sobota, 19 sierpnia 2017

Lektury szkolne - czytać czy nie czytać?



Niedługo wracamy do szkoły. Już przeszłam przez wszystkie etapy żałoby i zaakceptowałam ten stan. Ba, nawet zaczęłam rozglądać się za przyborami i podręcznikami. Czemu winie poruszyć tego tematu tutaj? Skoro szkoła to i lektury, czyli temat rzeka, pełen różnych opinii. A wy je lubicie?

Spotykam się z naprawdę wieloma opiniami o lekturach. Są potrzebne czy nie. Czytać, czy olewać? Książki czy streszczenia? Każdy ma inne zdanie. Osobiście jestem zwolenniczką czytania lektur, choć mam z nimi parę mniejszych czy większych problemów. Od razu uprzedzam, piszę to z perspektywy osoby z rozszerzonym językiem polskim, gdzie lektur jest o wiele więcej niż na innych profilach (z drugiej strony to nasze rozszerzenie, więc można się domyślić, że czytania mamy co nie miara).

Lektury zawsze dzielę na 3 etapy, zależne od stopnia nauczanie. W szkole podstawowej nigdy przecież nie każą nam czytać „Dziadów” czy „Pana Tadeusza”. Tamtejsze lektury bardziej mają kształtować młodego człowieka. Przy tym książki te są nadal kanonem literatury dziecięcej, więc młoda osóbka również się uczy. Sama w podstawówce lektury czytałam, czasem pod lekkim przymusem, czasem z własnej woli. Te z dalszych klas (V – VI) często mnie już zniechęcały i wtedy poznałam magię streszczeń. I moim zarzutem do lektur takich jak „Robinson Crusoe” czy „W pustyni i w puszczy” jest to, że nudzą młodego czytelnika, przez co często omawiane są po łebkach. Przecież książki te w czasie swojego tworzenia były skierowane do dorosłego czytelnika. Wiem, że muszą pokrywać się trochę z programem i omawianymi epokami oraz nie widzę innego sposobu, jednak to nie zmienia faktu, że to był okres, kiedy najmniej lektur czytałam, bo po prostu mnie nudziły.

Następnie gimnazjum. Tu widać wyraźna mieszankę tego, co jest dostosowane do epoki i lektur kształcących człowieka, czyli zazwyczaj tych dodatkowych, które szkoła sama wybiera. Wtedy wydaje mi się, że prócz „Krzyżaków” przeczytałam każdą lekturę od deski do deski i mam w tym okresie najwięcej ulubieńców.

Licem bądź technikum, czyli w moim przypadku rozszerzenie języka polskiego i masa lektur. Wydaje mi się, że dopiero teraz zaczęłam inaczej patrzeć na lektury przez pryzmat epoki, mentalności tamtych czasów. Być może jest to zasługa większej uwagi poświęconej filozofiom danej epoki, być może nauczyciela, nie wiem.  Jednak, nie myślcie, że jest idealnie i chłonę każdą lekturę, o nie! Muszę przyznać, że mam swoje ulubione epoki, których lektury bardziej mnie interesują. Jednak np. do pozytywizmu w ogóle mnie nie ciągnie i lektury tamtej epoki trochę olewałam. Może to też wina długości i wyznaczonego czasu, bo na taką cegłę jak „Zbrodnia i kara” mieliśmy tydzień, a to nie jest przecież nasz jedyny obowiązek. W takich przypadkach lecę na szczegółowych streszczeniach i łucie szczęścia, że moja mniejsza wiedza nie zostanie zauważona. I przyznam, że widzę różnicę między lekturą przeczytaną a opartą tylko na streszczeniach. Są też przypadki kiedy z polecenia nauczyciela jedynie oglądamy film i omawiamy fragmenty, bo po prostu nie mamy czasu przeczytać tylu książek. To właśnie największa wada licealnych lektur – na rozszerzeniu jest ich po prostu zbyt dużo.

Wracając do głównego tematu – czytać czy nie czytać? Gdybym miała taką możliwość to starałabym się przeczytać wszystkie lektury. W większości są one po prostu potrzebne przy egzaminie gimnazjalnym czy maturze, stanowią dobrą podstawę do pracy, czy ich znajomość jest od nas wymagana. Dlatego trochę nie rozumiem podejścia „nie czytam, bo nie lubię”. Mi też nie zawsze podoba się każda lektura, ale to element nauki w szkole, więc muszę ją przynajmniej dobrze poznać, jeżeli już nie chcę czytać.

Często też jest podejście, że lektur się nie lubi, bo są to książki wyznaczone z góry do czytania na konkretny termin i trochę pod przymusem. Ten argument bardziej rozumiem. Jednak z drugiej strony, czy te książki po prostu nie zginęłyby, gdyby nie było obowiązku ich czytać. Niektórzy lubią klasyki, niektórzy po prostu mają taki moment, kiedy chcą zapoznać się i z taką literaturą, ale czy wszyscy? Chcemy czy nie, jest to element naszej kultury, który trzeba podtrzymywać. Myślę też, że niedługo niektóre filmy zostaną uznane jako elementy kultury, które będzie się poznawało i omawiało obowiązkowo. Ba, mam wręcz taką nadzieję.

Osobiście mam tak, że do niektórych lektur wolę po paru latach wracać. Miałam tak z „Folwarkiem zwierzęcym” i zrozumiałam, że dla mnie takie drugie podejście jest bardzo dobre. Musimy bowiem pamiętać, że lektury czytamy i omawiamy głównie pod egzaminy, a z czasem i wzrostem naszego doświadczenia życiowego mądrość płynąca z danej lektury może być inna, bądź się pogłębić.

Jakie Wy macie podejście do lektur? Jesteście zwolennikami czy przeciwnikami czytania pod delikatnym przymusem?
Do następnego posta!
Snowflake

czwartek, 17 sierpnia 2017

J. K. Rowling "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć"



To już ostatni dodatek ze świata Hogwartu, który mam przyjemność poznać i ten, którego chyba najbardziej oczekiwałam! Bardzo interesowało mnie jakie stworzenia będą tu omawiane, ich niezwykłe właściwości i oryginalny wygląd. Poza tym jest ona (jakby) autorstwa Newta Scamandera, a po filmie „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” bardzo go polubiłam. 

Książka jest typowym bestiariuszem, z długą listą intrygujących istot, ale też z bardzo ciekawym wstępem. Na początku tej książki jest bowiem omówiona różnica między stworzeniem i zwierzęciem, z przybliżeniem odrobiny historii czarodziejów, ale też dlaczego w mugolskich bajkach i legendach występuję magiczne istoty. I tutaj również autorka pięknie wybrnęła z sytuacji, wyjaśniając wszystko bardzo logicznie i prosto.

Rowling, tworząc tę książkę widocznie czerpała ze znanych nam bestiariuszy, co wypada bardzo dobrze, bo niektóre z tych istot już znamy i nie biorą się znikąd, a świat czarodziejów wydaje się bardziej rzeczywisty. Nie wiem czy dobrze to wyjaśniłam, chodzi mi o to, że znamy te zwierzęta od wieków i tak samo przez ten czas musiała istnieć magia oraz czarodzieje. Mamy więc wiele zaczerpnięć ze starożytnej Grecji, Skandynawii oraz znane istoty jak Yeti czy potwora z Loch Ness (a tak naprawdę Kelpię).

Charakterystyczne cechy zwierząt zostały bardzo dobrze wykorzystane. Dzięki nim możemy dowiedzieć się, skąd są kręgi w zbożu czy czemu psują się nam przedmioty elektryczne. Sprawia to, że niektóre stwory lepiej zapadają w pamięć. Prócz tego smoki w bestiariuszu rozróżnione są na parę gatunków, a każdy z nich ma bardzo charakterystyczne cechy. 

