środa, 29 marca 2017

Brent Weeks "Czarny Przyzmat"



Po trylogii Nocnego Anioła(tu recenzje) tegoż autora byłam pewna, że sięgnę po jego kolejne książki. Jednak oczarowana tamtym światem i bohaterami trochę wątpiłam w to, że „Czarny Pryzmat” w aż taki sposób mnie zachwyci i nie wierzyłam, że może dorównać poprzednikom. I teraz przyznaję, że całkowicie się pomyliłam, a „Czarny pryzmat” to jedna z najlepszych książek jakie czytałam, która aspirowała wręcz na 10/10 ode mnie.


Gavin Guile jest Pryzmatem – może używać mocy wszystkich kolorów. Kiedyś ważna funkcja straciła już na ważności i sprowadzała się do kwestii religijnych. Mimo to jego postać musi być nieskazitelna, czemu nie pomaga wiadomość o tym, że ma syna, którego spłodził podczas prowadzonej w tamtych krainach Wojnie Pryzmatów między nim, a jego bratem Dazenem. Wraz z jego obrończynią (czarnogwardzistką) i byłą ukochaną Karris.

Jednocześnie poznajemy Kipa – gapowatego, pulchnego chłopca mieszkającego w Rektonie – mieście wyniszczonym przez Wojnę Pryzmatów. Rekton zostaje ponownie zaatakowany, tym razem przez armię Garadula, który koronował się królem, chce oddzielić tę krainę i stworzyć tu nowe, nierządzone przez Pryzmata państwo. Za nim stoją jednak jeszcze więksi przeciwnicy.

Okropnie opisałam tę fabułę. Czemu? Bo jest stworzona z tak wielu różnych ciekawych i skomplikowanych elementów, że trudno to inaczej uchwycić niż w siedemsetstronicowej książce. Niech jednak nikogo wielkość czy trudność nie przeraża, ponieważ książkę czyta się wyjątkowo szybko (jak na fantastykę) i bardzo przyjemnie, a fabuła, choć trochę poplątana nie jest przesadzona i nie do pojęcia. Po prosty trudno się to opowiada. ;)

Książka ta posiada każdy aspekt, który wymagam od fantastyki. Ciekawy system magiczny? Jest. Wmieszanie polityki? Jest. Wątek religijny? Jest. Niebanalni bohaterowie? Są. Wielka, epicka walka/wojna? Jest. Podobał mi się nawet lekki, niezobowiązujący wątek miłosny między Karris a Gavinem. Do tego mamy ciekawe relacje rodzinne, czy przyjacielskie, a nawet problem moralny. Czego więcej wymagać?

Magia to jest coś co szczególnie wyróżnia tę książkę. Oparta jest na kolorach, które można „krzesać”- tworzyć z nich wszystko co się chce. By to zrobić trzeba jedynie światła i widoczności tego koloru- choćby w postaci jakiejś rośliny, są też specjalne okulary ze szkłem w danym kolorze. Zazwyczaj można krzesać z jednego, czasem dwóch czy trzech kolorów. Jedynie Pryzmat ma moc wszystkich kolorów. Każdy kolor ma swoje właściwości- jest płynny lub stały, elastyczny bądź twardy itd. Jednocześnie z każdym kolorem łączą się pewne cechy charakteru (niebieski – opanowanie, czerwony – porywczość, zielony – dzikość).  Mogłabym się jeszcze bardzo długo rozwodzić o magii, superchromatach, kolorakach, ale żeby to dobrze poznać trzeba przeczytać tę książkę.

Bardzo spodobali mi się bohaterowie tutaj (Oczywiście mam swojego ulubieńca- Gavin <3).To, że nie są idealni, mają swoje wady. Przeszłość. Choćby Kip – pulchny, użalający się nad sobą. Mimo to nie był irytujący, a niektóre sceny z nim bardzo mnie śmieszyły. Szczególnie przekomarzanki z Liv, w której się podkochiwał.

Och, porównanie do młodszego brata. Każdy facet chce usłyszeć coś takiego od pięknej dziewczyny. Właśnie mnie wykastrowała.

Podoba mi się, że widać kto jest w jakim wieku, siedemnastolatka nie zachowuje się jak kompletnie dojrzała osoba. Postaci się wahają, mają dylematy, popełniają błędy, lecz to dodaje im jedynie realizmu. Wspaniale przedstawione są tu też relacje ojciec-syn, które dopiero zaczynają się formować. To wszystko nie jest naciągane, wychodzi bardzo naturalnie, ale też uroczo.

Krzywy uśmieszek powiedział Kipowi, że Pryzmat porównywał go do siebie. Gavin położył mu rękę na ramieniu. Pod wpływem tego dotyku Kip poczuł tysiąc rzeczy, których nie potrafił zdefiniować. Ten dotyk mówił: „Cały mój syn”. Jego matka powiedziała tak kilka razy – zawsze kiedy Kip narozrabiał. Nigdy nie wypowiedziała tych słów z dumą.

Coś co jest wielką zaletą tej książki to zwroty akcji. I to takie niszczące życie, że ma się ochotę rzucić tą książką i ścianę, zwinąć się w kłębek i odreagować, a jednocześnie czytać dalej, by dowiedzieć się wszystkiego. Dużo wątków jest też osnutych tajemnicą, jak Wojna Pryzmatów czy siedem celów Gavina, co sprawia, że z ciekawości chcemy więcej i więcej.

Wątek nowej, formującej się dopiero wojny jest bardzo fajnie poprowadzony. Jednocześnie pokazane są skutki Wojny Pryzmatów, wyniszczenie niektórych krain, co jest jednym z powodów kolejnej wojny – nie bezpośrednim, lecz wielu ludzi przyłącza się do Garadula by zemścić się za swoje zniszczenia i straty. Sami się zastanawiamy co jest dobre i rozumiemy sytuację niektórych ludzi.

To właśnie robimy, Aliviano. Zabijamy ludzi. Tutaj, teraz. Wykorzystujemy dar Orholama do zabijania dzieci Orholama. A większość z nich to głupcy, którzy w innych okolicznościach mogliby być naszymi przyjaciółmi. To okrutny świat.

Książka ma jedynie jedną wadę, która jednak tak bardzo mnie zraziła, ze nie chciałam dać dziesiątki- wszak książka 10/10 musi być idealna. Jest to wątek szpiegostwa, o którym było raptem w dwóch rozdziałach, a potem nagle się urwał. Lepiej poprowadzony byłby bardzo fajną zaletą, tak kompletnie nierozwinięty mi pozostawia lukę.

Podsumowując „Czarny Pryzmat” to naprawdę świetna fantastyka w fajnym światem, bohaterami i przegenialnymi zwrotami akcji. Serdecznie polecam się z nią zapoznać, bo niestety książka nie jest zbyt znana. Ja koniecznie niedługo sięgnę po kolejny tom. 
Moja ocena - 9/10 
Snowflake

sobota, 25 marca 2017

52 powody by przeczytać książkę

Hej!

Ostatnio u Zajęczej Nory upatrzyłam bardzo fajne wyzwanie - 52 powody by przeczytać książkę. Postanowiłam, że podejmę wyzwanie i napiszę również swoje powody, dzięki którym czytam. 

Czytam bo:
  1. Mogę odciąć się od świata.
  2. Mam książkowych mężów.
  3. Mam książkowe żony.
  4. Mogę poznać wiele miejsc nie ruszając się z miejsca.
  5. Herbatka smakuje najlepiej przy książce.
  6. Kształtuje to mój światopogląd.
  7. Dowiaduję się wielu nowych rzeczy.
  8. Kocham to.
  9. To wspaniała rozrywka.
  10. Czasem trzeba odpocząć od komputera.
  11. To rozwija wyobraźnię.
  12. Mogę poznać światy, których nie ma.
  13. Daje to poczuje wolności.
  14. Mogę porównywać książki z ich ekranizacjami.
  15. Mogę rozmawiać o przeczytanych książkach ze wspaniałymi osobami.
  16. Niektóre książki są mi polecone.
  17. Poznaje perspektywy i sposób myślenia różnych bohaterów.
  18. Jestem od tego uzależniona.
  19. Jeszcze jeden rozdział i koniec.
  20. Książki budzą we mnie różne, często skrajne uczucia.
  21. Mogę dzielić się moim zdaniem o niektórych książkach tutaj.
  22. Tak dużo książek do przeczytania, a tak mało czasu.
  23. Szukam perełek wśród przeczytanych książek.
  24. To wspaniała pasja.
  25. Ranek najlepiej spędzić z książką.
  26. Historie zawarte w książkach mnie interesują.
  27. Uwielbiam uczucie, gdy kończę dobrą książkę.
  28. Niektóre książki po prostu powinno się przeczytać.
  29. Chcę odpocząć od nauki.
  30. Mam wolny czas.
  31. Nudzę się.
  32. Chcę wiedzieć, jak się skończy.
  33. Jest o niej głośno i jestem ciekawa.
  34. Chcę skończyć serię.
  35. Dawno temu kupiłam książkę i chyba już czas ją przeczytać.
  36. Wypożyczyłam w biblioteki i muszę już oddać.
  37. Ktoś mi ją pożyczył.
  38. Jest wolna lekcja, a akurat mam coś do czytania przy sobie.
  39. Mam na to ochotę.
  40. Opis mnie zaintrygował.
  41. Spodobała mi się okładka.
  42. Deszcz przyjemnie bębni o szybę i jest idealna pogoda na czytanie.
  43. Patrzę na zaległości czytelnicze to aż mi się słabo robi.
  44. Lubię tego autora/ tą autorkę.
  45. Chcę wyrobić sobie własne zdanie o książce.
  46. Niedawno była premiera i chcę przeczytać przed pojawieniem się mnóstwa recenzji.
  47. Słonko świeci i mogę się powygrzewać, czytając.
  48. Chcę się odstresować.
  49. Mam słaby dzień i potrzebuję poprawić sobie humor.
  50. Dana książka pasuje mi do okoliczności (np. książki świąteczne, czy idealne na lato).
  51. Książka jest bardzo fajnie napisana.
  52. Czytanie jest wspaniałe. 
A jakie są wasze powody by czytać? Zachęcam do wzięcia udziału w wyzwaniu i napisaniu swoich 52. powodów. :) 
Snowflake

sobota, 11 marca 2017

Rozdanie z okazji roku bloga!

Hej!
 
Zastanawiałam się czy robić specjalny post ze statystykami itd., ale na to jeszcze przyjdzie czas. Zamiast tego jest pierwsze rozdanie organizowane na blogu. :)
 
(baner)

 
Do wygrania "Lawendowy pokój" Niny George. O autorce ostatnio zrobiło się głośno ze względu na jej nową książkę, która pojawiła się w Polsce- "Księgę snów".
 
By wziąć udział w rozdaniu należy:
  • być publicznym obserwatorem bloga
  • polubić stronę bloga na Facebooku (strona)
  • publicznie udostępnić baner z linkiem do tego posta (na blogu, Facebooku, Google +)
Wzór zgłoszenia:
 
Zgłaszam się!
Obserwuję bloga jako:
Lubię na Facebooku jako:
Udostępniam baner: (link)
 
Regulamin:
1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga Sunny Snowflake.
2. Sponsorem nagrody jest właścicielka bloga Sunny Snowflake.
3. Nagrodą jest egzemplarz książki „Lawendowy pokój” autorstwa Niny George.
4. Konkurs trwa od 11.03.2017r. do niedzieli 11.04.2017r. do godziny 23.59.
5. Wyniki zostaną ogłoszone do trzech dni po zakończeniu konkursu w osobnym poście na blogu.
6. Zwycięzca zostanie wybrany w drodze losowania.
7. By wziąć udział w konkursie trzeba spełnić warunki wymienione w tym poście.
8. Jeśli osoba która wygra, nie zgłosi się po wygraną w przeciągu 7 dni, zostanie wybrany kolejny zwycięzca.
9. Zwycięzca jest zobowiązany przesłać dane adresowe na adres email: sun.snowflakee@gmail.com
10. Organizator konkursu na dwa tygodnie od zgłoszenia się wygranego na wysyłkę nagrody.
11. Wysyłka nagrody tylko na terenie Polski.
12. Konkurs zostaje rozwiązany jeśli nie weźmie w nim udziału przynajmniej 20 uczestników.
13. Pozostawienie komentarza oznacza akceptację regulaminu.
14.Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

Powodzenia!
Sunny Snowflake

środa, 8 marca 2017

Percy Jackson i bogowie olimpijscy

Percy Jackson i bogowie olimpijscy to jedna z najpopularniejszych serii dla dzieci i młodzieży. Dzięki niej Rick Riordan zdobył wielu fanów na całym świecie, a początki przygód młodych herosów zostały nawet zekranizowane (o tym nie warto pisać, dla mnie te film to zło). Są jednak i przeciwnicy tej serii, uważający ją za schematyczną lub wypominającą podobieństwa do Harry’ego Pottera. Co ja uważam o tej serii?
 
 
Percy zawsze ma problemy. Z dysleksją i ADHD często wplątywał się w kłopoty, przez które co rok zmieniał szkołę. Przy kolejnych tarapatach chłopak zostaje wplątany w świat greckich potworów i bogów oraz zostaje posądzony o kradzież Zeusowego pioruna. Tak zaczyna się jego ciąg przygód, często niebezpiecznych, a tą największą jest pokonanie Kronosa, ponieważ z czasem okazuje się, że Percy jest wybrańcem.
Starałam się zdradzić jak najmniej, małe spoilery są, ale to rzeczy raczej wiadome, nawet gdy nie czytało się książek i raczej bardzo nie popsują przyjemności z czytania. Za to dobre pokazują  pojawiające się podobieństwa do Harry’ego Pottera. Wielki wróg- jest, wybraniec niespodziewający się swojego losu- jest. Mimo to nie uważam, że warto porównywać te dwie serie, bo osadzenie serii Percy’ego Jacksona z świecie wierzeń greckich wystarczająco odgradza go od świata magii, a gdybyśmy porównywali wszystkie książki, wyszłoby, że już nie ma o czym pisać, bo motywy po prostu się powtarzają.
Książki pisane są w bardzo przyjemny, lekki sposób. Czyta się je bardzo szybko. Uważam, że są świetne zarówno dla młodego czytelnika, jak i tego starszego, który chce szybkiej, niezobowiązującej lektury, zapadającej jednak w pamięć. Bowiem wydaje mi się, że przygody te są tak ciekawe i fajnie opisane, że łatwo je zapamiętać. Na plus jest też humor. Nie raz podśmiewałam się przy czytaniu, co jest u mnie niecodzienne. Bardzo podobały mi się również tytuły rozdziałów.
Zeus i Posejdon się pokłócili. Jak zwykle poszło o to samo: "Matka Rea kochała cię bardziej", "Katastrofy powietrzne są lepsze od morskich" itd.
Bohaterowie są lepsi i gorsi. Niektóry wydają mi się schematyczni i wprowadzeni tylko na chwilę, żeby po prostu byli, spełnili swoje zadanie i zniknęli. Główni jednak przez wszystkie części fajnie się rozwijali w dobrą lub złą stronę. Czuć jak dorastają, mają swoje nawyki, dziwnostki takie jak niebieskie jedzenie, czy pożeranie puszek w stresie. Moją miłością tej serii jest jednak Nico, który niestety pojawia się dopiero w trzeciej części. Widać w nim wielką przemianę, błądzi, lecz wszystko to robi w dobrej wierze. W ciekawy sposób przedstawieni są również bogowie. Nie są idealni, jednak starają się troszczyć o swoje dzieci, choć nie okazują tego zbytnio. Bardzo podobały mi się fragmenty, w których występowali.
Spośród pięciu części zdecydowanie najlepsza była piąta. Pełna bitew była bardzo dynamiczna oraz najśmieszniejsza. Dużą rolę w niej spędzał też Nico, więc byłam zupełnie ukontentowana. <3
Najgorsza była część druga, najkrótsza i zdecydowanie najnudniejsza. Mimo to nie była zła i wszystkie książki w miarę trzymają jeden poziom.
Muszę wspomnieć o polskim wydaniu, które jest po prostu boskie. Chodzi mi o te nowsze, które u nas pojawiło się w 2016r. Grzbiet w nim układa się w panoramę Manhattanu, a okładki stanowią jeden, duży obrazek! Zdecydowanie jestem zwolenniczą tego wydanie (choć to starsze też na fajny klimacik) i uważam, że John Rocco odwalił świetną robotę. (Moja ulubiona to okładka czwartej części, jest boska <3)
Podsumowując Percy Jackson i bogowie olimpijscy to świetna seria, według mnie dla każdego, która wyróżnia się humorem oraz umieszczeniem w świecie greckich bogów, mitów i potworów. Seria miała swoje wady, ale dla mnie jest bardzo fajna, ciekawa i warta poznania.
Moja ocena (całej serii)- 7/10
Snowflake

