czwartek, 22 marca 2018


Hej!
Po części kłamałabym pisząc, że jest to spontaniczna decyzja. Myślałam o tym od dawna, starałam się do tego nie dopuścić i dać radę przetrzymać te trudne chwile tak, by blog na tym nie ucierpiał. Przygotowania do matury zabierają mi jednak mnóstwo czasu i przez zmęczenie czuję, że postu tu nie są już tak dobre jak wcześniej.
Tak więc czas na przerwę. Od prowadzenia bloga, pisania tutaj. Na pewno nie od czytania, bo to mnie odpręża nawet w tym napiętym czasie. I pewnie zostaję na Instagramie, bo się w to wkręciłam. Więc jeżeli ktoś ma ochotę nadal mnie  obserwować, zapraszam tutaj.
Jestem pewna, że do bloga wrócę. Za bardzo pokochałam pisanie tutaj, dzielenie się moimi wrażeniami i uczuciami. Chcę to jednak trochę zmienić. Już chyba czas zerwać z tą nazwą z tym wyglądem. Dlatego pewnie wrócę nie zaraz po ostatnim egzaminie w maju. Nie chcę narzucać sobie żadnych terminów.
Życzcie mi więc powodzenia! Miejmy nadzieję, że matury pójdą po mojej myśli i wkroczę w nowy etap życia z dobrym startem!
Do następnego postu!
Już ostatni raz
Sunny Snowflake

Niezwykła rodzina i zwykłe skrzydła| Leslye Walton "Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender"


Skrzydła. Wyobrażacie sobie jakie to jest uczucie je posiadać? Ja nie potrafię objąć tego rozumem. Może dlatego sięgnęłam po „Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender” dziewczyny, która urodziła się z tym niezwykłym, ptasim atrybutem. Nie liczyłam tu na fakty anatomiczne, o nie. Chciałam poznać uczucia tej dziewczyny, postawy osób ją otaczających, poczuć trochę realizmu magicznego. Czy udało się autorce przekazać  to czytelnikom?
Powieść można podzielić a dwie części. Zaczyna się ona tragiczną historią rodziny Avy, osób wypisanych na pięknym drzewie genealogicznym zdobiącym jedną z pierwszych stron powieści. I zazwyczaj gdy słyszymy „historia rodu”, czy „saga rodzinna” odsuwamy od siebie takie dzieło, mając przed oczami wszelkie harlequiny ciągnące się niczym „Moda na sukces”. Nic bardziej mylnego! Dla mnie właśnie ten element był największą zaletą tej książki. W historii każdego członka rodziny kryje się tajemniczość, dziwność, niezrozumiałość, które mnie urzekły. Każdy z przodków Avy jest charakterystyczny, zapada w pamięć. Są one idealną podwaliną dla historii niezwykłej dziewczyny. I…

I tu zaczyna się zgrzyt, bo gdy pierwsza część powieści mnie zachwyciła druga była po prostu średnia. Mamy tutaj motyw obsesji, postrzegania głównej bohaterki jako istoty zesłanej przez Boga, pewnymi urojeniami. Brzmi bardzo ciekawie, nieprawdaż? I mogło być niezwykle interesujące, tyle że zostało przedstawione po łebkach, jakkolwiek. Jestem pewna, że gdyby książka została delikatnie przedłużona, a ten istotny dla fabuły wątek rozszerzony moja końcowa ocena byłaby o wiele wyższa.

Zaczynając, Ava miała być przedstawiona jako zwykła nastolatka w niezwykłej rodzinie. I taka właśnie jest, zamknięta w swoim fantazyjnym domu marzy o wolności, zwykłym, nastoletnim życiu, a skrzydła są dla niej jedynie utrudnieniem. Matka izoluje ją od świata, by nikt jej nie zranił, by dzieje nieszczęśliwej miłości się nie powtórzyły. Córka wobec tego się oczywiście buntuje. Wszystko zrozumiałe, ale mamy to opisanie przelotem, jak coś nieważnego. 

Poza tym wydaje mi się, że autorka świetnie radzi sobie z osobliwymi bohaterami dawnych czasów, jednak opis bardziej współczesnych nastolatków kompletnie jej nie wychodzi. Przyjaciele Avy są płascy, niewymiarowi, nic po sobie nie zostawiają. To samo mogę napisać o Nathanielu, tajemniczym mężczyźnie mającym obsesję na punkcie dziewczyny, który jest… nijaki. 

Właśnie do tego wątku mam największe pretensje! Trochę więcej stron, parę niuansów i kilka zdarzeń a byłby naprawdę bardzo dobry! Tak został zamknięty w może 100 stronach, paru spotkaniach, bez żadnych zaskoczeń. Były to po prostu zbyt proste, jakby napisane po łebkach, ginie w książce, choć powinien być jej najważniejszym wątkiem. Wydaje mi się, że autorka chciała umieścić tu za dużo mało znaczących historii, przez co ta najciekawsza zanika.

Jeżeli chodzi o zakończenie mam mieszane uczucia. Jest ono dla mnie bardzo niejednoznaczne, co dla jednych może być zaletą, dla innych wadą. Mnie tylko jeszcze bardziej zirytowało. Z drugiej strony jednak każdy może odczytać je trochę inaczej, więc jest w nim coś intrygującego.

Podsumowując, nie żałuję przeczytania „Osobliwych i cudownych przypadków Avy Lavender”, bo była to moja pierwsza styczność z realizmem magicznym i pod tym względem jestem zachwycona. Jednak uważam, że książka ta to zmarnowany ogromny potencjał. Lepsze rozwinięcie głównego wątku, a byłabym o wiele bardziej zadowolona.  Na pewno sięgnę jeszcze po coś w podobnych klimatach, bo mnie zafascynowały. Myślę, że warto się z nią zapoznać, jeżeli jest się w stanie przymknąć oko na parę wad.
Moja ocena - 6/10
Spotkaliście się z realizmem magicznym w książkach?
S.

sobota, 17 marca 2018

Skrawki: luty 2018



Trudno podsumowywać mi luty bo czuję, że już za chwilę to samo zrobię z marcem i wspomnienia tych pracowitych dni łączą mi się w jedno. Chyba nigdy wcześniej nie odczuwałam tak mocno upływu czasu.

Luty. Najkrótszy miesiąc minął mi błyskawicznie, napędzając tylko kolejne dni zbliżające mnie do przełomu – matury. Szczerze chciałabym żeby było już po, tak jakby po egzaminie dojrzałości wszelkie problemy miałyby ustać, jakbym przeszła do innego, idyllicznego świata pełnego wyjazdów i spełniania marzeń.

Na początku światełkiem w mroku ciągłej nauki były dla mnie Oscary. Było to jednak chwilowe, bo jeden z filmów wpłynął na mnie tak mocno, że nie chciałam oglądać już nic innego. Myślę, że potrzebowałam takiego dzieła, który pozostał ze mną pomimo upływu czasu, został w mojej duszy. Na pewno jeszcze nie raz po niego sięgnę. 

„...We rip out so much ourselves to be cured of things faster then we shoul that we go bankrupt by the age of thirty and we have less to offer each time we start with someone nem. But to feel nothing so as not to feel anything – what a waste! …”  

Prócz tego poznałam jedną w najlepszych książek jaką czytałam w całym moim życiu. „Tajemna historia” po części podważyła moje ideały, wiarę w moralność człowieka, moją moralność, która szybko zagięła się zgodnie z życzeniem Donny Tartt i bohaterów jej powieści. Magia tego dzieła, jego klimat do teraz pozostaje widoczny w moim życiu.

Szkoła przyniosła literaturę wojenną, czyli coś, co niesamowicie mnie fascynowało i przerażało zarazem. Jak człowiek umie zmienić świat w piekło, wielką rzeźnię, całkowicie splugawić do krwią niewinnych? Z drugiej strony jak autor, poeta czy pisarz potrafi przekazać w słowach ten ból, strach, przeraźliwość czasu wojny, zachować to na kolejne lata ku przestrodze przyszłych pokoleń…

Co prócz tego? Zaangażowałam się w Instagram. Może to coś małego, ale robienie zdjęć, przerabianie ich, szukanie własnego stylu również zaprzątało moje myśli. Co jest ważniejsze, spójność czy naturalność. Chyba udało mi się znaleźć kompromis między tymi dwoma aspektami.

Otaczałam się zielenią. Może to mój podświadomy sposób wzywania wiosny, nie wiem, wątpię, bo zachwycona byłam pojawieniem się śniegu i ochłodzeniami. Wracając, ku rozpaczy reszty domowników zaangażowałam się niesamowicie w pielęgnację roślin, często przy tym eksperymentując. Na szczęście starczyło im cierpliwości, a mnie zapas ziemi i pomysłów, na kolejne doniczki z niczego.

Nie wiem, czy już skrawki są takie, jakie chcę by były. Z jednej strony zależy mi na takiej naturalności, autentyczności, z drugiej boli słaba jakość. Ale czy na pewno byłoby to piękniejsze z ułożonymi kadrami idealnym światłem i nie trzęsącą się kamerą?

Luty minął szybko. Teraz czas będzie tylko przyspieszał. Za parę dni znowu usiądę przy biurku z kubkiem herbaty i napiszę kolejne skrawki. Nie wiem już, ma mnie to cieszyć czy przerażać.
A Wy wyczekujecie już wiosny?
Do następnego postu!
S.

środa, 7 marca 2018

Oscary 2018 moimi oczami



Hej!
Naprawdę liczyłam, że w tym roku przed Oskarami uda mi się obejrzeć chociaż większość nominowanych do Oscarów filmów, jednak nie wyszło. Najpierw, gdy miałam czas nie miałam ochoty, potem na odwrót. Mimo to postanowiłam jednak napisać tu krótki post gdzie napiszę opinię o obejrzanych przeze mnie produkcjach (całe 4, wow!) i co mnie w wynikach zaskoczyło, a czego się spodziewałam.
Zaczynając, pierwszy obejrzany przeze mnie film to „Dunkierka”, na której seansie byłam tuż po premierze. Trochę czasu już minęło, ale parę aspektów zostało mi w pamięci. Za pewno muzyka. To było cudo, ciągłe tykanie w tle, szybsze lub wolniejsze, podkreślające ten uciekający czas. Przekazanie wydarzenia historycznego w sposób nowy, który zainteresuje. Nie ma tu krwawych walk, nie ma rozgrywek politycznych. Są żołnierze. Czekający na ratunek ludzie. I pomimo tego, że wiemy jak ta historia się potoczy oglądamy ją w napięciu.
Coś co również zwraca uwagę w tym filmie to zdjęcia. Bardzo lubię ładne obrazy w filmach, bo według mnie to bardzo działa na widza, przekazuje emocje, zachwyca lub przeraża. Tu mamy szarość, mnóstwo hełmów, często porzuconych na plaży. Ogromne kolejki, korowody anonimowych postaci czekających na śmierć lub wybawienie.
Film miał jednak jedną, ogromną dla mnie wadę. Zakończenie. Pełne patosu, przesadzone. Niestety przez nie film trochę stracił w moich oczach. Mimo to bardzo mi się podobał. Nie dziwię się jego nagrodom za dźwięk czy montaż dźwięku, choć myślałam, że zgarnie też statuetkę zamuzykę filmową.
Moja ocena – 8/10

„Coco” zainteresowało mnie już gdy po raz pierwszy spojrzałam na zwiastun. Kolory, klimat, to było coś! I tak jak się spodziewałam film był bardzo dobry. Wzruszający, zaskakujący, przekazujący odpowiednie wartości. Zadowalał zarówno młodszych widzów w kinie jak i mnie.
Jest coś takiego w bajkach Pixara, że łapią za serce, a nie są tanie. Zostają w pamięci przez przekaz, sprawiają, że w oku zakręci się łza. Jednocześnie były sceny na których nie mogłam powstrzymać śmiechu.
Animacja była na bardzo wysokim poziomie, zachwycała kolorystyką. Większą uwagę przyciągają jednak piosenki. Jednak tu mam mały zgrzyt. Jak statuetki za animację „Coco” nie odbiorę to „Remember me”, piosenka, która dostała tegorocznego Oscara nie była według mnie aż tak dobra, i dla mnie to „Mystery of love” powinno wygrać. Mówi się trudno.
Moja ocena – 8/10

Zamarzyło mi się w tym roku być na bieżąco z filmami nominowanymi do Oscarów i obejrzeć ich jak najwięcej. Dlatego właśnie sięgnęłam po „Lady Bird”. Pewnie gdyby nie marcowe nagrody ominęłabym ten film bo plakaty czy opis zbytnio mnie nie kusiły. Teraz wiem, że ominięcia go nie ma co żałować.
Szczerze film mnie zawiódł. Ma pokazywać historię dziewczyny wkraczającej w dorosły świat, mającą swoje pierwsze miłości i poważne wybory. Buntowniczki, która jednak nie jest w stanie i tak zejść z utartego szlaku. I niby wiem, czego ta produkcja ma mnie nauczyć, o czym jest, ale oglądając film tego w ogóle nie czułam.
Poza tym schematy. Wiem, że w żadnym życiu ich nie ominiemy, ale to była chyba największa kompilacja schematów życia amerykańskiej nastolatki jaką widziałam. Przez to film wydaje się odrealniony i nie przyjmuje się go na poważnie.
Na pochwałę zasługuje aktorstwo, bo choć wybory głównej bohaterki bardzo mnie irytowały to Saoirse Ronan zagrała to tak, że umiałam z tę dziewczynę uwierzyć i określić jej charakter nie tylko słowem „infantylna”. Poza tym parę ujęć bardzo mi się podobało (szczególnie te z niebieskim domem).
Moja ocena to 6/10

Drugi oscarowy film obejrzany przeze mnie ostatnio poruszył mnie do głębi. "Tamte dni, tamte noce" (lub "Call me by your name", jak zresztą wolę) wspominam ostatnio w każdym poście tu czy na Facebooku.Tak jak jego poprzednik opowiada prostą historię, ale robi to w sposób niezwykły. Wakacyjna historia miłosna dwójki mężczyzn pełna jest niuansów, niedopowiedzeń, spojrzeń i gestów. Jest w tym filmie niezwykła zmysłowość, sensualność, oddziałuje ma widza nie tylko obrazem i dźwiękiem – oglądając go czujemy ten żar, smak słodkich brzoskwiń. Historia ta pomimo bajkowości otoczenia jest ogromnie smutna. Nie ma w niej niczego naciąganego, wręcz dziwi prostotą. Za to bohaterowie są wielowymiarowi, nie są idealizowani, mają złe cechy, wątpliwości. Aktorzy tym bardziej uwypuklają swoje postaci świetną grą.
Piękna scenografia, muzyka (wysłuchajcie jej, bo warto!), klimat, wspaniali aktorzy. Czego brakuje? Przekazu, o nim jeszcze nie pisałam, a jest zdecydowanie mocny i dociera nie tylko do osób homoseksualnych, a każdego z osobna. Tu szczególnie poruszyła mnie scena z brzoskwinią i rozmowa z ojcem – szczególnie to drugie, naprawdę, następnego dnia spędziłam godzinę, poszukując cytatu z niej. Lecz i bez tego pamiętam ją szczególnie. Cały film został ze mną, sprawił nawet, ze nie mogłam czytać, bo patrząc w tekst książki cały czas analizowałam film! Wspaniały i poruszający, zdecydowanie pozostanie w moim sercu.
Dla mnie to był film tych Oscarów i po nim już długo nie chciałam nic oglądać. Dlatego inne, podobno świetne filmy poszły w odstawkę. Jestem dumna, że dostał statuetkę za scenariusz adaptowany, żałuję tej piosenki, bo dla mnie jest genialna (choć wolę „Visions of Gideon”).
 Moja ocena – 10/10
A wy śledziliście tegoroczne Oscary? Czy dopiero będziecie nadrabiać laureatów najważniejszych nagród?
Do następnego postu!
S.

środa, 28 lutego 2018

To każdy powienien przeczytać!| Donna Tartt "Tajemna historia"



„Tajemna historia” to powieść o której cały czas jest głośno. Mam problem z takimi książkami, bo zazwyczaj po prostu mnie zawodzą i opinie o nich nie są adekwatne do prawdziwej treści, a jedynie napędzane sztucznym hypem. Pomimo to miałam ogromną ochotę zapoznać się z tą powieścią, która tak właściwie jest już klasykiem. Od lata chodziła za mną, pojawiając się w każdych czytelniczych planach. W końcu, na początku tego roku przyszedł na nią czas. I co? I się zakochałam.


Bardzo trudno opowiedzieć o tej książce niczego nie spoilerując. I długo zastanawiałam się, czy zdradzać tajemnicę, ujawnioną już na pierwszych stronach. Jest to jednak początek książki, a wydarzenie to wspomniane jest w opisie z tyłu. Jeżeli jednak, drogi czytelniku, chcesz podejść do tej książki nie znając żadnych faktów, tak jak ja to zrobiłam, omiń kolejny akapit, a najlepiej wyłącz tę recenzję i po prostu zacznij czytać to cudo.

