środa, 28 grudnia 2016

Doris Lessing "Piąte dziecko"


Czasem sięgając zwykłą książkę z półki nie zdajemy sobie sprawy, jakie cuda ona ukrywa, jak głębokie tematy porusza i pokazuje prawdę o człowieku. Jak potrafi wciągnąć i nie wypuszczać, choć już dawno skończyliśmy ją czytać. Tak jest z „Piątym dzieckiem” Doris Lessing, cieniutka książka, po której nie spodziewałam się tylu emocji, jakie we mnie wywołała.
 
Książka przedstawia historię Dawida i Harriet, ludzi staroświeckich, którzy nie pasują do coraz bardziej nowoczesnego świata, pragną tego, czego w dzieciństwie nie doświadczyli- wielkiego domu, w którym odbywają się wielkie rodzinne spotkania, pełnego ciepła i miłości oraz dużej gromadki dzieci. Plany te w pewnym momencie jednak się psują. Powodem jest Ben- tytułowe piąte dziecko.
Ona wciąga. Z wielkim zainteresowaniem śledzimy zakładanie rodziny przez tę dwójkę ludzi pełnych pasji, jej najlepsze lata, pełne spotkań rodzinnych oraz niszczenie rozpoczęte nieprzewidzianą ciążą.
Książka dużo mówi o macierzyństwie. Pokazuje więź łączącą Harriet z każdym dzieckiem, nawet Benem przypominającym jej bardziej przerażające, fantastyczne stworzenie niż małego człowieka. Stara się traktować go jak resztę, a gdy to nie pomaga poświęca mu więcej uwagi, kosztem reszty rodziny, od której oddala się, uznana za winną inności Bena. Nawet gdy ma szanse nie umie rozstać się z synem na zawsze wyczuwając, że źle się z nim dzieje.
Pokazuje również nie marzenie, lecz wręcz żądanie szczęśliwej rodziny. Harriet i Dawid bowiem nie prosili oni po prostu chcieli i po trupach dążyli do wymarzonego domu, nie widząc błędów swojego postępowania.
Kiedy pochylał się, żeby pocałować żonę na pożegnanie i pogłaskać synka po głowie, robił to z żarliwą zaborczością, którą Harriet lubiła i rozumiała, ponieważ obiektem tej zaborczości nie była ani ona, ani dziecko, ale szczęścia. Szczęście Harriet i Dawida.
Styl autorki bardzo wpływa na odbiór książki, pisana jest ona wyjątkowo, jakby cała historia była koszmarem, wręcz horrorem. Opisy Bena, wydarzeń toczących się wokół niego- wszystko to otoczone jest mrokiem, tajemnicą. Mała objętość książki też nie jest wadą, uważam bowiem, że gdyby była dłuższa jej lektura stałaby się nużąca.
Książka przedstawia chorobę dziecka, inność, sposób traktowania chorych malców w tamtych czasach, który dla mnie był przerażający, a niektóre wydarzenia zapierały mi dech. Pokazuje obojętność reszty rodziny wobec Bena, wręcz niechęć do tego, co się z nim stanie. Z drugiej strony ukazana jest córeczka siostry Harriet mająca zespół Downa, początkowo przerażająca rodzinę, następnie stająca się ulubienicą.
Problem najwyraźniej nie leżał w tym, że nie potrafił zrozumieć w jaki sposób jeden klocek pasuje do drugiego; raczej nie umiał uchwycić znaczenia tego wszystkiego, kwiatu ani ptaka.
„Piąte dziecko” przedstawia rodzicielskie problemy, lecz nie daje na nie żadnego rozwiązania. Książka ukazuje traktowanie dzieci innych, skrzywdzonych przez los, ale nie może pokazać innego wyjścia. Sama lektura również kończy się bez żadnego zaskoczenia, wyjaśnienia, sposobu na radzenie sobie z taką sytuacją.
Przez całą książkę towarzyszy nam dom kupiony przez Harriet i Dawida, który był ich nadzieję na wspaniałe życie, obserwował powolny upadek.
„Piąte dziecko” to zdecydowanie specyficzna książka po którą warto sięgnąć, choć nie jest prostą lekturą i zostawia czytelnika z morzem przemyśleń na temat rodziny, marzeń i akceptacji. Potrafi nie raz zmienić poglądy człowieka, który stara się bronić różnych stron konfliktu, zmieniając zdanie gubiąc się. Szczerze polecam.
Moja ocena- 9/10
 
Żyjcie!
Snowflake

6 komentarzy:

  1. Czyżby Ben był niepełnosprawny? Tak wywnioskowałam z twojej recenzji, ale nie wiem. Intryguje mnie to, dlatego chętnie poznałabym losy tej rodziny. Będę miała książkę na uwadze i może pewnego dnia ją przeczytam :)
    Pozdrawiam,
    BOOK MOORNING

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest powiedziane wprost na co choruje Ben, po opisach wnioskuję, że jest karłem, ale to tylko moje przypuszczenia...

      Usuń
  2. W życiu bym się nie wzięła za tę książkę przez okładkę.
    Ale teraz, kiedy poznałam ją od innej strony - nie powiem Nie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, okładka nie powala, ale ta książka została wydana w Polsce w 2005r., więc nie można też spodziewać się cudów. Przyznam, że sama bym jej nie kupiła, a to że ją wypożyczyłam, było wielkim szczęściem, po prostu nie miałam czasu długo wybierać i padło na nią. ;)

      Usuń
  3. Książka zapowiada się całkiem interesująco. Zazwyczaj nie czytam tego gatunku, ale jeżeli polecasz, sprawdzę, czy jest dostępna w bibliotece :)
    Pozdrawiam i zapraszam na recenzję "Księgi wyzwań Dasha i Lily"! pattbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Raczej nie przepadam za książkami, w których głównym tematem jest macierzyństwo, więzi rodzinne itd., ale skoro ta historia wcale nie jest tak kolorowa, to sądzę, że może być naprawdę warta przeczytania. Będę musiała sprawdzić, czy nie ma tej książki w bibliotece, bo w sumie to nowością nie jest, więc może akurat ją tam znajdę :)

    OdpowiedzUsuń