sobota, 15 kwietnia 2017

5 rzeczy, których nie lubię w wydaniach książek



Hej!
Dziś przychodzę do was z piątką nielubianych przeze mnie rzeczy w wydaniach książek. Jako zdeklarowana okładkowa sroka przyznaję, że mam małego hopla na punkcie ładnych wydań, ale też bardziej zwracam uwagę na rzeczy, które mi się nie podobają. Oczywiście w zestawieniu ominę okładki, bo to kwestia bardzo osobista – o gustach się nie dyskutuje. 


  1. Obwoluty. Szczerze, nigdy nie rozumiałam ich roli. Niby są po to, by chronić książkę przed zniszczeniem, ale przez niewygodę najczęściej się je zdejmuje. A nawet jeśli nie, to one niszczą się jeszcze szybciej – i co wtedy wyrzucić popsutą obwolutę i zostawić książkę? Według mnie kompletnie niepraktyczne. Nie wiem też po co robi się obwoluty akie same jak okładki – kiedy okładka pod spodem jest inna to czytelnika czeka przynajmniej miła niespodzianka przy zdjęciu obwoluty. 
    Przykładem jest "Życie Pi". Przez obwolutę musiałam się trochę namęczyć przy czytaniu tej książki.

  2. „Miękkie” okładki. Każdy zna ten rodzaj okładek. Na których zostaje każdy odcisk i nawet delikatne muśnięcie zostawia irytujące ślady. Nic tylko czytać w rękawiczkach. Ale jest coś gorszego. Wypożyczenie takiej książki z biblioteki, gdzie na tej „miękkiej” teksturze zbiera się okropna warstwa brudu. Nieestetyczne i niehigieniczne.
    Kiedy spojrzy się na "Przypadek Adolfa H." z bliska widać ten brud. Na szczęście po zdjęciach książka została przeze mnie odratowana wilgotną szmatką.

  3. „Olbrzymy” w miękkich wydaniach. Dobra, mam świra na punkcie grzbietów książek i nienawidzę, gdy są połamane, więc każda większa lektura wywołuje u mnie mały zawał, ale takie giganty typu 700+ stron tym bardziej. Ile to trzeba się nagimnastykować, by taki grzbiet się nie wygiął. Przy tym ogólnie miękkie wydana często się niszczą, a takie gabaryty nie pomagają w utrzymaniu książki w dobrym stanie.
    "Czarny pryzmat" był naprawdę gruby, ale prawdziwa zabawa zacznie się przy drugiej części, która ma około 1000 stron.
  4. Bardzo różne rozmiary książek. Najczęściej książki wydawane są w takiej typowej wielkości. I rozumiem gdy większe gabaryty wydaje się w innym formacie. Jednak czasem książka ma mało stron, a wydana jest w odrobinę większym formacie (np. „Dusza Cesarza”), lub trochę jest mniejsza (np. „Chłopcy”). I w przypadkach tu przytoczonych książek niestety nie jest to różnica pół centymetra, a bardziej wyróżniająca się. Rozumiem, że „dusza cesarza” może być dostosowana do innych, większych wydań Maga, ale gdy ma się tylko ją na półce to niestety bardzo się wyróżnia.
    Przykład naprawdę różnych rozmiarów. "Kasacja" jest tu jako ten "typowy" rozmiar.
  5. Książka spoilerująca swoją zawartość. Niestety, spotkałam się z czymś takim. W ramach wstępu autorka zaspoilerowała dużą część książki, a wydawcy nic z tym nie zrobili. Piszę o „Oblubienicach wojny”, które zresztą za bardzo nie przypadły mi do gustu. Kompletnie nie wiem co autorka myślała pisząc ten wstęp i czemu wydawnictwo nie wpadło na umieszczenie tego na końcu, bo naprawdę nie było to fajne.

Mam nadzieję, że post się wam podobał. Też macie takie wydawnicze buble? 
Snowflake

20 komentarzy:

  1. Dokładnie, zgadzam się ze wszystkim, szczególnie z obwolutami. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdecydowanie zgadzam się ze wszystkim! Wielkie księgi z miękkimi oprawkami, gdzie łatwo a zagięte grzbiety to koszmar. Albo ta różnica wielkości, potem problem z ułożeniem ich w biblioteczce, bo od razu psuje mi to estetycznie wygląd. Kilka rzeczy przy wydawaniu faktycznie można byłoby naprawić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja po prostu nie lubię książek w obwolutach - zawsze denerwuje mnie, kiedy podczas czytania powieści się z nich wysuwają. Olbrzymy w miękkich okładkach - mam takie samo zdanie. "Droga królów" Sandersona to właśnie taki przypadek i bardzo niewygodnie się z tego powodu czyta.
    Fajny pomysł na post!

    OdpowiedzUsuń
  4. najgorsze są spojlery. jeszcze nie spotkałam się ze spojlerem we wstępie, ale za to spotkałam jeden na okładce, to było "moje serce i inne czarne dziury". pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam spoilery na okładkach <3
    Normalnie łeb urwać, nic więcej.
    Akurat ja lubię te zamszowe okładki, są niezwykle estetyczne i przede wszystkim nie odbijają światła i mogę łatwo zrobić im dobre zdjęcie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby nie odbijają światła, ale nie znoszę śladów paluchów na nich. Najlepsze są po prostu ładne, matowe książki, te odbijające światło też mnie denerwują, ale je jeszcze znoszę. :)

      Usuń
  6. Nienawidzę grubych ksiażek w miękkich okladkach, to moja zmora! :( Pozdrawiam!
    Osobliwe Delirium

    OdpowiedzUsuń
  7. O obwolutach wspomniałam już na swoim blogu - też nie jestem ich zwolenniczką ani fanką.
    Nie lubię również, tak samo jak ty tej różnorodności "wysokości" książek. Potem strasznie trudno je jakkolwiek ustawić na regale czy półce, żeby nie zostały "dziury" :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam ten ból. Tylko patrzę na te fale z książek na półce...
      Pozdrawiam!

