środa, 4 stycznia 2017

Joanna Chmielewska "Wszystko czerwone"

Budzące grozę. Zawiłe. Wytężające umysł czytelnika. Powodujące gęsią skórkę i dreszcz na plecach. Z tym kojarzymy kryminały. A czy da się inaczej? Okazuje się, że tak! Jednym z wyjątków mrocznych zagadek jest kryminał Joanny Chmielewskiej „Wszystko czerwone”. Czy połączenie humoru ze zbrodnią przypadło mi do gustu?
Przez parę nieprzewidzianych okoliczności i przypadkowych sytuacji wszyscy przyjaciele przyjeżdżają do Anity w jednym momencie. Stłoczeni razem, wieczorem, przy świetle czerwonej lampy robią przyjęcie podczas którego ginie Edek- alkoholik, który chciał przekazać Anicie wiadomość, dotyczącą jej życia lub śmierci. Zaraz potem rozpoczynają się nieudolne zamachy na domowniczkę, w których przez zbiegi okoliczności obrywa ktoś inny, lecz nie ginie. Kto jest mordercą i w jaką aferę wplątała się Anita?
Fabuła brzmi może mrocznie i tajemniczo, lecz książka zdecydowanie taka nie jest. Przesycona zabawnymi sytuacjami, zaskakuje swoim absurdem, często bowiem, zamiast przejmować się kolejną próbą zabójstwa bohaterowie myślą o rozlokowaniu kolejnych gości, którzy chmarą przelewają się przez dom, wplątują się w miłosne intrygi znajomych czy sprawami rodzinnymi. Cała akcja składa się ze śmiesznych i ważnych scen, co sprawia, że czytelnik w jednej chwili czyta skupiony, w następnej podśmiewuje się pod nosem.
„I jakim sposobem ja mam utrzymywać porządek w domu, do którego pierwszy lepszy z ulicy może sobie przyjść i umrzeć!”
Książka napisana została w narracji pierwszoosobowej, całą historię widzimy oczami samej autorki. Mimo, ze jestem zwolenniczką narracji trzecioosobowej, to przyjęty tu sposób przedstawiania całej fabuły bardzo mi się spodobał i nie wyobrażam sobie ukazania tego inaczej.
Przez całą akcję dom Anity odwiedziło wiele bardziej i mniej ważnych osobistości, często ciągnącymi za sobą różne ciekawe historie. Natłok postaci sprawił jednak, że nie wszystkich dało się jednak polubić, a nawet dobrze poznać. Mimo to wiele postaci jest charakterystycznych i łatwo można je polubić, m. in. Anitę, wszystko gubiącą i niezorganizowaną, Zosię, wielką panikarę, Pawła, który jest bardziej zafascynowany i rozentuzjazmowany niż przerażony zbrodniami. Warto też wspomnieć o panu Muldgaardzie, zajmującym się całą sprawą, którego łamana polszczyzna była wspaniała i zdecydowanie dodawała humoru.
Warto wspomnieć o języku w książce, a raczej o zabawności dialogów występujących w niej. Absurd wielu sytuacji przekłada się również na rozmowy, lekko chaotyczne, ale przesycone dobrym żartem.
„ – Cóż oni mnie tak dziwnie odwiedzają?
– Zapewne w samobójczych zamiarach – mruknęłam, niepewna, ile ze swoich wiadomości powinnam zdradzić.
 – Dlaczego samobójczych? – spytała Zosia.
– Liczą na to, że stracą życie przez następną pomyłkę zbrodniarza…”
Książka wyróżniała się użyciem tytułu, kolor czerwony bowiem bardzo często przejawiał się w książce, zdecydowanie nieprzypadkowo. Takie małe detale są zdecydowanie przyjemne w odbiorze. Historię poznawałam dość powoli, nie uważam, żeby była to jakaś wielka wada, po prostu lektura miała dla mnie jakiś powolny charakter i lubiłam od niej odpoczywać, zamiast czytać na raz. Poza tym czytałam ją jeszcze w okresie przedświątecznym, kiedy miałam mnóstwo nauki.
„ – Kwiatki czerwone – powiedział trochę nieprzytomnie, z goryczą, nie kryjąc wstrząsu. – Lampa czerwona, wszystko czerwone…”
Pomimo tej ilości żartów i absurdu cała tajemnica w książce była bardzo dobrze poprowadzona, do końca zastanawiałam się jak sprawa zostanie rozwiązana, kto jest mordercą. Do końca się nie domyśliłam, autorka wodzi czytelnika za nos, ujawniając coraz to nowsze fakty, a postaciach oraz motywy jakie nimi kierowały. Jestem pewna, że nie da się odgadnąć rozwiązania tej sprawy, ponieważ wiele wiążących wszystko informacji podanych jest dopiero na końcu.
Podsumowując „Wszystko czerwone” jest bardzo udanym kryminałem na wesoło, pełnym absurdu, a mimo to trzymającym w napięciu. Z autorką zetknęłam się pierwszy raz i zdecydowanie nie ostatni, ponieważ podczas tej lektury naprawdę dobrze się bawiłam.
Moja ocena- 7/10
Żyjcie!
Snowflake 

