sobota, 26 sierpnia 2017

Bullet journal - moje wrażenia| Bullet journal sierpień 2017

Hej!
Do czego to wakacyjna nuda nie doprowadzi? 


Zazwyczaj odrzuciłabym pomysł prowadzenia czegoś w takim stylu z jednego prostego powodu: nie chciałoby mi się. Nie jestem utalentowana artystycznie i czasem nie mam weny, więc po co robić coś na siłę. Zazwyczaj. Był jednak jeden powód, który totalnie przekonał mnie do bullet journala - przestrzeń, którą ja sama w 100% tworze i organizuję. Ogranicza mnie jedynie moja pomysłowość i wyobraźnia. I przyznam, że zbyt na tym się nie znam. I nie chcę znać, bo wtedy próbowałabym wpasować się w te ramy wytorowane przez pierwszych twórców tych dzienników. A to ma być w pełni mój dziennik.

Osobiście używam go zamiast kalendarza i te się idealnie sprawdza. Jest jego bardziej rozwiniętą wersją. Coś, czego nie lubiłam w sklepowych kalendarzach to mała ilość miejsca na notatki. Lubię sobie wszystko wypisywać. Pomysły, oceny, ważne daty. Tutaj mogę stworzyć potrzebne na to strony. A jeśli nie zostawiłam takowej? Zawsze mam mnóstwo przestrzeni to zagospodarowania na kolejnych kartkach!

Jest jednak parę rzeczy, które zgapiłam z oglądanych przeze mnie bullet journalów. Może teraz omówię, co pojawiło się w moim dzienniku, zaznaczając, gdzie się czymś inspirowałam.

Zaczęłam od ogólnych, "rocznych" stron. Kalendarz na końcówkę roku 2017 - wiadomo, filmy do obejrzenia, książki do przeczytania, seriale do nadrobienia - to już zapisywałam na końcu kalendarza, teraz jest bardziej przejrzyste, pomysły na posty, też były w starym kalendarzu. Kupione książki zapisywałam na tablicy korkowej, teraz wylądowały tutaj. Oceny i nieprzygotowania, wiadomo, już były. 

Dalej przeszłam do rozrysowywania sierpnia i tu była większa ilość inspiracji. Zacznę może od samego wyglądu miesiąca. Postawiłam na motyw konstelacji. Zbliżała się noc spadających gwiazd (która niestety mi zbytnio nie wyszła) i uznałam, że to ciekawy pomysł. przy rysowaniu posiłkowałam się mapami nieba znalezionymi  w odmętach Google'a. Czasem używałam tez czcionki, która bardzo mi się spodobała, wyhaczonej też przypadkowo. (Nawet znalazłam tę czcionkę i mapę :D).


Jeśli chodzi o wnętrze, zaczęłam od znalezionej w czyimś filmiku strony, mianowicie nawyków. Pomysł świetny, jeśli coś robiło się danego dnia, zaznacza się na stronie. Idealne do codziennej motywacji i też patrzenia, na co ma się kiedy i ile czasu. 

Następnie również ściągnięty sen, czyli ile śpię. To już nie sprawdziło mi się tak dobrze, bo zazwyczaj nie patrzę na to o której się kładę. Niestety umieściłam to też w następnym miesiącu, który już robię, ale trochę zmieniłam formę, tam będę zaznaczała ilość godzin, zobaczę, czy ta forma bardziej przypadnie mi do gustu.

Komputer, czyli czas spędzony przy komputerze, to kolejny strzał w dziesiątkę. Widze duży rozstrzał, czasem gram za dużo, czasem w ogóle nie włączam maszyny. Pomaga mi to w samodyscyplinie. 

Następnie strony poświęcone blogowi, czyli statystyki oraz zaplanowane posty. Nareszcie mam to gdzie zapisać, czysto i przejrzyście! Jestem ciekawa, jak poprawią się statystyki. ;)

Ostatnie zrobione strony to "Dziękuję za...", gdzie zapisuje zalety każdego dnia, czyli świetna forma nauki pozytywnego myślenia i szkolna wyprawka, gdzie ogarniam rzeczy do szkoły. Następnie jest normalny kalendarz i przestrzeń na notatki na każdej stronie. Na końcu umieściłam przeczytanie i obejrzane. Zapisuje tam też ilość stron w przeczytanych książkach, bo kiedy tego nie było, co podsumowanie musiałam szukać ilości stron w Internecie.