Historia opowiedziana jest oczami Richarda Papena, młodego mężczyzny z Kalifornii, który postanawia uwolnić się od rodziców i wyjeżdża na studia do oddalonego college’u. Tam, pod wpływem grupy tajemniczych studentów i ich ekscentrycznego, czarującego wykładowcy przenosi się on z filologii angielskiej na klasyczną, dołączając do tej małej zamkniętej grupy. Grupy, której normalne życie nie wystarcza i eksperymentuje, chcąc czegoś więcej. Narkotyki, alkohol, dziwne obrzędy. W końcu jednak dochodzi do zbrodni. Jak zmieni to świat młodych studentów?

I zacznę może od zbrodni, a raczej o moralności. Lecz nie bohaterów, a czytającego. Bo wiedząc o tym strasznym czynie popełnionym przez bohaterów nie czułam do nich odrazy lecz im kibicowałam, nie chcąc, by sprawa ta ujrzała światło dzienne i zostali oni aresztowani. To straszne, bo odrobinę inna perspektywa, trochę sympatii do bohaterów i zarówno Richard jak i ja potrafimy przymykać oko na najgorszą zbrodnię, zabójstwo. Książka ta eksponuje kruchość ludzkiej moralności, poczucia dobra i zła, wystawiane na ciągłe próby.

Pierwsze z czym skojarzyła mi się „Tajemna historia” to „Zbrodnia i kara” Fiodora Dostojewskiego. Zarówno w tym klasyku tak samo tutaj ukazane są zmiany w człowieku, które zachodzą po morderstwie, popadanie w amok, szał, powolny upadek. Nawiązuje to też do greckiej komedii, bo w pewnym momencie nie ma już możliwości dobrej decyzji, bohaterowie skazani są na klęskę, ścigani przez bezwzględne fatum.

Mamy tu więc całą rozpiętość reakcji, tak samo jak całą rozpiętość charakterów. Bo tych sześciu studentów prezentuje zupełnie różne zachowania, charaktery i problemy. Każdy z nich jest bardzo charakterystyczny, wyjątkowy i godny zapamiętania, żeby nie użyć słowa ekscentryczny. Równie skomplikowane są relacje między nimi, ewoluujące z każdym rozdziałem, decyzją, zdarzeniem. Nie są oni idealizowani, wręcz mają dużo słabości, dziwności i niezrozumiałości. Wszyscy jednak charakteryzują się wyjątkową klasą, elegancją płynącą z ich zachowań. Czymś, czego w tych czasach wydaje mi się, że brakuje. Z nich płynie ta niezwykła energia, nawet w najbardziej szokujących momentach jesteśmy nimi oczarowani.

Dla mnie książka ta jest o szukaniu czegoś w ludzkiej egzystencji, na której bohaterowie po prostu się zawiedli. Mieli już pieniądze, posiadali wiedzę, lecz nadal nie czuli się spełnieni. I czy nie każdy czasem tak ma, że oczekuje od życia, od danej sytuacji więcej. Dla mnie wszelkie eksperymenty postaci ich dziwactwa wiążą się z tym, że te młode osoby, wkraczające w dorosły świat zostały mocno rozczarowane rzeczywistością i wolały oddać się mistycznej wizji starożytności oraz skrajnym uniesieniom.

Przyznam, że książka oczarowała mnie na tyle, że mogłabym pisać o niej jeszcze godzinami, wchodząc już na ścieżki interpretacji. Nie dziwię się zachwalającym ją opiniom fanów oraz ogromnej popularności. Dla mnie jest to wspaniały klasyk, dzieło, które powinien znać każdy. Po raz pierwszy trudno ująć mi w słowach  zalet powieści, tak bardzo ona mnie zachwyciła i jednocześnie mną wstrząsnęła. Więc, kochany czytelniku, jeżeli jeszcze nie miałeś okazji zapoznać się z oczarowującą „Tajemną historią” zrób to, a gwarantuję nie zawiedziesz się.
Moja ocena - 10/10
No cóż, zaczynam ten rok od bardzo dobrych powieści. A jak wasze  książki przeczytane na początku 2018?
Do następnego postu!
S.