5 komentarzy:

  1. Nie czytałam jeszcze kryminału na wesoło i powiem, że jestem zaintrygowana. To mój ulubiony gatunek, ale lubię też czasem się pośmiać, więc chyba to książka w sam raz dla mnie. Będę ją miała na uwadze :)
    Pozdrawiam,
    BOOK MOORNING

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytam dużo kryminałów, ale powoli zaczynam się przekonywać do tego gatunku, więc może, może... Będę o niej pamiętać :)
    Pozdrawiam!
    zaczytana-w-fantastyce.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja zdecydowanie wolę ksiązki z narracjami pierwszoosobowymi :) Myślenie wielu osób na temat tego typu narracji zostało zbrukane ze względu na modę wydawania książek, w których bohaterka to głupia, młodziutka, naiwna i do bólu irytująca istotka, która nie może się zdecydować którego chłopaka ma wybrać. A potem takie są tego konsekwencje ;)
    No cóż, książek Pani Chmielewskiej czytać nie zamierzam, bo zwyczajnie mnie do nich nie ciągnie, a i aktualnie zrobiłam sobie przerwę od kryminałów;)
    Buziaki!
    Kasia z Kasi recenzje książek :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurde, czyli obje czytałyśmy komiczne kryminały przed świętami! Przy czym recka mojego dopiero powstaje :')
    Po książkę moze i bym sięgnęła no z recenzji wynika, że frajda z czytania gwarantowana... Ale jedna postać spowodowała, że skreślam tę książkę. EDEK. Cholera jasna nie lubię polskich imion, ale potrafię jakoś je przenoleć, jednak Edka nie zdzierżę z prostego powodu - mam sąsiada Edka, który jest... Co tu dużo mówić, lokalnym wariatem. Serio, koleś jest tak sławny, że moj chłopak na początku znajomości jak go zobaczył, to od razu skojarzyl i opowiedział o przygodach z Edkiem. A zaznaczę, że luby mieszka pół godziny drogi autem od mojego miasta takze... Wybacz Kochana, mimo świetnej recenzji i masy zalet nie przeczytam. Edek wszystko popsuł :"(((
    Buziole ;*
    Q.

    www.doinnego.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. "Wszystko czerwone" jest rzeczywiście świetnym kryminałem, przede wszystkim wyróżniającym się wśród gatunku swym humorem. Uwielbiam tę książkę, nawet uwzględniłam ją w najlepszych pozycjach 2015 roku :)
    Natomiast "Lesio" Chmielewskiej już nie przypadł mi do gustu, głównie ze względu na tytułowego bohatera. Tego absurdu... było tam już za dużo :/

    OdpowiedzUsuń