Zaczęłam już też rozrysowywać wrzesień. Jest on w typowo jesiennych klimatach, bo już trochę nie mogę doczekać się tej pory roku. Wprowadziłam już tam parę zmian, zmieniłam rzeczy, które mi się nie spodobały i dodałam nowe.

Jeśli chodzi o używanie bullet journala, to jasne, czasem nie chce mi się uzupełniać tych wszystkich kolumienek, ale podchodzę do tego na luzie. Mam lukę trudno, gorszy czas, nie robię niczego na siłę. Jeśli jednak mam dobry dzie i wypełniam większość nawyków, czy uzupełniam przeczytane książki/obejrzane filmy mam z tego wielką satysfakcję. 

Ciekawi mnie jak dziennik poradzi sobie w trudnych warunkach szkolnych, kiedy to notatek będzie jeszcze więcej. Pożyjemy, zobaczymy.

Prowadzicie swoje bujo? A może się do tego przymierzacie? 
Piszcie w komentarzach!
Chętnie dowiem się też, czy chcecie więcej tego typu postów. Mogłabym co miesiąc pisać, co zmieniło się w moim dzienniku i jak mi się sprawdza. Podoba się taki pomysł?
Do następnego posta!
Snowflake

5 komentarzy:

  1. Bardzo fajny pomysł :D Swoje bujo prowadziłam od kwietnia do czerwca tego roku i możliwe, że znowu zacznę jak będzie szkoła :D Ale chyba bardziej wolę je oglądać, bo malować lubię i nie twierdzę, że nie umiem bo coś tam umiem, ale kurde jestem leniuszkiem XDD

    Pozdrawiam, Jabłuszkooo ♡
    Szelest Stron

    OdpowiedzUsuń
  2. Po raz pierwszy słyszę o prowadzeniu takiego dziennika i przyznam szczerze, że bardzo mi się to podoba ze względu na to, że jestem perfekcjonistką. Być może i ja podejmę się stworzeniu podobnego dzieła?

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaczęłam prowadzić taki zeszyt jakiś czas temu - i totalnie nie mam żadnych artystycznych uzdolnień, bo jedyne co potrafię narysować to jakieś patyczaki, jednak w dość uproszczony sposób staram się stać bardziej zorganizowana, wyznaczać sobie cele (i takie tam) ;) jednak jest to baardzo wygodne rozwiązanie, bo a)po co kalendarz, jak można zrobić samemu, z ilością miejsca na notatki taką, jak się chce ;)
    Ponadto robię jeszcze planner miesiąca na ścianę, by widzieć kiedy mam różne wizyty u lekarza (nie zajrzałam i przegapiłam). A wszystko po to, aby w końcu być nieco bardziej ogarniętą życiowo osobą :)
    Myślę, że posty co miesiąc z bujournalowym updatem będzie dobrym pomysłem :D
    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Oszalałabym, gdybym miała zapisywać godziny snu, zwłaszcza w czasie roku akademickiego XD To nie dla mnie, egzystuję na pograniczu narkolepsji XD
    Mam swoją Biblię Wszechrzeczy i to w niej zapisuję wszystkie ważne informacje, rozważania, pomysły na posty i dużo, dużo więcej. To po prostu notesiki, ale moja znajoma kiedyś nazwała aktualny Biblią Wszechrzeczy i tak zostało. Stoją te wymęczone notesiki w szafce, może kiedyś się pochwalę na blogasiu tymi magicznymi księgami XD

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawy pomysł na dziennik :) Ja przez jakiś czas zapisywałam sobie w specjalnym notesie przeczytane książki i te, które chcę kupić, ale szybko porzuciłam to zajęcie (trochę z lenistwa, ale w sumie i tak za mało tam było miejsca na to wszystko) :p

    OdpowiedzUsuń