środa, 10 sierpnia 2016

Stephen King "Znalezione nie kradzione"

Pierwsza część mnie zachwyciła. Fajna powieść detektywistyczna z ciekawym antagonistą, śledząca ruchy obu stron w klimacie amerykańskich filmów z gliniarzami i pięknymi kobietami, pełna- niestety przewidywalnych zwrotów akcji i pochłaniająca. Jak do tego opisu ma się druga część? Co zostało zmienione, a co pozostało takie, jakie było w pierwszej części? Spodobało mi się?
 
 
Książka jest skupiona na Jimmym Goldzie- fikcyjnej postaci powieści napisanych przez Johna Rothsteina. To właśnie on doprowadził do tego, że Morris Bellamy napadł na farmę, gdzie mieszkał ten autor i zabił go, kradnąc pieniądze oraz notatniki, w których są dalsze, niewydane części "Uciekiniera". Następnie schował skarb i przez zupełnie inne wydarzenia trafił do więzienia.
 
Skarb znajduje młody Peter Saubers. Pieniądze zawarte w nim ratują rodzinny budżet, który podupada, a pozostawione notatniki powodują u niego wielką miłość do literatury, a szczególnie do postaci Jimmy'ego Golda. Bellamy jednak wychodzi po wielu latach z więzienia i chce odzyskać to, co według niego mu się należy.
 
Fabuła początkowa jest trochę pokręcona, co powoduje to, że do tych ważniejszych wydarzeń dochodzimy powoli, a wstęp i wytłumaczenie całego początku jest dość długie. Nie ciągnie się to tak jak w "Podpalaczce", ale jest lekko uporczywe, szczególnie niepotrzebne opisy nowej pracy Hodgesa i Holly, które tak właściwie nic nie wprowadzają i są po prostu zbędne.
 
I mój największy zarzut do tej książki. Sięgnęłam po nią mając nadzieję na kolejną dobrą powieść detektywistyczną, a dostałam thriller psychologiczny, mówiący o książkowej obsesji. Temat naprawdę fajny, ale nie tego się spodziewałam. Brak zaskoczeń, zwrotów akcji znanych mi z pierwszej części trylogii, przez co książka aż tak mnie nie wciągnęła i chwilami mi się dłużyła, choć miała też kawałki przy których nie mogłam się od niej oderwać.
 
Dwójka głównych bohaterów- Peter Saubers i Morris Bellamy jest bardzo interesująca. Bardzo dużo ich łączy, ale również dzieli. Oboje uwielbiają Jimmy'ego Golda, odwiedzają te same miejsca, w różnym czasie dzielili jeden dom. Oboje chcą notatników. Tyle, że umieją zapłacić za nie różne ceny.
 
Peter ma rodzinę, która jest dla niego najważniejsza, spokojne życie. Morris, opuszczony poświęcił już na tyle dużo, że nie chce odpuścić, a jego miłość do literatury już dawno zamieniła się w obsesję, która zniszczyła mu życie.
 
Ucieszyło mnie to, że nadal ciągną wątek ofiar Pana Mercedesa. Ojciec Petera jest jedną z nich, został kaleką, przez co budżet rodziny upadł, a znalezione pieniądze były dla nich wielkim szczęściem. Hodges odwiedza również Brandy'ego w szpitalu, ponieważ zaczynają dziać się wokół niego dziwne rzeczy.
 
Według mnie za mało było polubionych przeze mnie postaci z pierwszych części. Choć dowiadujemy się o ich dalszych losach w wielu przypadkach jest to okrojone i brakuje mi ich długiej współpracy. Po prostu pojawiają się w kulminacyjnym momencie, pomagają i tyle.
 
W książce jest dużo o pisaniu, pisarzach i miłości do książek. Ciekawie również pokazuje obsesję do literatury i poświęcenia, których ona wymaga. Przyjemnie śledziło się rozwój miłości do Jimmy'ego Golda, jak ona niszczy i naprawia życie oraz kontrast między bohaterami.
 
 
Dla czytelników jednym z najbardziej elektryzujących odkryć jest właśnie to, że są czytelnikami - że nie tylko potrafią czytać (co Morris już wiedział), ale że są w tym zakochani. Beznadziejnie. Bez reszty. Pierwszej książki, która to sprawi, nie zapomina się nigdy. Każda strona niesie nowe objawienie, nowy ogień i zachwyt.
 
 
I moja największa bolączka, czyli wydanie. Dla mnie sama okładka i fragment na skrzydełku to wielkie spoilery, które w dużym stopniu zniszczyły mi książkę. Niestety zagraniczne wydanie jest takie samo.
 
Czy sięgnę po ostatnią część trylogii? Zapewne tak, choć nie rwę się do tego, jak do "Przewieszenia" czy "Chłopcy 2. Bangarang", które ma już w planach na wrzesień (jeśli uda mi się dorwać je w tym miesiącu). To tej książce spodziewałam się zdecydowanie czegoś innego, dlatego nie sprawiła mi wielkiej radości i przyjemności, jednakże zdecydowanie nie jest zła.
 
Moja ocena- 6/10
 
Czytajcie!
Żyjcie!
Snowflake

7 komentarzy:

  1. Sama właśnie przymierzam się do mojej pierwszej książki Kinga, czyli do Dallas '63 i mam nadzieję, że mi się spodoba ;) Ta trylogia również mnie zainteresowała, więc z pewnością ją przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli chodzi o Kinga mam zaległości - okropne zaległości, należy dodać - ale i na to przyjdzie czas :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam tej książki i aż się wstyd przyznać nie czytałam żadnej powieści Stephena Kinga.
    Wiem, że jest świetnym pisarzem, bardzo chwalonym, że piszę świetne kryminały, ale jakoś nigdy nie miałam okazji zabrać się za jego twórczość :/ Mam nadzieję, że w końcu nadrobię zaległości i kto wie czy nie zacznę od tej ;)

    Pozdrawiam,
    http://my-little-world-olimpia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Trochę nie moje klimaty, ale zdecydowanie sięgnęłabym po coś od Kinga np. po "Carrie" :D Czytałaś już może tę książkę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, "Carrie" jeszcze nie czytałam, choć z chęcią niedługo po nią sięgnę ^^

      Usuń
  5. Cały Stefek - u niego zawsze wszystko się ciągnie i początki są trudne, ale potem naprawdę jest co podziwiać. Tej serii nie czytałam, ale w końcu to zrobię, bo mam zamiar przeczytać wszystkie dotychczasowe książki Króla. Zobaczymy, czy będę miała podobne odczucia :)

    Pozdrawiam, dodaję do obserwowanych i serdecznie zapraszam na mojego nowego bloga z recenzjami :)

    www.planeta-recenzji.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam ją na półce. Ba! Mam sporo King'ów na półce... a żadnego jeszcze nie czytałam. Cholernie się ich boje, bo na akcje podobno trzeba czekać dość długo, i nie ma się gwarancji, że takową się dostanie. No i tak sobie leży na tej półeczce, i czeka na cud... może kiedyś zapoznam się w końcu z King'iem, ale jeszcze nie dziś ;).

    Pozdrawiam
    Q.
    https://doinnego.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń