środa, 25 stycznia 2017

Milena Wiktoria Jaworska "Miles"

Książki to zdecydowanie coś niezwykłego, a ich autorów, tworzących swoje własne światy, postacie, historię, którymi żyją, zagłębiają się w nie, rozwijają i przedstawiają możemy nazywać wręcz geniuszami. Jednak z umiejętnościami wiąże się doświadczenie, a co za tym idzie wiek. I choć nic nie mam do młodych twórców to najczęściej ich książki po prostu mnie zawodzą. Czy tak samo było w przypadku „Miles” której autorka podczas wydawania miała 16 lat?
Millie jest odludkiem. Jej charakter, zainteresowania, a w szczególności pozycja ojca, znanego polityka, który ubiega się o fotel prezydencki zdecydowanie nie pomagają. Jedną z niewielu rzeczy, które odprężają dziewczynę są gwiazdy, fascynujące ją, wciągające. Jej tajemnicza więź z ciałami niebieskimi nie jest przypadkowa, okazuje się bowiem, że dziewczyna nie jest zwykłym człowiekiem. We wkraczaniu w nowy, nieznany świat pomoże jej Aries. Wkrótce połączy ich uczucie, które nie powinno istnieć.
Przyznam, że nie przepadam za paranormal romance, chociaż wiem, że czasem można napisać dobrą książę z tego gatunku. Zazwyczaj jednak charakteryzuje je schematyczność. Tak samo jest w tym przypadku, on i ona, połączeni zakazanym uczuciem, mający niezwykłe moce. Było i to nie raz. Koniec książki można przewidzieć już po opisie, szczególnie, że składa się ona głównie z wątku miłosnego. Jest tu jednak mały powiew świeżości…
Zamiast typowych wampirów czy wilkołaków mamy gwiazdy. I to nie byle jakie z ciekawymi mocami, często niespotykanymi i poruszającymi wyobraźnię, jak pył, czy atmosfera. Mimo to przedstawienia tych ciekawych umiejętności było bardzo mało, tak jak ukazanie genezy gwiazd, skąd pojawiły się na ziemi, co będzie z nimi dalej. Zamiast tego mamy dużo o wspomaganiu Charliego Johnsona w jego politycznej walce, czy słodkicg scen z Millie i Ariesem w roli głównej.
Gwiazdy są tylko na niebie, na ziemi są ludzie, małe istoty, które niewiele mogą i zabijają się o to, kto na jakim stołku usiądzie. Ludzie zachowują się gorzej niż zwierzęta.
Jednak uczucie przedstawione w książce również nie zachwyca. Miłość po prostu się pojawia, znikąd, a bohaterka od razu się jej poddaje. Żadnego powolnego rozwoju relacji, ich dojrzewania. Szczerze nie wiem nawet w którym momencie to się zaczęło, ponieważ nawet ich „przyjaźń” była jak jeden wielki romans. Rodzicom głównej bohaterki również nie przeszkadza pojawiający się znikąd chłopak, deklarujący wielkie uczucia do ich córki. Znajomość jest krótka, tak właściwie bohaterowie nic konkretnego o sobie nie wiedzą a mimo to łączy ich miłość, która w moim odczuciu jest bardzo sztuczna i płytka, choć pełna wielkich słów.
Dał mi miłość, którą mogę opisać jako skrzydła, które unoszą mnie do góry za każdym razem, gdy nasze spojrzenia się splatają, gdy czuję ciepło jego oddechu w pobliżu, gdy sprawia, że wszystko wygląda na wyjątkowe mimo tego, że dookoła czai się masa zła.
Rodzice Millie pełnią ważną rolę w książce, wspierając córkę w świecie którego nie zna. Są obecni, co jest plusem, bo często w książkach młodzieżowych rodzina głównej bohaterki po prostu zostaje olana. Tutaj mamy ukazane uczucia łączące dziecko z rodzicami, są jednak bardzo sztuczne, idealizowanie, bez jakichkolwiek wad. Wszelkie sprzeczki zostają od  razu rozwiązane, a ich życie jest pozbawione jakichkolwiek problemów, nienaturalne. Mimo to jest to zaleta, a tę trochę nienaturalną relację fajnie się obserwowało.
Bohaterowie są jednowymiarowi, nie umiałabym przyporządkować do nich żadnych istotnych cech. Przez narrację pierwszoosobową powinniśmy poznać trochę lepiej uczucia głównej bohaterki, jednak tego tutaj również nie ma. Książka składa się głównie z akcji upchniętej w 220 stronach i czuję, że przeczytałam powieść o wszystkim i niczym na raz. Emocje przekazywane są źle, na jednej stronie bohaterka umie zacząć awanturę i ją skończyć, przez co i fabuła i dialogi są bardzo sztucznie. Muszę też ponarzekać na wydanie, pełne błędów, nie tylko gramatycznych, lecz i składniowych.
Podsumowując „Milles” to bardzo dobry pomysł zmarnowany przez brak doświadczenia autorki. Wątpię, że sięgnę po kolejną część. Żałuję trochę, że naprawdę fajny koncept gwiazd ukazany chwilami w naprawdę ciekawy sposób został tak słabo rozwinięty. Pozostaje nadzieją , że druga część trylogii Plejady lepiej ukaże ten temat, choć w tej chwili nie wiem, czy po nią sięgnę. Mimo to doceniam pomysł, ponieważ zdecydowanie gwiazdy są warte uwagi. :)
Moja ocena- 2/10
Snowflake

