środa, 8 czerwca 2016

Jessica Jones

Ostatnio pod wpływem przyjaciółki zaczęłam wgłębiać się w Marvela. Powoli, zaczynając od Thora, po Avengers i Kapitana Amerykę wciągnęłam się w to uniwersum. W końcu postanowiłam wziąć się za ich seriale i wybór padł na „Jessicę Jones”. Czy serial o chamskie i wrednej Pani detektyw mnie zadowolił?

Świat już wie o obecności superbohaterów. Nie są oni zbyt lubiani, zwykli obywatele boją się ich umiejętności. Jedną z obdarowanym jest Jessica Jones, ona jednak zamiast walczyć z wrogami o lepszą przyszłość świata prowadzi mały, nieznany zakład detektywistyczny. Pewnego dnia przychodzą do niej rodzice chcący odnaleźć swoją zaginioną córką, Hope. Z czasem okazuje się, że sprawa ta wiąże się z jej traumatycznymi przeżyciami i człowiekiem, który je spowodował Kilgrave’em. Ma on moc kontrolowania ludzi. Jessica chce się na nim zemścić, co nie będzie takie łatwe.
Cały główny wątek opiera się na tropieniu Kilgrave, łapaniu go i jego sprawnych, efektownych ucieczkach. Zakończony w 13 odcinkach serial nie jest jednak nużący, choć przyznam, ze chwilami chciano nadgonić fabułę niespodziewaną brutalnością. Cała fabuła, włącznie z wątkami pobocznymi- zdradą i rozwodem między lesbijkami, ciążą Hope, historia Trish, Malcolma w większości skupione są wokół kobiet. Wydaje mi się to dość feministyczne, ale nie narzekam.
Poboczne wątki sprawiają, że serial nie jest zbyt monotonny, równocześnie stawia przed nami moralne konflikty. Ogólnie bardzo cieszył mnie wątek lesbijek, bo zazwyczaj w drugim planie pojawiają się geje, co irytuje moją feministyczną duszę. Przywiązałam się jednak do bohaterów drugoplanowych oraz ich problemów.
Jessica, alkoholiczka, wredna i opryskliwa (ideał!), z smutną historią dzieciństwa jest twardą kobietą, która stawia sobie jeden cel i do niego dąży. Olewa przy tym innych ludzi, nawet swoją najlepszą przyjaciółkę, Trish, do której zwraca się tylko w największej potrzebie, nie chcąc jej niepotrzebnie wciągać w swoje sprawy. Moce wykorzystuje tylko wtedy, kiedy potrzebuje, choć kiedyś marzyła o byciu superbohaterem. Przyznam, że bardzo ją polubiłam. Jej determinacja i prosty cel bardzo mi się podobały. Niestety ostatni odcinek popsuł mi całą opinię o niej. Jej mocny, twardy charakter zrobił się zbyt ckliwy. Nie podobał mi się również jej romans z Luke’em Cagem.  Według mnie był niepotrzebny.
Z bohaterów drugoplanowych musze wyróżnić Malcolma, którego bardzo polubiłam, Trish oraz Jeri- prawniczki zdradzającej żonę. Ich role znacznie przyczyniły się do misji Jessici. Irytowała mnie za to Hope, szczególnie zdenerwowało mnie jej zachowanie na końcu, które według mnie było bezmyślne.
Po schematycznym tropieniu, łapaniu i uciekaniu Kilgrave’a liczyłam na jakieś wielkie zakończenie. Niestety tu się zawiodłam, koniec był bardzo zwykły, przewidywalny, wręcz nudny.
Podsumowując „Jessica Jones” to bardzo dobry serial z popsutym zakończeniem i niepotrzebnym wątkiem miłosnym. Gdyby te dwie rzeczy zamienić byłby naprawdę świetny. Mimo to sprawił on, że moja awersja do seriali minęła i już biorę się za kolejne dzieło Marvela.
Oglądajcie!
Żyjcie
Snowflake

1 komentarz:

  1. Jak to robisz, że oglądasz seriale i nie padasz z nudów?

    OdpowiedzUsuń