sobota, 4 marca 2017

Podsumowanie i ulubieńcy luty + ROK BLOGA!

Ostatni raz w życiu piszę coś w tytule z łączonym Caps Lockiem...
no ale ROK BLOGA!!!
 
Sama nie wierzę, że przetrwałam tak długo. Dokładnie 03.03.2016r. pojawił się pierwszy post na blogu. Sama nie wiem o czym myślałam, kiedy go zakładałam. Na pewno nie spodziewałam się, że wytrzymam aż tyle. ;)
Przez ten rok widzę duży rozwój. A blog zmieniał się razem ze mną. Miło jest pamiętać te wszystkie małe sukcesy, które tu się zdarzały jak pierwszy tysiąc odwiedzin, pierwsze 50 obserwatorów czy pierwsza współpraca...
Ale spokojnie, porządne podsumowanie umieszczę za tydzień, a teraz podsumowanie i ulubieńcy lutego! :)
 
 
Jeśli chodzi o luty to był to dla mnie zdecydowanie zapracowany miesiąc i jedyną nadzieję na jakiekolwiek czytanie były ferie, które niestety za szybko minęły. Mimo to wszystkie przeczytane książki pochodzą właśnie z tamtego czasu. :)
 
 
Przeczytane:
  • Lewis Carroll "Alicja w krainie czarów" (recenzja)
  • Stephen king "Koniec warty" (recenzja)
  • Rick Riordan "Złodziej pioruna"
  • Rick Riordan "Morze potworów"
  • Rick Riordan "Klątwa tytana"
  • Rick Riordan "Bitwa w labiryncie"
  • Rick Riordan "Ostatni Olimpijczyk"
Razem przeczytałam 2307 stron, czyli około 82 strony dziennie.
 
Najlepsza książka- zdecydowanie "Koniec warty" Kinga.
Najgorsza książka- "Alicja w krainie czarów". Może nie była zła, ale zdecydowanie wymagałam więcej po tak znanej i uwielbianej książce.
 
W lutym szczególnie ulubiłam:
  • Płytę "Ciało obce" zespołu Happysad. Tego chyba nie trzeba komentować. Wiedziałam, że pokocham tę płytę i się nie pomyliłam. Wszelkie moje oczekiwania zostały spełnione a nawet więcej. Przez cały czas nucę te piosenki. Zachwyca mnie ich różnorodność. Zdecydowanie niektóre z nich znalazły miejsce w moim serduszku na stałe. <3
(jedna z najlepszych)
  • Musical "La la Land"- nie spodziewałam się, że musical może mi się aż tak spodobać! Nie dziwię się ilości nagród przyznanych temu filmowi, bo po prostu na nie zasługuje. Aktorzy, klimat, muzyka- wszystko jest wspaniałe! Po prostu uwielbiam.
    
    
    
    
  • Muzyka z "La La Land"- kto by się tego spodziewał?! ;) Nie mogłam sobie darować i musiałam dać to osobno. Polecam przesłuchać, bo cała playlistę jest dostępna na Youtube. Szczególnie ukochałam sobie "City of Stars" oraz "Audition"
  • Roczek bloga! Ale o tym już pisałam i jeszcze będę pisać, więc już tutaj kończę. ;)
A co u Was było wyjątkowe w lutym?
Snowflake

środa, 1 marca 2017

Stephen King "Koniec Warty"

Przyznam, że bałam się tej książki. Druga część trylogii z detektywem Billem Hodgesem mnie zawiodła i bałam się, że ta książka również nie da rady odtworzyć klimatu i poziomu „Pana Mercedesa”. Do tego bardzo zniechęcało mnie dodanie elementów paranormalnych, które wydawały mi się kompletnie niepasujące do powieści detektywistycznej. Czy jednak moje obawy były słuszne?(Obiecuję- żadnych spoilerów. Jednak jeśli ktoś nie czytał jeszcze pierwszej części radzę nie zaglądać do opisu z tyłu książki.)

Wokół Brady’ego Hartfielda, „Zabójcy z Mercedesa” zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Przedmioty się poruszają, a jedna kobieta przebywająca blisko niego popełnia samobójstwo. Większość obstawia, że to wszystko to tylko zbiegi okoliczności jednak gdy ludzie, którzy ucierpieli podczas masakry Mercedesem zaczynają się zabijać Bill zaczyna węszyć. Szczególnie, że samobójstwom towarzyszy litera Z i stara, nieużywana już konsola.
Po przeczytaniu tej książki dochodzę do wniosku, że mój strach przed złym zakończeniem tak dobrze zaczynającej się serii jest bezsensowny. Sposób w jaki wprowadzony jest wątek paranormalny zaskoczył mnie logiką, powolnym rozwojem. W książce mamy wiele retrospekcji  w których powoli opisywane jest poznawanie nowych umiejętności przez bohatera. Niestety przez częste wspominki przeszłości książka traci na dynamizmie. Brak tu też zwrotów akcji, a niektóre rzeczy są po prostu bardzo przewidywalne. Jest to ogromny minus książki. Mimo to ma ona coś z tego klimatu, który tak polubiłam w pierwszej części.
 
Martwi ludzie nigdy nie wydają się bardziej martwi niż na policyjnych fotografiach.

 
Coś, co bardzo mi się podoba to znacząca rola Masakry Mercedesem. Jej widmo ciągnie się przez wszystkie książki aż tutaj co podkreśla jak wielką rolę pełniła w życiu niektórych ludzi ta tragedia. Cieszy mnie również wielki powrót niektórych bohaterów , głównie Brady’ego (który zresztą bardzo mnie intryguje), Fredie (znajomej Brady’ego z pierwszej części). Wzrosło też znaczenie Billa, Holly i Jerome’a, którzy w poprzedniej części aż tak nie wysuwali się na pierwszy plan. Co ważne widać w nich zmiany, jakie przynoszą płynące lata, co dodaje im prawdziwości.
Książka porusza bardzo ważny w tych czasach temat, jakim są samobójstwa, strefowanie ludźmi i namawianie ich do takich kroków, ale również uzależnienie od elektroniki, znaczenie Internetu oraz jego wpływ. I te tematy nie są potraktowane po łebkach, lecz sprawnie wplecione w fabułę, zwracające uwagę czytelnika. Bardzo podobało mi się wplecenie tak ważnego problemu w książkę.
Mógłby ją kontrolować, zmienić w kolejnego drona, ale nie chce tego zrobić, tak samo jak nie chciał wkraść się do domu pani Trelawney ciemną nocą i poderżnąć jej gardło. Morderstwo to nie kontrola; morderstwo to tylko morderstwo. Samobójstwo- to kontrola.

Podsumowując, „Koniec warty” to udane zakończenie trylogii Stephena Kinga. Według mnie nie dorównuje poziomem pierwszemu tomowi, ale mimo to jest bardzo dobre. Z pewnością na długo zapamiętam swoją przygodę z tą trylogią, bardzo klimatyczną i z ciekawymi bohaterami.
Moja ocena:
Książki- 8/10
Całej serii- 8/10
Snowflake