środa, 24 maja 2017

Rebecca Stead "Kłamca i szpieg"



Kłamca i szpieg to druga książka Rebeccy Stead dostępna na polskim rynku wydawniczym. Słyszałam parę pozytywnych opinii jej poprzedniego dzieła, więc postanowiłam, że z tym musze się zaznajomić – szczególnie, że jest dość krótkie. Opis też przyciąga. Gwarantuje, że czytelnik nie przewidzi zakończenia. Ale czy na pewno?

Georges, młody chłopak przeprowadza się ze swojego starego domu do bloku. Jest to spowodowane utratą pracy przez jego tatę. Do tego by rodzina utrzymała dobry byt musi brać dodatkowe dyżury w szpitalu. W piwnicy Georges widzi dziwną listę do klub szpiega. Jego tata wpisuje coś do niej dla żartów. Co dziwne, pojawia się odpowiedź i Georges trafia na Sufera – szpiega, wielbiciela kawy. Ich wspólną misją staje się tropienie Iksa – tajemniczego sąsiada. Kim tak naprawdę jest Iks i kto jest tytułowym szpiegiem?

I wtedy zdaje sobie sprawę, że Safer może być czymś, co mama nazywa niewiadomą. Innymi słowy: jest jeszcze dziwniejszy, niż mi się wydawało.
Książka jest bardzo przyjemna, miła w odbiorze na jeden luźny wieczór. Historia jest krótka, zawiera parę wątków i przyznam, że według mnie nie wszystkie zostały wystarczająco rozwinięte. Powieść chwilami śmieszna. Sądzę, że jest idealną książką do relaksu o której jednak szybko się zapomina.
Bohaterowie są bardzo sympatyczni. Szczególnie polubiłam Candy, młodszą siostrę Suffera. 

Atmosfera panująca w tej rodzinie jest naprawdę wyjątkowa, wszyscy są ciekawymi osobowościami gromadzącymi się pod jednym dachem. Georges szybko zaczyna spędzać tam dużo czasu, szczególnie, że jego oboje rodzice starają się rozwiązać swoje, spychając syna na dalszy plan.

Książka mówi też o znęcaniu się nad dziećmi przez rówieśników. Pokazuje, że w kupie siła. Łamie zasady, które są nam cały czas wpajane – hierarchię szkolną, nie wychodzenie przed tłum. Pokazuje, że inność jest wiele warta.

Są różne zasady. Te, o których mówi tata zostały spisane w regulaminie szkoły. Ale są i takie, według których po prostu żyjemy, nawet się nad nimi nie zastanawiając. Candy ma rację: dlaczego jej stół nie miałby być superstołem? Kto każe mi zdobywać flagę drużyny przeciwnej? Dlaczego Bob musi pisać „górnolotny przez ó zamknięte?
A gdyby tak wymyślić własne zasady?
Bardzo podobają mi się dwa motywy pojawiające się w książce: ptaków, dokładniej papug mających gniazdo na bloku naprzeciwko oraz testu smaków, który ma się odbyć w szkole. Niby nic nie znaczące rzeczy wnoszą dużo do fabuły i pociągają za sobą wiele wydarzeń.

 – Ludzie wcale tak bardzo nie różnią się od ptaków. Jeśli obserwujesz ich wystarczająco długo, dowiesz się o nich wszystkiego, czego chcesz.

Nie przewidziałam zakończenia. I zaskoczyło mnie, choć nie tak jak myślałam. Spodziewałam się jakiejś wielkiej sprawy, dramatyzowania, akcji i wybuchów. Dostałam prostą historię o radzeniu sobie z wszelakimi problemami. Jest w niej jednak jakaś nauka, którą uważam za bardzo mądrą. Coś pokazujące zachowania i psychikę człowieka, szczególnie tego młodego.

Podsumowując, „Kłamca i szpieg” to bardzo przyjemna powieść, która nie wniesie niczego wyjątkowego w życie czytelnika, jednak zawiera bardzo ważną lekcję. Serdecznie ją polecam na odstresowanie się w ciekawy sposób  i z odrobiną refleksji.
Moja ocena – 6/10
Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu IUVI.
 Snowflake

niedziela, 21 maja 2017

Warszawskie targi książki 2017 moimi oczami + bookhaul



Hej!
W tym roku pierwszy raz w życiu odwiedziłam Warszawskie Targi Książki. Teraz już wiem, że nie ostatni.  

