środa, 1 marca 2017

Stephen King "Koniec Warty"

Przyznam, że bałam się tej książki. Druga część trylogii z detektywem Billem Hodgesem mnie zawiodła i bałam się, że ta książka również nie da rady odtworzyć klimatu i poziomu „Pana Mercedesa”. Do tego bardzo zniechęcało mnie dodanie elementów paranormalnych, które wydawały mi się kompletnie niepasujące do powieści detektywistycznej. Czy jednak moje obawy były słuszne?(Obiecuję- żadnych spoilerów. Jednak jeśli ktoś nie czytał jeszcze pierwszej części radzę nie zaglądać do opisu z tyłu książki.)

Wokół Brady’ego Hartfielda, „Zabójcy z Mercedesa” zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Przedmioty się poruszają, a jedna kobieta przebywająca blisko niego popełnia samobójstwo. Większość obstawia, że to wszystko to tylko zbiegi okoliczności jednak gdy ludzie, którzy ucierpieli podczas masakry Mercedesem zaczynają się zabijać Bill zaczyna węszyć. Szczególnie, że samobójstwom towarzyszy litera Z i stara, nieużywana już konsola.
Po przeczytaniu tej książki dochodzę do wniosku, że mój strach przed złym zakończeniem tak dobrze zaczynającej się serii jest bezsensowny. Sposób w jaki wprowadzony jest wątek paranormalny zaskoczył mnie logiką, powolnym rozwojem. W książce mamy wiele retrospekcji  w których powoli opisywane jest poznawanie nowych umiejętności przez bohatera. Niestety przez częste wspominki przeszłości książka traci na dynamizmie. Brak tu też zwrotów akcji, a niektóre rzeczy są po prostu bardzo przewidywalne. Jest to ogromny minus książki. Mimo to ma ona coś z tego klimatu, który tak polubiłam w pierwszej części.
 
Martwi ludzie nigdy nie wydają się bardziej martwi niż na policyjnych fotografiach.

 
Coś, co bardzo mi się podoba to znacząca rola Masakry Mercedesem. Jej widmo ciągnie się przez wszystkie książki aż tutaj co podkreśla jak wielką rolę pełniła w życiu niektórych ludzi ta tragedia. Cieszy mnie również wielki powrót niektórych bohaterów , głównie Brady’ego (który zresztą bardzo mnie intryguje), Fredie (znajomej Brady’ego z pierwszej części). Wzrosło też znaczenie Billa, Holly i Jerome’a, którzy w poprzedniej części aż tak nie wysuwali się na pierwszy plan. Co ważne widać w nich zmiany, jakie przynoszą płynące lata, co dodaje im prawdziwości.
Książka porusza bardzo ważny w tych czasach temat, jakim są samobójstwa, strefowanie ludźmi i namawianie ich do takich kroków, ale również uzależnienie od elektroniki, znaczenie Internetu oraz jego wpływ. I te tematy nie są potraktowane po łebkach, lecz sprawnie wplecione w fabułę, zwracające uwagę czytelnika. Bardzo podobało mi się wplecenie tak ważnego problemu w książkę.
Mógłby ją kontrolować, zmienić w kolejnego drona, ale nie chce tego zrobić, tak samo jak nie chciał wkraść się do domu pani Trelawney ciemną nocą i poderżnąć jej gardło. Morderstwo to nie kontrola; morderstwo to tylko morderstwo. Samobójstwo- to kontrola.

Podsumowując, „Koniec warty” to udane zakończenie trylogii Stephena Kinga. Według mnie nie dorównuje poziomem pierwszemu tomowi, ale mimo to jest bardzo dobre. Z pewnością na długo zapamiętam swoją przygodę z tą trylogią, bardzo klimatyczną i z ciekawymi bohaterami.
Moja ocena:
Książki- 8/10
Całej serii- 8/10
Snowflake

2 komentarze:

  1. Mam lekki (spory) uraz do Kinga po "Carrie" i jakoś nie ciągnie mnie do jego innych książek ;/

    Pozdrawiam
    toreador-nottoread.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń