poniedziałek, 17 lipca 2017

Julie Israel "Indeks szczęścia Juniper Lemon"



Młodzieżowe obyczajówki na rynku wydawniczym wyrastają jak grzyby po deszczu. Jak więc wybrać perełkę wśród tego wszystkiego? Trzeba się czymś wyróżnić. Jednak chyba każdy pomysł na fabułę książki obyczajowej został już wykorzystany, a często wręcz idą one już wytartymi schematami. Co więc zrobić? Wyróżnić się ciekawymi bohaterami, jak zostało to zrobione w „Indeksie szczęścia Juniper Lemon” autorstwa Julie Israel.
Minęło 65 dni od śmierci siostry Juniper, Camilli. Zmienia to cały świat dziewczyny, która teraz jest wytykana w szkole i nie dogaduje się z rodzicami. Dziewczyna odlicza te dni, robiąc Indeks szczęścia,  w którym wymienia wady i zalety poszczególnego dnia oraz go ocenia. Juniper gubi jednak 65 fiszkę, która zawiera tajemnicę. Do tego bohaterka odnajduje list swojej siostry do tajemniczego „Ty” i postanawia przekazać mu ostatnią wiadomość od swojej siostry tylko jak go znaleźć. Szukają fiszki dziewczyna poznaje wiele tajemnic i problemów swoich znajomych i stara się je rozwiązać.

To dość dużo informacji jak a początek książki i od razu czytelnik wrzucony jest w wir wydarzeń. Te parę elementów przeplata się przez całą powieść. Jest to jednak książka opowiadająca głównie o przeżywaniu straty – właśnie po to Juniper, chce przekazać list, dlatego spisuje fiszki, dlatego angażuje się w sprawy innych. By napełnić dziury, które pojawiły się w jej życiu. I ten motyw dziur, często powtarzany w tekście bardzo mi się podobał – Juniper musiała znaleźć sposób jak je zapełnić.

Kolejna pusta przestrzeń. One mnie prześladują: pauza, gdy wymawia się imię Camie. Dziura w moim Indeksie. Uniki tam, gdzie Cam powinna pojawić się w rozmowie, ale się nie pojawia. Jej puste krzesło przy obiedzie, brak jej szczoteczki i szamponu, jej butów w przedpokoju, jej kluczy na haczyku w uchni jej herbaty, jej ulubionych płatków w szafce. TY. Nie potrrafię uciec od tych dziur. Moje życie jest splecione z siostrą i teraz kiedy jej nie ma, wszystko się rozsypuje.

Książek o stracie było mnóstwo – co więc wyróżnia tę? Dobrze wykreowani bohaterowie. Juniper nie jest ideałem – jej wścibstwo czy chwilowa nadgorliwość  nie są najlepszymi wadami. Jednak to dodaje jej autentyczności. Poza tym bardzo podobało mi się jej postrzeganie świata (np. wcześniej wspomniane dziury). Jest to postać, która popełnia błędy, ale robi też wspaniałe rzeczy i za to ją zapamiętam.

Podobało mi się też poruszenie tematu relacji z rodzicami. Mama Juniper odcięła się od rodziny, nie jest już tą samą żywą osobą. W domu roi się od sekretów i stara się trzymać pozory wytrzymywania ze sobą i zgodnego życia. Tak naprawdę jest każdy jest przewrażliwiony na temat Cam. Było to bardzo autentyczne i pokazywało różne konsekwencje śmierci ważnej osoby.

Pustka po stronie stołu, z której siedziała Camilla, jest tak silna jak próżnia, która powoli wysysa z pokoju nawet wspomnienia. A wraz z jej czarującym śmiechem i energią szczeniaka znikają minione zwyczaje: opowieści mamy, kiepskie żarty taty, przekomarzanki, to jak w kuchni robiło się coraz głośniej, kiedy przekrzykiwali się z mamą coraz lepszymi, coraz zabawniejszymi ripostami i całanasza czwórka ryczała ze śmiechu i trzymała się za brzuchy. Teraz trudno się tego domyślić, ale przed śmiercią Cam mama była tak samo energiczna jak ona.

Przyjaciele Juniper to również bardzo ważny punkt książki. Zdecydowanie są charakterystyczni, lecz nie przerysowani, da się ich lubić. Nie ma o nich za dużo informacji, nie dominują książki, nie również jedynie elementem, który trzeba odbębnić i tyle. Naprawdę bardzo ich polubiłam, szczególnie Gąbkę (jeśli ktoś czytał: domyślałam się, co się święci z nim i… <3 ).

W książce, jak to w prawie każdej młodzieżówce występuje wątek miłosny, ale jest on tak delikatnie poprowadzony i nie przerysowany, że mi nie przeszkadzał. Na szczęście nie przeważył tej historii i nie muszę na niego narzekać, choć jeden kawałek trochę mi się w nim nie podobał.
Sam pomysł pisania Indeksu bardzo mi się spodobał. Jest to naprawdę niezwykła idea i trochę mnie zainspirował (choć nie spisuje czegoś takiego, bo jestem po prostu zbyt leniwa).

Mówi się, że żałobę przechodzi się etapami. Zaprzeczenie. Złość. Negocjacje. Depresja. I na koniec, jeśli opierać się na tym modelu, akceptacja. Mam zupełnie inne doświadczenia. Tak, były pewne epizody, nawet okresy każdego z nich, ale „etapy” nie pojawiają się w żadnym porządku. Nie są chronologiczne jak dni tygodnia, nie można ich przeliczyć i ułożyć jak łyżeczki do herbaty od najmniejszej do największej.

Podsumowując, „Indeks szczęścia  Juniper Lemon” to bardzo dobra młodzieżówka, z ciekawymi bohaterami, motywami i pomysłami. Choć bazuje na bardzo powszechnym motywie zachwyciła mnie i zdecydowanie zapamiętam ją na długo.

Szczęście: 8
Bohaterowie (+++)
Wątek rodziców (++)
Dziury (+++++)
Kawałek wątku miłosnego (-)
Tajemnica fiszki (--) dla mnie trochę to przesadzone
Watek Gąbki (+) tak mały, a tak uroczy <3
Zakończenie (++) niestety nie mogę tu niczego dodać, ale bardzo mi się podobało i dzięki niemu trochę inaczej odczytuję tę historię – bardziej jako historię o stracie i radzeniu sobie z nią niż po prostu dążeniu do celu.
Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu IUVI. <3
 Pozdrawiam!
Snowflake

3 komentarze:

  1. Podobała mi się ta książka :D Niby młodzieżówka, ale jednak ciut inna niż wszystkie ^^

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń
  2. Uuuuu, widzę, co zrobiłaś tu na końcu w recenzji (+++ za nawiązanie do książki <3 <3 <3)

    Pozdrawiam!
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że zostało to zauważone. ;) (+++ za miły komentarz <3)

      Usuń