Wszystkie zwierzęta mają klasyfikację Ministerstwa Magii określającą, jak bardzo dana istota jest niebezpieczna. Bardzo mi się to podobało, jeszcze bardziej urzeczywistniało książkę.

Bardzo dobrze bawiłam się podczas lektury tej książeczki, poznając coraz to ciekawsze zwierzęta. Nie jest to jednak na pewno coś, co zapamięta się na całe życie, jak zresztą żadna z tych książek. Mimo to uważam, że są dobrym rozszerzeniem magicznego świata.

Ksiażeczka – jak obie poprzednie, jest pięknie wydana. Mamy tu ilustracje zaczynające rozdział, we wstępie źródła historyczne i dawne ryciny, a przy zwierzętach niekiedy ilustracje. Nie muszę już nikogo uświadamiać, jak pięknie i dokładnie wydane są te cudeńka.

Podsumowując, „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” to bardzo dobry dodatek do świata czarodziejów. Nie jest on – jak żadna z tych książeczek, wybitny, ale bardzo miło się z nim zapoznać, szczególnie, gdy jest się fanem tego świata.
Moja ocena - 7/10 
Do następnego posta!
Snowflake

sobota, 12 sierpnia 2017

Niepopularne opinie o popularnych książkach book tag

Hej!
Czuję się trochę jak hipster z przerośniętym ego, zbierając się do tego tagu. Jakbym chciała udowodnić, że mój gust czytelniczy jest wyjątkowy i różni się od całego czytelniczego światka. Chcę uprzedzić, że tylko czasem tak jest, więc niektóre odpowiedzi mogą być przeze mnie trochę naciągane, bądź jakieś pytanie ominę, nie wiem, tagi zawsze piszę bardzo spontanicznie.
Wracając, tag podkradłam od Kasi z (obecnie już) niekulturalnie.pl
Mam nadzieję, że nie będę dziś zbyt marudna, ale przemokłam, jestem śpiąca, kawa się skończyła, a komputer nie chce współpracować.

(Czcionka bez polskich znaków pozdrawia.)
1. Popularna książka lub seria, której nie lubisz.
Spojrzałam na to pytanie i już wiedziałam! Coś, co odradzam kiedy tylko mogę i kompletnie nie mogę zrozumieć fenomenu tej książki - "Fangirl"! Ani to nie było ciekawe, ani odkrywcze, anie choćby specjalnie miłe w czytaniu. Bohaterowie mdli i bezsensowni, akcja dotyczyła niczego - taki zapychacz kartek, które mogłyby jeszcze czemuś dobrze posłużyć.
 O! Jeszcze jedno! "Zanim się pojawiłeś"! O czym to jest? Gościu chce się zabić, znajduje miłość. I co? Książki nie doczytałam, jakoś nie wciągnęłam się, zakończenie znam dzięki filmowi i przyjaciółkom, które te książkę bardzo lubią. Dla mnie jest bez sensowne. Co ono ma przekazać? Nie ogarniam.

2.Popularna książka lub seria, którą wszyscy nienawidzą, a ty lubisz.
Z tym pytaniem mam chyba największy problem, bo zazwyczaj jeśli coś ma okropne recenzje, to tego po prostu unikam, nie chcąc tracić czasu na coś słabego. Mogę to chyba naciągnąć "Harry'ego Pottera i przeklęte dziecko", bo ma to bardzo różne opinie, przeważają te słabe, a mi mimo małych zgrzytów się podobało. No i Scorpius. <3


3. Trójkąt miłosny, w którym główny bohater wybiera według ciebie złą osobę, lub literacka para, której nie lubisz.
Chciałam tu się rozwodzić o mojej nienawiści do Peety z "Igrzysk śmierci", ale czytałam to szmat czasu temu i boję się, że w którymś momencie coś pomylę (on w ogóle na końcu był z Katniss, bo pamiętam piąte przez dziesiąte i muszę powtórzyć?). Wybrałam coś świeższego. Mianowicie pewną parę z... "Deniwelacji" Remigiusza Mroza! Nie chcę tu nikomu spoilerować, ale bardzo nie podoba mi się nowa wybranka Forsta i mam nadzieję, że ich wątek zostanie jakoś (brutalnie) ucięty.

4. Popularny gatunek, po który rzadko sięgasz.
Romanse. Nie gustuję w tym, odpycha nie to, bo czytałam za duzo książek o płytkim wątku miłosnym. Poza tym za dużo ich opiera się na schematach. Wow, ona i on, zranieni, wow, poznają się, wow, seksy. Nie.
Nie lubię też książek historycznych, po prostu mnie do nich nie ciągnie. Już sparzyłam się  "Oblubienicami wojny", starczy.
Romansów historycznych też będę omijać. Powód jest prosty - połączenie dwóch nielubianych przeze mnie gatunków nie może być dobre.

5. Popularny bądź uwielbiany bohater, którego ty nie lubisz.
Skoro już wspomniałam wcześniej Peetę, to tu biedaczka nie podam. Za to zjawi się tu inny ulubieniec, którego nie moge przeżyć - Draco Malfoy. Czemu?! Nie mogę zrozumieć całego uwielbieia, które go otacza. Dla mnie tył po prostu nadęty, wpatrzony w siebie, tchórzliwy. Ideał, po prostu ideał! Ech...
 
6. Popularny autor, do którego nie jesteś przekonana.
 Kasie West. Nie nienawidzę jej książek i aż tak nie mieszam ich z błotem, ale dla mnie jest w nich zbyt dużo schematu. Czytałam "Chłopaka za zastępstwo", było spoko, ale bez szału. Tyle.

7. Popularny motyw/wątek, którego masz już dość.
 Tu wyjdzie moje zimne serce. Większość wątków miłosnych. Często są bardzo źle przedstawione, uczucie jest zbyt przesłodzone, przeidealizowane, albo pojawia się znikąd. Oczywiście nie wszędzie tak jest, ale mam z tym duży problem. Nie można przecież całe życie pisać tylko o miłości,a pojawia się ona prawie w każdej książce, często jest jej jedynym wątkiem. Irytujące, szczególnie kiedy jest słabo wykreowana.

8. Popularna seria, której nie chcesz przeczytać.
Cykl Obca Diany Gabaldon (tak to się nazywa według Lubimy Czytać). O miłości, historyczne. Mam coś dopowiadać? A, jeszcze każdy tom to totalna cegła, a jest tego tyle, że można dom zbudować. Czy to się w ogóle już zakończyło, czy autorka dalej pisze? (Sprawdzone podobno ma być 10 tomów)

9. Film lub serial, który podobał ci się bardziej niż książka.
"Gra o tron". Książka jest dobra, ale ciężko mi się ją czytało i nie skończyłam pierwszego tomu. Serial jest o tyle fajny, że jeśli nie kojarzysz jakiegoś imienia, to zapamiętujesz postaci z twarzy i na pewno wszystko ogarniasz. Poza ty według mnie serial jest naprawdę fajnie zrobiony. No i muzyka jest boska. (Co nie zmienia faktu, że serialu nie obejrzałam, zacięłam się na 3 sezonie i nie wiem, kiedy skończę).

 Łoo, udało mi się odpowiedzieć na wszystkie pytania! Mam nadzieję, że tag wam się spodobał i że mój okropny humor nie spłynie na was. Jeśli macie ochotę sami odpowiedzcie na ten tag, siejąc własne ziarna nienawiści do lubianych książek. Może też poczujecie się jak hipsterzy. ;)
Do następnego posta!
Snowflake