środa, 31 sierpnia 2016

Helen Bryan "Oblubienice wojny"

Wydarzenia II wojny światowej wstrząsnęły całym światem, a autorzy chętnie korzystają z przeżyć i emocji tamtejszych ludzi w powieściach. Jedną z takich książek są „Oblubienice wojny” Helen Bryan. Czy ta książka mnie ujęła, tak jak wiele innych wojennych historii? Czy opowieści o młodych kobietach osadzone w wiosce Crowmarsh Priors, zapadną mi w pamięć?
 
Książka opowiada historie pięciu kobiet, całkowicie odmiennych, z różnych środowisk. Alice, córki zmarłego pastora, racjonalnej i poważnej, Elsie, młodej dziewczyny, która zostaje przeniesiona z Londynu, będąc rozdzieloną z matką i rodzeństwem. Tanni, Żydówki mieszkającej w Austrii, również oddzielonej od rodziny, która musi szybko poradzić sobie z rolą matki i żony, jednocześnie chcąc dowiedzieć się co stało się z jej krewnymi, Evangeline, mieszkanki Nowego Orleanu, która ucieka stamtąd, mając nadzieję, na lepsze życie z ukochanym w Anglii oraz Frances, rozrywkowej kobiety, która chce jak najbardziej służyć krajowi w ciężkich czasach.
Trochę dużo, jak na 400 stron. Niestety, autorka chciała umieścić tu za dużo, przez co łatwo zgubić się w plątaninie postaci, szczególnie gdy wszystkie się poznają i łączą je czasem specyficzne więzi. Przez ilość wątków nie można również zbyt wczuć się w daną postać, ponieważ książka opiera się bardziej na akcji, niż opisach emocji, co według mnie jest wadą. Przez mało przeżyć trudno przywiązać się do postaci i choć reprezentują skrajności są bardzo nijakie.
Osadzenie akcji w małej wiosce również nie jest dobrym pomysłem, ponieważ większość wątków to romanse poszczególnych postaci, a wydarzeń wojennych jest naprawdę mało. Interesujące wątki nie są dobrze wykorzystane, lecz poucinane, często w najgorszym momencie, tajemnica jest bardzo słabo prowadzona oraz bardzo domyślna, choć na jeden z jej aspektów nie wpadłam.
Niepotrzebnie również jest wprowadzona magia, która nijak pasuje do wojennego klimatu książki. Plącze ona całą sytuację, jednak uważam, że można było to rozwiązać inaczej, choć zmieniłoby to postrzeganie jednego bohatera.
Największą zaletą powieści jest to, że możemy trochę dowiedzieć się o codziennym życiu kobiet podczas wojny- ich problemach, trikach, mentalności, która bardzo zmieniła się przez te wszystkie lata. Książka niestety ma również okropną wadę- strasznie się dłuży czyta się bardzo powoli. Chwilami wręcz nudzi.
Niestety, „Oblubienice wojny” to zmarnowany potencjał i pomysł. Szkoda, bo historia zawarta w książce mogła być bardzo ciekawa. Książkę polecam osobom zainteresowanym historią oraz chcącym się dowiedzieć więcej o życiu kobiet podczas wojny, którym nie straszne są liczne wady tej powieści.
Moja ocena- 4/10


(źródło)
Tytuł: "Oblubienice wojny"
 
Autor: Helen Bryan
 
Wydawnictwo: Editio
 
Ilość stron: 404
 
 
 
 
 
 
 
Czytajcie!
Żyjcie!
Snowflake

środa, 24 sierpnia 2016

Benjamin Alire Saenz "Inne zasady lata"

Wakacje już się kończą, a wśród przeczytanych przeze mnie powieści mało jest typowo letnich książek. Być może to dlatego sięgnęłam po „Inne zasady lata”, o których słyszałam już wcześniej. Czy była to urocza, prosta, wakacyjna historia? A może to jednak bardziej głęboka opowieść?
 
 
Książka jest opowiadana z perspektywy Arystotelesa, nastoletniego mieszkańca El Paso, zagubionego, szukającego siebie, smutnego. Z problemami  o których nie umie rozmawiać z rodziną. Chciałby się dowiedzieć czegoś o swoim bracie siedzącym w więzieniu, czy o tacie, z którym ma bardzo słaby kontakt. Na basenie poznaje on Dantego, z którym połączy go przyjaźń, a z czasem nawet coś więcej.
Fabuła nie zachwyca i jest bardzo prosta. Najważniejszy w tej książce jest jednak przekaz. Poszukiwanie własnej tożsamości, siebie. Relacje z rodziną, problem, jakim jest brak rozmów. Częste milczenie dorosłych w trudnych tematach. Tolerancja, uczucia, akceptacja. Dorastanie. Powieść nie mówi jedynie o rozwijającej się między chłopakami relacji, ale jednocześnie rozwiązuje i zgłębia początkowe problemy Arystotelesa, a akceptacja i  podejście do siebie  pokazywane jest w dwa, odmienne sposoby.
Warto również zwrócić uwagę, na łatwy i przyjemny styl pisania autora, wprowadzający nas w lekko specyficzny, lekki klimat. Książka zawiera wiele pięknych sentencji, cytatów, które na długi czas zapadną mi w pamięci. Styl pisania przypominał mi trochę „Charliego”, dlatego jego fanom ta powieść na pewno się spodoba.
Burze zawsze sprawiają, że czuję się bezbronny. Mimo że lato składało się przede wszystkim ze słońca i upału, dla mnie oznaczało burze, które przychodziły i odchodziły. A wtedy zostawałem sam.
Z pewnością zdążycie jeszcze przeczytać tę książkę, szczególnie, że czyta się bardzo lekko, szybko i przyjemnie. Mi przy moim wolnym tempie czytania zajęła dzień, więc nie będzie z nią problemu.
Powieść ma jednak parę wad. Szczególnie odznacza się fabuła, która jest bardzo prosta, a zakończenie według mnie mocno przesłodzone i przewidywalne. Chwilami przydałoby się odrobinę więcej opisów przeżyć, chwilami filozoficznych przemyśleń jest dla mnie za dużo.
Ponarzekam też na polską okładkę, która do pięt nie dorasta tej pięknej, zagranicznej, nawiązującej do fabuły. Czemu u nas tak jej nie wydano, czemu ;-;  Radzę porównać okładki, by później móc narzekać na polską.
Książkę polecam z całego serca. Ja osobiście się na niej wzruszyłam (choć przyznam, ze na książkach często mi się to zdarza). Uważam, że powieść ta jest idealna na dobre zakończenie wakacji :)
 Czytajcie!
Żyjcie!
Snowflake

niedziela, 21 sierpnia 2016

Wsparcie dla książkowych blogerek :)

Hej!

Dziś bardzo krótki post.
Blogów o książkach i czytaniu jest coraz więcej i bardzo się z tego cieszę. Żeby jeszcze bardziej propagować czytanie powieści i pisanie o nich Wydawnictwo Wymownia zorganizowało akcję "Książki dla blogerek" dzięki której otrzymujemy darmowe ebooki, które możemy (nie musimy!)recenzować.

Sama dowiedziałam się o tej akcji niedawno i bardzo spodobała mi się ta inicjatywa. Mam nadzieję, że rozwinie się ona i coraz więcej książkowych blogerek- szczególnie początkujących się o niej dowie.

Wszystkiego można dowiedzieć się TUTAJ
Zapraszam do udziału!

Żyjcie!
Snowflake

środa, 10 sierpnia 2016

Stephen King "Znalezione nie kradzione"

Pierwsza część mnie zachwyciła. Fajna powieść detektywistyczna z ciekawym antagonistą, śledząca ruchy obu stron w klimacie amerykańskich filmów z gliniarzami i pięknymi kobietami, pełna- niestety przewidywalnych zwrotów akcji i pochłaniająca. Jak do tego opisu ma się druga część? Co zostało zmienione, a co pozostało takie, jakie było w pierwszej części? Spodobało mi się?
 
 
Książka jest skupiona na Jimmym Goldzie- fikcyjnej postaci powieści napisanych przez Johna Rothsteina. To właśnie on doprowadził do tego, że Morris Bellamy napadł na farmę, gdzie mieszkał ten autor i zabił go, kradnąc pieniądze oraz notatniki, w których są dalsze, niewydane części "Uciekiniera". Następnie schował skarb i przez zupełnie inne wydarzenia trafił do więzienia.
 
Skarb znajduje młody Peter Saubers. Pieniądze zawarte w nim ratują rodzinny budżet, który podupada, a pozostawione notatniki powodują u niego wielką miłość do literatury, a szczególnie do postaci Jimmy'ego Golda. Bellamy jednak wychodzi po wielu latach z więzienia i chce odzyskać to, co według niego mu się należy.
 
Fabuła początkowa jest trochę pokręcona, co powoduje to, że do tych ważniejszych wydarzeń dochodzimy powoli, a wstęp i wytłumaczenie całego początku jest dość długie. Nie ciągnie się to tak jak w "Podpalaczce", ale jest lekko uporczywe, szczególnie niepotrzebne opisy nowej pracy Hodgesa i Holly, które tak właściwie nic nie wprowadzają i są po prostu zbędne.
 
I mój największy zarzut do tej książki. Sięgnęłam po nią mając nadzieję na kolejną dobrą powieść detektywistyczną, a dostałam thriller psychologiczny, mówiący o książkowej obsesji. Temat naprawdę fajny, ale nie tego się spodziewałam. Brak zaskoczeń, zwrotów akcji znanych mi z pierwszej części trylogii, przez co książka aż tak mnie nie wciągnęła i chwilami mi się dłużyła, choć miała też kawałki przy których nie mogłam się od niej oderwać.
 
Dwójka głównych bohaterów- Peter Saubers i Morris Bellamy jest bardzo interesująca. Bardzo dużo ich łączy, ale również dzieli. Oboje uwielbiają Jimmy'ego Golda, odwiedzają te same miejsca, w różnym czasie dzielili jeden dom. Oboje chcą notatników. Tyle, że umieją zapłacić za nie różne ceny.
 
Peter ma rodzinę, która jest dla niego najważniejsza, spokojne życie. Morris, opuszczony poświęcił już na tyle dużo, że nie chce odpuścić, a jego miłość do literatury już dawno zamieniła się w obsesję, która zniszczyła mu życie.
 
Ucieszyło mnie to, że nadal ciągną wątek ofiar Pana Mercedesa. Ojciec Petera jest jedną z nich, został kaleką, przez co budżet rodziny upadł, a znalezione pieniądze były dla nich wielkim szczęściem. Hodges odwiedza również Brandy'ego w szpitalu, ponieważ zaczynają dziać się wokół niego dziwne rzeczy.
 
Według mnie za mało było polubionych przeze mnie postaci z pierwszych części. Choć dowiadujemy się o ich dalszych losach w wielu przypadkach jest to okrojone i brakuje mi ich długiej współpracy. Po prostu pojawiają się w kulminacyjnym momencie, pomagają i tyle.
 
W książce jest dużo o pisaniu, pisarzach i miłości do książek. Ciekawie również pokazuje obsesję do literatury i poświęcenia, których ona wymaga. Przyjemnie śledziło się rozwój miłości do Jimmy'ego Golda, jak ona niszczy i naprawia życie oraz kontrast między bohaterami.
 
 
Dla czytelników jednym z najbardziej elektryzujących odkryć jest właśnie to, że są czytelnikami - że nie tylko potrafią czytać (co Morris już wiedział), ale że są w tym zakochani. Beznadziejnie. Bez reszty. Pierwszej książki, która to sprawi, nie zapomina się nigdy. Każda strona niesie nowe objawienie, nowy ogień i zachwyt.
 
 
I moja największa bolączka, czyli wydanie. Dla mnie sama okładka i fragment na skrzydełku to wielkie spoilery, które w dużym stopniu zniszczyły mi książkę. Niestety zagraniczne wydanie jest takie samo.
 
Czy sięgnę po ostatnią część trylogii? Zapewne tak, choć nie rwę się do tego, jak do "Przewieszenia" czy "Chłopcy 2. Bangarang", które ma już w planach na wrzesień (jeśli uda mi się dorwać je w tym miesiącu). To tej książce spodziewałam się zdecydowanie czegoś innego, dlatego nie sprawiła mi wielkiej radości i przyjemności, jednakże zdecydowanie nie jest zła.
 
Moja ocena- 6/10
 
Czytajcie!
Żyjcie!
Snowflake

sobota, 6 sierpnia 2016

Podsumowanie i ulubieńcy lipca 2016


Hej!
Znów na blogu była mała przerwa i zastój spowodowany masą roboty, za który serdecznie przepraszam Was jak i samą siebie. Dziś postanowiłam spróbować czegoś nowego i napisać post, w którym przedstawię miesięczne książkowe podsumowanie oraz rzeczy, które szczególnie mi się spodobały. Lipiec był dziwnym miesiącem. Wakacyjne rozleniwienie przeplatało się z dniami, w których robiłam bardzo dużo oraz spotkaniami z przyjaciółmi.

Przeczytane
Niestety przez to wszystko bardzo mało przeczytałam. Na początku wyniki były dobre, później mój zapał ostygł, szczególnie przy jednej książce.

Tak więc w lipcu przeczytałam:
  • "Chłopców" Jakuba Ćwieka którzy bardzo mi się spodobali i już napisałam recenzję
  • "Ekspozycję" Remigiusz Mroza, czyli kolejną trafioną książkę, które recenzja również się pojawiła
  • "Znalezione nie kradzione" Stephena Kinga, która mnie zawiodła, ale o tym będziecie mogli poczytać już w środę ;)

Obecnie czytam

"Oblubienice wojny" Helen Bryan towarzyszą mi już drugi tydzień i w końcu dziś rano udało mi się je dokończyć. Opinia również pojawi się na blogu.


Chcę przeczytać
  • "Droga cienia" Brent Weeks, to książka którą pożyczyła mi moja przyjaciółka, za co serdecznie jej dziękuję. Mam zamiar jeszcze dziś ją zacząć.
  • "Inne zasady lata" Benjamina Alire Saenza zostały przeze mnie dorwane ostatnio po promocji. Słyszałam o tej książce dużo dobrego i z pewnością będzie idealnym wyborem na wakacje. ;)
  • "Bezcenny" Zygmunta Miłoszewskiego jest podobno ciężką lekturą, dlatego wątpię, żebym znalazła na nią czas w roku szkolnym i chcę ją przeczytać w sierpniu.
  • "Zwiadowcy" Johna Flanagana to książka, do której wracam po kilku latach. Pamiętam, że lubiłam tę serią, więc na pewno się nie zawiodę. :)
  • "Księżyc Myśliwych" Katarzyny Krenz i Julity Bielak zachęcają mnie klimatem mroczności i tajemnicy. Mam nadzieję, że się nie zawiodę.

W lipcu szczególnie polubiłam:

  • "Iluzję" oraz "Iluzję 2". Tak się złożyło, że pierwszą część oglądałam z przyjaciółką, a potem zorientowałyśmy się, że za parę dni ma wyjść druga część i wybrałyśmy się na nią całą paczką. Filmy te na pewno nie są do przemyśleń, typowe kino rozrywkowe, jednak na dobrym poziomie z fajnymi bohaterami i ciekawą fabuła. Z drugiej części szczególnie pozostała mi w pamięci Lula oraz scena z kartami.
(źródło)
 
  • Of monster and men, a szczególnie album "My Head Is An Animal", który tak właściwie słucham teraz nieustannie. Klimat ich piosenek jest tak niezwykły, nie da się tego opisac. Tego po prostu trzeba posłuchać. Według mnie "Sloom" "Slow And Steady", "King And Lionheart", czy "Lakehouse" to prawdziwe perełki i na zawsze zostaną w moim serduszku.
(źródło)

  • Warszawę! W sumie nigdy nie lubiłam stolicy, ale spędzając w niej wiele świetnych chwil z przyjaciółmi, odwiedzając te wszystkie księgarnie oraz pijąc pyszną kawę poczułam urok tego miejsca, Warszawiaków, szczególnie tych starszych, którzy byli bardzo pomocni i kulturalni oraz wspomnień tam powstałych.
A czy Wy macie coś wyjątkowego, co polubiliście w lipcu lub przeczytaliście jakieś fajne książki? Chętnie poczytam o tym w komentarzach :)

Żyjcie!
Snowflake