12 komentarzy:

  1. Kurczę, moja koleżanka zachwalała tę książkę., ale jak dobrze nam wiadomo są gusta i guściki ;).

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawa recenzja, ja na pewno nie sięgnęłabym po taką książkę, ale dla młodych osób to może być bardzo ciekawe przeczytać coś stworzonego przez równolatkę. Choćby dla samej motywacji, że MOŻNA! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ocena ostra, ale pewnie zasłużona.
    Też często rozczarowują mnie książki fantasy dla młodzieży. Zawsze miłość i żadnej głębi.
    Pojawiają się ciekawe wątki, ale zazwyczaj nie są ciągnięte. Pewnie autorzy nie bardzo wiedzą jak i w którą stronę albo te wątki to tylko tło dla miłości, która niestety sama w sobie jest nudna. Zwłaszcza ta idealna, bo czy są idealne uczucia tu na Ziemi? Wątpię.
    Blog mnie zaciekawił. Będę zaglądać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mimo tak słabej oceny jestem ciekawa co znalazłabym w środku :) Może kiedyś z czystej ciekawości przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie ma nic gorszego od zmarnowanego potencjału! Byłam dość mocno zainteresowana tą książką, jednak chyba skutecznie wybiłaś mi to z głowy swoją recenzją. Nie znoszę tak oczywistych przypadków insta love, gdzie wystarczy jedno spojrzenie, by bohaterowie zapałali do siebie ogromny, głębokim i niezniszczalnym uczuciem. A do tego jednowymiarowi, sztuczni bohaterowie... Brzmi jak przepis na małą katastrofę.

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmmm...nigdy wcześniej nie słyszałam o tej książce :D
    Widzę, że książka zz specjalnie ci się nie spodobała :P Raczej po nią nie sięgnę. Już pomijam fakt tych wad, ale jakoś sama fabuła mnie do siebie nie przekonuje :( No cóż :D
    Buziole :*
    pomiedzy-wersami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigdy nie słyszałam o tej książce i póki co jakoś mnie nie zaintrygowała, ale... muszę Ci coś powiedzieć!
    To Twoje najlepsze zdjecie, jest tak cudowne, że umre z zazdrosci tu zaraz <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawa, choć ostra recenzja. :) O książce nie słyszałam, szkoda że nie została rozwinieta w spsób, który by czytelnika zaciekawił, bo te gwaiazdy faktycznie są dobrym pomysłem :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie ta książka w ogóle nie interesuje, bo po paranormal romance nie sięgam, a to właśnie ze względu na schematy i zbyt szybką rodzącą się miłość między bohaterami. Tak więc "Miles" zdecydowanie nie jest książką dla mnie. Ale jednak plus dla autorki, że próbowała i może kiedyś wyda coś lepszego w przyszłości :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja od romansów (zazwyczaj) trzymam się z daleka, a od paranormal to już w ogóle. Do tego cała akcja napisana w 200 stronach, to zła oznaka, bo dobry romans powinien dłużej się rozwijać, a tak wydaje mi się że za szybko wszystko się potoczy albo za mało wydarzy.
    Raczej po nią nie sięgnę :/
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. A zapowiadała się tak świetnie :( Okładka, tematyka...Niestety teraz napewno po nią nie sięgnę, bo mam dość rozczarowań po polskich autorach :/
    Pozdrawiam (i zapraszam, oddaję wszystkie szczere komentarze ^^)
    Czytam, piszę, recenzuję, polecam

    OdpowiedzUsuń
  12. Oprócz piękniej okładki to nie widzę innego powodu, aby ją kupować. Na pewno nie przeczytam xd

    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń