środa, 3 maja 2017

Marta Guzowska "Wszyscy ludzie przez cały czas"



Sięgając po „Wszystkich ludzi przez cały czas” oczekiwałam dobrego, wciągającego i mrożącego krew w żyłach kryminału z ciekawym tłem. Rzadko bowiem pojawia się książka, której akcja dzieje się na Krecie, a bohaterowie zajmują się archeologią. Niestety, książka nie była tak dobra, na jaką się zapowiadała.

Mario Ybl jest antropologiem, sprowadzonym przez swojego przyjaciela – Roberta do pomocy przy wykopaliskach na Krecie. Wszystko bowiem wszystko wskazuje na to, że składano tam ofiary z ludzi. Jednocześnie ginie kobieta, a znaleziona w jej dłoni kość gnykowa wskazuje na powiązanie ze starożytnymi szkieletami.

Skrócony opis książki brzmi ciekawie? Też tak myślałam – archeologia, starożytność, ofiary z ludzi, to wszystko jest dobrą podstawą na książkę. Bardzo się jednak zawiodłam. Pomimo, że pomysł jest ciekawy, to potencjał wątku archeologicznego kompletnie nie został wykorzystany. Powiązanie sprawy starożytnej z obecną jest znikome i bardzo mylące, a wiele wątków związanych z tym zostało po prostu ucięte lub potraktowane „po łebkach”.

Akcja jest bardzo dziwnie prowadzona – sam początek bardzo męczy, nic konkretnego nie wnosząc do fabuły, dłuży się i nudzi. Dopiero po połowie książki akcja się rozkręca, by pod koniec pędzić na łeb na szyję. I choć końcówka wciąga nie rekompensuje mi to bardzo ciągnącego się początku. Chwilami po prostu gubiłam się w fabule. Nie pomagały również nieprzetłumaczone greckie zdania – czemu nie można było zrobić do nich przypisów?

Kolejną wielką wadą tej książki jest główny bohater, a raczej jego schematyczność. Człowiek po przejściach, zimny drań, nadużywający alkoholu – ile razy to już było? Jednak to jest jeszcze do zniesienia, gorzej denerwowała mnie jego dziecinność, naiwność oraz ślepa miłość do Poli. Poza tym cały czas był pijany! Nie było rozdziału w którym nie kosztowałby lokalnego alkoholu. Jego jedyną zaletą jest nyktofobia – lęk przed ciemnością. Nigdy nie spotkałam się z takim wątkiem w literaturze i z ciekawością czytałam o jego przypadłości.

Głównego bohatera rekompensują poboczni, których naprawdę polubiłam. Karl – wiecznie siedzący w telefonie, dopiero uczący się zawodu, Galanaki – efor, zarządzająca wszystkimi wykopaliskami, Michalis – lokalny policjant, mający chorego umysłowo brata, Petrosa. Ukazanie osoby chorej również bardzo mi się podobało – nieczęsto spotykam się z tym w literaturze.

Jak już pisałam, końcówka mnie wciągnęła. Sprawcy kompletnie się nie spodziewałam, a parę wątków „podpuszczających” (potrzebnych, by właśnie nie domyślić się sprawcy) fajnie się skończyło. Niektóre się nie skończyły, tylko zostały ucięte, niektóre ucięte wcześniej wróciły nie wiadomo po co, więc jest lekki mętlik, ale i tak nie jest źle. Chwilami wydawało mi się, że autorka nie wiała co zrobić z bohaterami – dzieje się coś istotnego, a pni stoją i patrzą, jak Simy na palący się dom. Mimo tych wad pod koniec książki nawet dobrze się bawiłam.

I największa zaleta tej książki czyli klimat. Nie taki, jaki znam z biur turystycznych, lecz szary, brudny, pełen wiosek z różnymi układani, często walczącymi ze sobą. Przedstawiona tu Kreta bardzo mi się podobała, była miejscem idealnie nadającym się na kryminał, mrocznym, szarym, intrygującym. Nadawała tej książce ciekawej atmosfery.

Podsumowując, „Wszyscy ludzie przez cały czas” to książka pełna wad, ale posiadająca również parę istotnych zalet. Niestety nie przypadła mi do gustu, ale może spodoba się fanom kryminału czy archeologii. Radzę nie mieć zbyt dużych oczekiwań. Nie warto też się bać tego, że to trzecia cześć cyklu, po nawiązań do poprzednich jest jak na lekarstwo.
Moja ocena – 5/10
Snowflake

1 komentarz:

  1. Książka zdecydowanie nie dla mnie, a do tego twoja negatywna opinia o niej jeszcze bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że sobie ją odpuszczę :)

    OdpowiedzUsuń