z wrogami o lepszą przyszłość świata prowadzi mały, nieznany zakład detektywistyczny. Pewnego dnia przychodzą do niej rodzice chcący odnaleźć swoją zaginioną córką, Hope. Z czasem okazuje się, że sprawa ta wiąże się z jej traumatycznymi przeżyciami i człowiekiem, który je spowodował Kilgrave’em. Ma on moc kontrolowania ludzi. Jessica chce się na nim zemścić, co nie będzie takie łatwe.
Cały główny wątek opiera się na tropieniu Kilgrave, łapaniu go i jego sprawnych, efektownych ucieczkach. Zakończony w 13 odcinkach serial nie jest jednak nużący, choć przyznam, ze chwilami chciano nadgonić fabułę niespodziewaną brutalnością. Cała fabuła, włącznie z wątkami pobocznymi- zdradą i rozwodem między lesbijkami, ciążą Hope, historia Trish, Malcolma w większości skupione są wokół kobiet. Wydaje mi się to dość feministyczne, ale nie narzekam.
Poboczne wątki sprawiają, że serial nie jest zbyt monotonny, równocześnie stawia przed nami moralne konflikty. Ogólnie bardzo cieszył mnie wątek lesbijek, bo zazwyczaj w drugim planie pojawiają się geje, co irytuje moją feministyczną duszę. Przywiązałam się jednak do bohaterów drugoplanowych oraz ich problemów.
Jessica, alkoholiczka, wredna i opryskliwa (ideał!), z smutną historią dzieciństwa jest twardą kobietą, która stawia sobie jeden cel i do niego dąży. Olewa przy tym innych ludzi, nawet swoją najlepszą przyjaciółkę, Trish, do której zwraca się tylko w największej potrzebie, nie chcąc jej niepotrzebnie wciągać w swoje sprawy. Moce wykorzystuje tylko wtedy, kiedy potrzebuje, choć kiedyś marzyła o byciu superbohaterem. Przyznam, że bardzo ją polubiłam. Jej determinacja i prosty cel bardzo mi się podobały. Niestety ostatni odcinek popsuł mi całą opinię o niej. Jej mocny, twardy charakter zrobił się zbyt ckliwy. Nie podobał mi się również jej romans z Luke’em Cagem.  Według mnie był niepotrzebny.
Z bohaterów drugoplanowych musze wyróżnić Malcolma, którego bardzo polubiłam, Trish oraz Jeri- prawniczki zdradzającej żonę. Ich role znacznie przyczyniły się do misji Jessici. Irytowała mnie za to Hope, szczególnie zdenerwowało mnie jej zachowanie na końcu, które według mnie było bezmyślne.
Po schematycznym tropieniu, łapaniu i uciekaniu Kilgrave’a liczyłam na jakieś wielkie zakończenie. Niestety tu się zawiodłam, koniec był bardzo zwykły, przewidywalny, wręcz nudny.
Podsumowując „Jessica Jones” to bardzo dobry serial z popsutym zakończeniem i niepotrzebnym wątkiem miłosnym. Gdyby te dwie rzeczy zamienić byłby naprawdę świetny. Mimo to sprawił on, że moja awersja do seriali minęła i już biorę się za kolejne dzieło Marvela.
Oglądajcie!
Żyjcie
Snowflake

sobota, 4 czerwca 2016

Sobotnia Snowflake #7 Dlaczego Sunny Snowflake?

Hej!

Ostatnio moje życie jest strasznie monotonne. Szkoła, nauka, sen. W przerwach książki lub "Wodogrzmoty" (dziś skończyłam, uwielbiam tę kreskówkę <3). Natłok sprawdzianów będzie trwał aż do wystawiania ocen, ale na szczęście nadążam z przygotowywaniem postów.

Każda nastolatka marzy o pokazaniu się w Internecie. Skąd mnóstwo blogów. Ale, by prowadzić bloga trzeba mieć jakiś nick. Raczej niewiele osób podpisuje się własnym imieniem, ponieważ to nie jest wyjątkowe, a w sieci chcemy się pokazać jako inne osoby. Lepsze, mądrzejsze, bardziej utalentowane. Staramy się odciąć nasze życie w realu do tego internetowego.

Sama miałam wiele blogów o różnej tematyce. I różnie się na nich podpisywałam (co zadziwiające większość moich nicków zaczynała się od "s"), ale czemu tutaj, teraz używam Sunny Snowflake. Jako że jestem humanem musiałam znaleźć coś ważnego, z przekazem. Czasem przeraża mnie ta nadmierna interpretacja wszystkiego przez humany, żarty, które tylko my rozumiemy. Jednocześnie jest to bardzo przyjemne.

Przez długi czas pisywałam na Pingerze. Brałam tam kiedyś udział w małym konkursie, w którym trzeba było napisać o stworzonej przez siebie planecie. Zainspirowana "Horton słyszy Ktosia" napisałam o płatkach śniegu. Każdy z nich to była inna planeta o różnych mieszkańcach, wyglądzie itp. Był to pierwszy tekst, który został stworzony nie do szkoły. Sprawiło mi to wiele frajdy i utkwiło w pamięci jako wyjątkowa chwila. Konkursu i tak nie wygrałam, ale co tam.

Dlatego Snowflake. Od tej historii, pierwszej radości z pisania. Poza tym zawsze podobała mi się to, że każdy płatek śniegu jest niepowtarzalny i wyjątkowy. Różni się, choćby małym szczegółem. To tak jak ludzie. A czemu po angielsku. Po prostu brzmi lepiej ;)

Sunny było dobrane w sytuacji kryzysowej, kiedy to musiałam wymyślić coś odróżniającego mnie od innych śnieżynek. Po prostu maile i adresy bloga były pozajmowane, więc musiałam wpaść na coś genialnego. Jak byłam mała rodzice mówili na mnie "słoneczko" i to też była jakaś siła kierująca mnie do tego słowa. Poza tym sunny prócz słoneczny znaczy również wesoły, a myślę, że tak można mnie określić. Głośna i wesoła. (Poza tym jest na "s" ^^)

No i tak to się zebrało. Poza tym myślałam o kontraście między ciepłym słońcem, a zimnym śniegiem, ale tu znów wtrąca się moja dusza humana ;) Nie chciałam wybierać nick bez powodu, przecież będzie mnie określał przez (mam nadzieję) bardzo długi czas i nie chciałam, żeby to po prostu dobrze brzmiało. Czy wy też macie do tego takie podejście?

Żyjcie
Sunny Snowflake

środa, 1 czerwca 2016

Stephen King "Podpalaczka"


Przeczytałam jedynie kilka książek Kinga, lecz już teraz mogę powiedzieć, że jest to mistrz w prowadzeniu wartkiej, trzymającej w napięciu akcji i każda jego książka zachwyca poziomem. Siadając do tej lektury miałam więc bardzo wygórowane wymagania. Czy „Podpalaczce” udało się mnie zachwycić?



Głównymi bohaterami są Charlie McGee mała dziewczynka oraz jej ojciec Andy McGee. Nie są oni jednak zwykłymi obywatelami Ameryki. Andy i jego żona wzięli udział w pozornie niegroźnych testach dzięki którym zarobili parę groszy ale wynieśli z nich coś jeszcze- moce pozwalające im poruszać przedmiotami lub zmuszać ludzi do wykonywania ich zadań. Nieświadomie przekazali moce umysłowe córce, która umie rozniecać ogień myślą.

„Jesteś podpalaczką, kochanie, jedną wielką zapalniczką…”

Sklepik- organizacja rządowa, która dała im moce i obserwowała ich z ukrycia przez wiele lat chce mieć tę dziewczynkę. Zabijają Vicky- żonę Andy’ego i matkę Charlie. Wtedy zaczyna się długa ucieczka tej dwójki pełna niebezpieczeństw, desperacji, trudnych decyzji.

Tak w wielkim skrócie wygląda początek książki. King do perfekcji opanował pisanie książek o ciągłych ucieczkach (patrz „Misery”, „Uciekinier”), ale jednak czegoś mi tu zabrakło. Fragmenty były pokazywane oczami innych, mało znaczących bohaterów co bardzo mnie irytowało, bo trudno było mi ich spamiętać. Niby książka trzymała w napięciu od początku, ale bez wyrzutów sumienia robiłam sobie od niej dłuższe przerwy i prawdziwa, wartka akcja dla mnie zaczęła się koło 300 strony, gdzie rozpoczęła się gra intryg i kłamstw.  Przyznam, że od rozwinięcia akcji książka była świetna, a ja pochłaniałam ją zapominając o całym bożym świecie. Jednak trzeba było na to długo poczekać, a ja raczej do cierpliwych osób nie należę i gdyby nie upór zostawiłabym ten tytuł.

Pokochałam Charlie. Jej inteligencja i spryt, a  jednocześnie naiwność i niewinność zachwycały. Zdecydowanie jest to bardzo dobrze wykreowana postać, zachowująca cechy dziecka i przywiązanie do rodzica, ale jednocześnie silna, z twardymi zasadami kierującymi nią. Bojąca się swojej mocy, która jednocześnie w jakiś sposób ją pociąga. Andy  to wzór kochającego ojca, robiącego wszystko, by jego córka nie trafiła w złe ręce. Ma on chwile słabości, a jego moc jest bardzo słaba, ale wiele razy udaje mu się wyratować siebie i córkę. Poświęca się dla niej, chcąc cały czas ją chronić.

Historia jest ukazana również oczami członków Sklepiku z których należy wyróżnić Johna Rainbirda. Ten Indianin pracujący dla agencji ma obsesję na punkcie Charlie, czując do niej rodzaj dziwnej, szalonej miłości. Interesuje się on śmiercią, tym, co jest po niej, lecz w oczach umierających nie widzi niczego niezwykłego, co pomogłoby mu rozwiązać zagadkę drugiej strony. Chce w odpowiednim momencie zabić dziewczynkę licząc, że ona pomoże mu dowiedzieć się co jest w zaświatach, a może i nawet go zabije i razem przejdą na druga stronę. Jako jeden z niewielu umie rozmawiać z dziewczynką i przekonać ją do używania mocy, a w pewnych momentach zastępuje jej ojca.

Kap jest szefem Sklepiku. To on zajmuje się sprawą Charlie i Andy’ego. On decyduje, rozdaje karty, zarządza każdym ruchem swoich ludzi, obserwuje każde poczynanie śledzonych.  Raz jest graczem, raz pionkiem. Przechodzi przez to wszystko, problemy i sukcesy ich misji. Ważni również są Mandersowie, którzy w najtrudniejszych momentach pomogą uciekającej dwójce, nie mając nawet pojęcia jak wielka jest ich rola w życiu zdeterminowanej dwójki.

Jak zwykle zachwycałam się wspaniałymi, obrazowymi porównaniami Kinga. Ukazanie snów, bólu, mocy przy pomocy silnych skojarzeń, powtarzających się lub zmieniających razem z wzrostem lub spadkiem jakiegoś bodźca. Przyjemnie oddziałują one na naszą wyobraźnie, uwypuklają potrzebne wątki, uczucia, emocje. Jest to wielka zaleta stylu pisania Kinga.

Zakończenie nie jest szczęśliwe. Raczej słodko- gorzkie, takie, jak najbardziej lubię. Zostawia mały niedosyt, ale wszystko prowadzone jest w jedną stronę i każdy pewien jest tego, co stanie się dalej. Jestem zadowolona z tego, jak całość się skończyła.

Pomimo wielu zalet książka trochę mnie zawiodła początkiem. Mimo to nadal jest dobra i żaden fan twórczości Kinga nią nie pogardzi. Ja cieszę się, że po nią sięgnęłam, choć stanowi dla mnie rysę na genialnej twórczości autora. Polecam ją wszystkim fanom akcji,  którzy mają na tyle cierpliwości by przetrwać początkowe lekko nudne 300 stron.
Moja ocena: 7/10

Jeśli chcecie wiedzieć co obecnie czytam, lub po co mam zamiar sięgnąć zapraszam na lubimy czytać.
Zapraszam również na Instagrama i Facebooka gdzie pojawiają się aktualne zdjęcia i informacje o postach ^^

Czytajcie!
Żyjcie!
Snowflake