      Usuń
  8. Obwoluty kocham <3, zresztą zawsze można je zdjąć ;D

    OdpowiedzUsuń
  9. Amen, nic dodać, nic ująć! Ze wszystkich wymienionych przez Ciebie chyba najbardziej drażnią mnie obwoluty. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja znowu częściej spotykam się z osobami, które narzekają, że jak zdejmą obwolutę to pod spodem jest inna okładka xd. Nie dogodzisz nikomu! Obwoluty się pięknie prezentują na półce *-*
    Tez nie lubię różnych rozmiarów książek... hitem.jest to że 1 część Chłopców mam.taką jak ty a 3 mam tę wersję z półtwardą okładką. Ona jest o jakiś cm wyższa

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się na szczęście jeszcze nic tak nie trafiło, ale przyjaciółka ma trylogię w której środkowa część jest w twardym wydaniu, a reszta w miękkim - półeczkowy koszmar...

      Usuń
    2. Mnie teraz irytuje Mag. Wydali 6 części Darów w starych i nowych okładkach, 3 części Diabelskich też. A te nowe to już nie łaska wydać w starych. Ja wiem, że są brzydkie, ale ja mam wszystkie stare i teraz mi się grzbiety brzydko układają ;/
      Hasztag_problemy XD

      Usuń
  11. W przypadku różnych książek różnych wydawnictw nie widzę problemu w innych wysokościach książek, ale szlag mnie trafia, gdy książki z jednej serii lub tego samego autora (i o jednolitym sposobie wydawania, jak np. wznowienia książek Sandersona) są różnej wielkości lub mają inny rodzaj zapisu na grzbiecie (taki przypadek pojawia się np. w Uczcie Wyobraźni - pierwsza książka ma zapis od dołu do góry, a kolejne od góry do dołu). Brak spójności jest czymś niewybaczalnym w branży wydawniczej.

    Strasznie denerwuje mnie też, gdy nagle wydawnictwo uznaje, że kolejne tomy będzie wydawać wyłącznie w twardej/miękkiej oprawie. W ten sposób mam np. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - dwa tomy są w miękkiej oprawie i są o kilka centymetrów niższe niż kolejne dwa tomy, które musiałam kupić w twardej oprawie.

    Obwoluty też często zdejmuję, ponieważ są niewygodne.

    I mimo że nie mam nic przeciwko spoilerom, uważam, że to świństwo dawać spoiler na okładce (np. w grafice, jak to miało miejsce w kilku częściach najnowszego wydania Harry'ego Pottera). Strach czytać opis, bo nigdy nie wiadomo, czy ktoś przypadkiem nie streścił w nim 3/4 książki.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że zapomniałam o spójności. Mam ten problem z wydaniami albatrosa - mam parę książek King, białe, proste grzbiety, ale na każdej odrobinę inaczej zapisany tytuł i autor - raz i autor i tytuł innym kolorem, raz tylko tytuł innych kolorem, raz cały tytuł na czarno + zapis nazwiska autora zawsze na odrobinę innej wysokości!
      Pozdrawiam!

      Usuń
  12. Też nie przepadam za obwolutami, ponieważ zazwyczaj zdejmuję je do czytania, bo strasznie się zaginają, a tam pod spodem okładka bez żadnej grafiki. Tak miałam ostatnio z "A Court of Thorns and Roses", zdjęłam obwolutę i czarna dziura xd
    Ja już nawet nie pamiętam tego wstępu z "Oblubienic wojny", czytałam je dawno temu, ale bardzo mi się podobały. Ale aż mnie tym zaciekawiłaś, sprawdzę ten wstęp jeszcze raz, bo może wtedy nie zwróciłam na te spoilery aż takiej uwagi.

    OdpowiedzUsuń
  13. Spoilery są najgorsze!!!
    Obwolut też nie lubię, nie rozumiem po co one w ogóle są... I właśnie często je zdejmuję i myślę że tak robi większość osób.
    Eh, okładki Dworu cierni i róż strasznie się palcują! Widać każdy odcisk. Był coś takiego że w księgarni musiałam wziąć książkę która była najmniej brudna, bo te z wierzchu miały masę odcisków palców już w samej księgarni!!
    No i te różne wymiary - to mnie dość irytuje bo ńie wygląda wtedy to wszystko ładnie na półce ale takie góra dół góra dół.
    Fajny pomysł na post :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  14. Moim zdaniem książki powinny mieć jeden rozmiar.
    Mi też te rzeczy przeszkadzają w wydaniach.
    Zapraszam http://natalie-forever.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Zgadzam się z każdym punktem i nawet nie potrafię określić, który mnie najbardziej denerwuje.
    Szkoda, że wydawnictwa mają w zwyczaju wydawać powieści w różnych rozmiarach. Powinien być jeden format dla wszystkich powieści i wtedy wszystko ładnie by się prezentowało na półkach. Co do "Duszy cesarza", to jest to cieniutka mikropowieść, ale gdyby wydali to w mniejszych gabarytach, to nie byłabym zadowolona, bo jakby się to prezentowało na półce przy innych powieściach Sandersona? Chociaż zważywszy na to, że książki tego autora wydawane są przez 3 wydawnictwa i każda ma inny rozmiar... ;) W Stanach chyba nie ma aż takich rozbieżności, a u nas taki miszmasz.
    Za obwolutami też nie przepadam, bo zawsze gdzieś mi się poniewierają podczas czytania książki i szybko się niszczą.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń