środa, 9 listopada 2016

Erick-Emmanuel Schmitt "Zapasy z życiem"

Moje pierwsze spotkanie z Erick-Emmanuelem Schmittem odbyło się jeszcze w gimnazjum, kiedy to wspaniała, wzruszająca opowieść „Oskar i Pani Róża” była moją lekturą, jedną z ulubionych zresztą. Gimnazjum minęło, lecz moja sympatia do tego autora nie, z chęcią więc sięgnęłam po jego kolejną książkę, „Zapasy z życiem”. Czy mi się spodobała i wzbudziła u mnie równie wielkie emocje, co jej poprzedniczka?


(Kto już oglądał Strange'a?)

 

Jun to młody chłopak wychowujący się na ulicy, handlujący nielegalnym sprzętem, śpiący gdzie się da, odcięty od ludzi wokół. O jego rodzicach nie wiemy nic prócz tego, że matka żyje, nie umie pisać, a w listach przekazuje szczególne przedmioty mające duże znaczenie i symbolikę. Mimo to Jun nie chce wrócić do domu, woli życie na uboczu, czemu, dowiemy się w połowie książki. Całe jego życie zmienia się przez jedno zdanie, powtarzane przez prowadzącego szkołę sumo Shomintsu- „Widzę w tobie grubego gościa”, co dla wychudzonego, biednego chłopaka jest nieprawdopodobne. Przez pewne wydarzenia Jun zaczyna uczyć się sumo, co obraca jego życie o 180 stopni.
Wielką zaletą tej książki jest przekazanie dużej wiedzy o życiu i kulturze w Japonii, zwyczajach i obyczajach tamtejszych ludzi, ich mentalności. Poprzez wydarzenia autor ukazuje różne aspekty życia tam, nie tylko dobre. Mamy też dobrze przybliżoną naukę sumo, szkoły sumo, walki, emocje które towarzyszą ludziom podczas ich oglądania. Równie dobrze został przedstawiony buddyzm zen, medytacja w ogrodzie zen, jego wygląd, znaczenie. W tej naprawdę krótkiej (poniżej 100 stron) książce pokazany jest naprawdę wielki, dobrze przedstawiony kawał tamtego świata.
W jednej chwili obudziłem się z koszmaru, którego byłem więźniem, przypomniałem sobie zapomnianą rzeczywistość, to, z czego się składamy. Przestałem być Junem i stałem się kosmosem, okrągłym, poruszającym się, jednak nieruchomym.
Zaletą jest również rozwój Juna, ze sceptycznego i bezwzględnego chłopaka kryjącego swoje emocje staje się dobrym, opanowanym, mądrym człowiekiem, który stara się zwalczyć demony przeszłości, a na swojej drodze, prócz sumo znajdzie również miłość.
Ważną role spełniają też listy, które pokazują, że przez zwykłe, małe gestu można przekazać bardzo dużo ważnych i cennych wartości, emocji, słów. Sam pomysł takich wiadomości jest nowy, nigdzie się z nim wcześniej nie spotkałam.
Styl pisania autora nadal mi się podoba. Jest prosty, przyjemny, chwilami- gdy trzeba- zdobny i opisowy, chwilami prosty i  rzeczowy. Mimo tego byłam sceptycznie nastawiona do długości, co okazało się trafione.
Krótka forma ma wady, bo choć polubiłam Juna, to nie mogłam się zbyt wczuć w jego sytuację, poczuć odpowiednich emocji, dlatego momenty smutne czy zaskakujące wcale dla mnie takie nie były i przyjmowałam to ze spokojem, spowodowanym brakiem jakichkolwiek mocniejszych więzi z głównym bohaterem. Często też były źle opisane, bez większych uczuć, po prostu się stało i już.
Otwarte zakończenie zostawia dużo niedopowiedzeń, nie wiemy jak potoczą się następne wydarzenie, lecz widzimy już decyzje podjęte przez bohaterów i ogólną drogę, do której te wydarzenie prowadzą. Mimo to końcówka wydawała mi się nieco przesłodzona, choć nie widzę innego wyjścia na jej zakończenie.
Podsumowując, „Zapasy z życiem” to dobra krótka opowieść na jedne wieczór przenosząca nas w świat dalekiego wschodu, sumo oraz innej religii. Pomimo małych mankamentów uważam, że jest warta przeczytania, poprzez ciekawe podejście do wiadomości i pokazanie obcej kultury.
Moja ocena- 6/10
Czytacie!
Żyjcie!
Snowflake

8 komentarzy:

  1. Lubię autora. Strasznie podoba mi się sposób, w jaki pisze. Jest jednym z tych, których chce się czytać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasami ciężko mi stwierdzić, czy lubię otwarte zakończenia, czy nie. Z jednej strony męczę się tą niewiedzą, z drugiej sama mogę w jakiś sposób wyobrazić sobie ciąg dalszy. Chociaż kochałam "Oskar i Pani Róża", nie wiem, czy sięgnęłabym po tą pozycję. Jakoś do mnie nie przemawia, chociaż ma kilka fajnych cech.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie na recenzję książki "Ogniskowa" :)
    bookmoorning.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio jakoś nie mogę się wbić w większe powieści. Tego autora czytałam 2 książki - "Oskara i panią Różę" i "Dziecko Noego". Bardzo możliwe, że sięgnę w najbliższym czasie po tę pozycję :)
    Pozdrawiam!
    www.lekturia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Również to czytałam :) U tego autora mam własnie problem ze stylem, on czasami jest po prostu zbyt prosty, tak samo historia, to jest za jednotorowe, szybkie, PROSTE. HMM.
    Ale w tej ksiązce ktoś wspomniał o Ichigo z Bleacha, więc banan na twarzy i tak.

    OdpowiedzUsuń
  5. Przekonuje mnie do tej książki opis z życia w Japonii. Z drugiej strony interesują mnie również listy, o których wspominasz. Z miłą chęcią przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oooo życie w Japonii? Rzadko spotykane w książkach :) Mam tylko nadzieję, że nie ma w tej powieści klimatu jak w japońskich, czy koreańskich filmach, bo tam to już lecą po bandzie i mają parszywe zakończenia ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie zakończenie jest ciut parszywe, ale da się znieść... :)

      Usuń
  7. Autora wspominam przyjemnie przypominając sobie czytanie Oskara i Pani Róży, lubię w jego prozie to, że porusza wątki filozoficzne i zawiera drugie dno. Myślę, że prędzej lub później skuszę się i na tą książkę :)
    Pozdrawiam
    I feel only apathy

    OdpowiedzUsuń