Na targach spędziłam dwa dni – piątek wraz z klasą oraz sobotę już we własnym zakresie. Przez oba dniu robiłam książkowe zakupy, kręciłam się po stoiskach, w sobotę również stałam po podpisy. Może się wydawać, że spędziłam tam bardzo dużo czasu, ale uważam, że odwiedzenie tej imprezy dwa razy to był bardzo dobry pomysł – za pierwszym bardzo trudno było mi się zorientować w przestrzeni, nawet z mapą. W drugim dniu już spokojnie podążałam w każde miejsce.

Targi to świetne miejsce na zapoznanie się z polskimi wydawnictwami i ich ofertą. Każde z nich na swoim stanowisku miało katalogi, zakładki czy – co bardzo mi się spodobało – fragmenty niedługo wydawanych książek, co pomoże w decyzji, czy warto ją przeczytać. Jeśli chodzi o zakupy to przy wydawnictwach dużych rabatów nie było – w większości (ale nie wszystkich!) przypadkach te same ceny, co w sklepach internetowych – gównie -20-30%. Za to świetne oferty miały antykwariaty i tania książka ulokowana przed stadionem.

Sobota –dzień pod znakiem zakupów i podpisów minął mi na staniu w horrendalnie wielkich kolejkach. Przez to nie trafiłam na wymianę książkową – nie zdążyłabym. Później pomyślałam i przychodziłam na zaplanowane spotkania przynajmniej pół godziny wcześniej. To jednak nie zmieniło faktu, że do Remigiusza Mroza już 45 minut przed jego spotkaniem kolejka była wielka.

Coś co uwielbiam na targach to ludzie. Większości nawet nie znam imion, ale z pewnością ich zapamiętam. Szczególnie tych stojących ze mną w kolejkach, bo z nimi spędziłam najwięcej czasu. Nikt kompletnie nie miał oporów mówić sobie na „ty”, śmiać się, czy narzekać na ludzi, którzy do podpisu przynosili paręnaście książek (byli tacy!).

 Jeśli chodzi o autorów to odwiedziłam Jakuba Ćwieka i Remigiusza Mroza. Prócz wpisu robiłam oczywiście pamiątkowe zdjęcia i wymieniłam parę zdań. Spotkanie z lubianym autorem to zdecydowanie miłe doświadczenie. Warto było znosić te kolejki.


W piątek zdarzyła mi się jednak nieprzyjemna sytuacja. Moja klasa była umówiona na wykład o Pawiaku na którym się nie pojawiliśmy, bo nagle całe piętro zostało zablokowane! Wszystko przez przyjazd prezydenta – rozumiem, ale czemu nie było to uprzedzane, nie zrobili jakiegoś ogłoszenia, żeby ludzie wcześniej dostali się tam gdzie chcą. Sytuacja była bardzo nieprzyjemna, zamiast wykładu dodatkowo godzinę pochodziłam po stanowiskach, ale kolejny zgrzyt zdarzył się przy wyjściu z targów – trzeba było stać w wielkiej kolejce, bo każdy był sprawdzany.

Pomimo to pobyt na targach wspominam bardzo przyjemnie. Z pewnością za rok również się na nich pojawię. Serdecznie polecam tego rodzaju imprezy, bo można poznać ludzi mających tę samą pasję, ciekawe wydawnictwa czy autorów. 

Wracając do rzeczy, które zdobyłam ta targach: pełno zakładek, które większość wydawnictw rozdawała, katalogi, fragmenty książek, ołówki – tego jest mnóstwo! Teraz zdecydowanie nie będę narzekała na brak zakładek. Nie należy jednak przesadzać z częstowaniem się darmówkami – słyszałam o Pani, która podeszła do stanowiska z pytaniem „Państwo też rozdają darmowe torby”- to bardzo niekulturalne. Prócz tego było wiele gadżetów książkowych do kupienia – torby, zakładki, co tylko można sobie wymarzyć.

Łupy dnia pierwszego.
Jeśli chodzi o książki to kupiłam ich 6 – 2 pierwszego dnia, 4 drugiego. Większość w tanich książkach, jedną w antykwariacie i dwie u wydawnictw. Ceny były przystępne, ale radzę pary razy sprawdzać – za „Harry’ego Pottera” dałam 16zł, a na stanowisku obok z podobnym stanie sprzedawano za ponad 20zł. 

Moje zakupy to:                                                                                                                                 
piątek:

  •  J. K. Rowling „Harry Potter i czara ognia” – kupuję póki są jeszcze stare wydania,
  • Agata Christie „Kot wśród gołębi” – w końcu czas zapoznać się w królową kryminału!



sobota

  • Agata Christie „Parker Pyne na tropie” – jak wyżej,
  • Mira Jacob „Tango lunatyków” urzekła mnie okładka i opis,
  • Haruki Murakami „Słuchaj pieśni wiatru” i „Flipper poku 1973” – dużo słyszałam o tym autorze, poza tym nigdy nie czytałam niczego z literatury japońskiej,
  • Vladimir Nabokow „Lolita” – dużo słyszałam o tej książce i po prostu mnie ciekawi.

A Wy? Byliście kiedyś na targach lub zamieracie się wybrać? Piszcie!
Snowflake

środa, 17 maja 2017

Brandon Sanderson "Piasek Raszida"



Choć wcześniej z twórczością Brandona Sandersona miałam bardzo mało do czynienia, bo przeczytałam jedynie „Duszę cesarza”, to wiedziałam, czego po jego książkach się spodziewać – ciekawego świata, magii, bohaterów, ogólnie bardzo dobrej fantastyki. Po „Piasku Raszida” moja opinia o autorze musi się trochę zmienić – do zalet jego powieści dopisuję wielkie poczucie humoru.

Alcatraz Smedry jest bardzo pechowym dzieckiem. Wszystko czego się dotknie niszczy przez co jako sierota trafia z jednego domu do drugiego. W dniu swoich trzynastych urodzin dostaje spadek od swoich nieżyjących rodziców, którym jest… woreczek piasku. Przedmiot ten, szybko skradziony wprowadza Alcatraza w świat Wolnych Królestw i Bibliotekarzy, którzy prowadzą ze sobą wojnę i rozpoczyna ciąg przygód chłopca.

Narracja zdecydowanie wyróżnia tę książkę. Książka jest jak autobiografia głównego bohatera, który często zwraca się do nas. Podkreśla on, że pomimo jego sławy nie jest od dobrym człowiekiem i przestrzega przed bibliotekarzami. Pokazuje triki pisarzy, często je komentuje, narzeka na nie – naprawdę ciekawy zabieg. Fabuła jest dość prosta – jak to w książce dla dzieci, lecz wciąga i można się w paru momentach mocno zaskoczyć.

Bohaterowie są bardzo nietypowi. Chłopak który wszystko niszczy, jego ekscentryczny dziadek, którego przekleństwa uwielbiam („na horrendalną hiperwentylację” to perełka <3), trzynastoletnia wojowniczka…, jest z czego wybierać. Wszyscy są naprawdę fascynujący i swoimi niezwykłymi charakterami zdecydowanie umilają lekturę.

Jak już wspominałam, książka jest kierowana do dzieci, co sprawia, że fabuła i magia musza być dość proste. Ale czy nudne? Oczywiście, że nie! Sanderson dał radę stworzyć prosty, ale ciekawy  świat i niespodziewane umiejętności. Antytalenty są tu talentami – umiejętność psucia, spóźniania się czy gadania od rzeczy. Bibliotekarze opanowali świat, a specjalne soczewki umożliwiają niezwykłe rzeczy – choćby okulary laserowe.

Kolejną zaletą tej powieści jest humor. Komentarze narratora wręcz ociekają sarkazmem. Do tego niektóre sytuacje wymuszają u czytelnika łzy spowodowane śmiechem oczywiście. Nie polecam czytać tej książki w miejscu publicznym, bo mogą was wziąć za wariata śmiejącego się do książki.

Coś, co mnie urzekło, to wydanie. Ilustracje sia naprawdę śliczne. Przy nich też często pojawiają się kąśliwe uwagi. Dodatkowo na początku każdego rozdziału jest para okularów, zawsze inna i niezwykła. Cudo!

Podsumowując, „Piasek Raszida” to bardzo ciekawa i bardzo śmieszna książka nie tylko dla dzieci. Warto zapoznać się z przygodami Alcatraza, bo można się przy tym dobrze pośmiać i zagłębić w ciekawy świat. Ja już czekam na kolejny tom. 
Moja ocena - 8/10 
Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu IUVI.
Snowflake

sobota, 13 maja 2017

5 rzeczy, które lubię w wydaniach książek

Hej!
Ostatnio tutaj trochę narzekałam na wydania książkę, dzisiaj trochę pochwalę. Jest parę rzeczy na które zwracam uwagę w książkach, a nie są okładką - każdy ma inny gust i okładki to bardzo osobista kwestia. 

  1. Ciekawe grzbiety książek - bardzo lubię ten element, bo tak właściwie to pierwsze co widać na półce. Szczególnie lubię te z elementami złota (prawdziwa sroka ;) ). Dobrze też jeśli są do siebie dopasowane.
  2. I właśnie dopasowanie. Ogromnie lubię, gdy wszystkie książki do siebie pasują. Niedopasowanie serie to półkowa zmora, ale te udane zachwycają.
  3. Ilustracje, zwłaszcza te ładne i dopasowanie fabularnie, lecz niezbyt spoilerujące. Dodają mnóstwo klimatu.

  4. Ozdobniki na początku rozdziału - równie klimatyczne i często naprawdę śliczne! Pomysłowość przy ich robieniu mnie zachwyca. 
  5. Wstążeczka - coś przeuroczego, dodającego mega klimatu i niezwykle praktycznego - pilnowanie zakładki i zaznaczanie losowymi karteczkami odchodzi w zapomnienie.
A Wy macie jakieś wyjątkowo lubiane rzeczy w wydaniach książkowych? Piszcie w komentarzach. :)
Pozdrawiam!
Snowflake

środa, 10 maja 2017

Sara Pennypacker "Pax"



O „Paxie” słyszałam bardzo dużo dobrego. Miała to być jedna z tych wyjątkowych lektur, które są całkowicie uniwersalne, trafią i do dziecka i do bardziej dojrzałego czytelnika. Wzruszająca powieść pokazująca wspaniałą relację między chłopcem a zwierzęciem była wręcz porównywana do „Małego księcia”. Czy się w tym zgadzam? Cóż, książka Sary Pennypacker z pewnością jest bardzo mądra i porusza serca, lecz z „Małym księciem” zdecydowanie bym jej nie porównywała.

Nadchodzi wojna. Ojciec Petera dołącza do wojska, więc chłopiec musi przenieść się do dziadka. Niestety musi pozbyć się też swojego towarzysza, lisa Paxa, w którym chłopiec był nierozłączny. Peter szybko zdaje sobie sprawę z tego, że nie może pozostawić lisa i ucieka od dziadka, by go odnaleźć. Czy mu się jednak uda?

Historię poznajemy z dwóch perspektyw – chłopca oraz lisa. Oboje w czasie rozstania mają wiele przygód, na nowo poznają świat. Wydarzenie przez które przechodzą z pewnością ich zmieniają. Od początku do końca widać jednak bardzo silną więź, która ich łączy. Pax wiernie czeka na „swojego chłopca”, Peter robi wszystko by odnaleźć swojego zwierzaka. Są pewni ponownego odnalezienia siebie. Ta więź jest tak wspaniała, nierozerwalna i magiczna, że od razu chce się przytulić własnego zwierzęcego przyjaciela. Bo chyba każdy właściciel zna ten rodzaj miłości, który łączy go z jego pupilem.

Czasami Peter miał takie dziwne wrażenie, że on i Pax stanowią jedno. Po raz pierwszy poczuł to, kiedy zabrał maleńkiego Paxa na spacer. Szczeniak dostrzegł ptaka i szaleńczo wyrywał się na smyczy, jakby go prąd poraził. Wtedy Peter obaczył tego ptaka oczami Paxa – cudowny zygzak światła, nieosiągalną wolność i prędkość. Sam poczuł ciarki na skórze i drżenie całego ciała, a na ramionach pieczenie, jakby wyrastały mu skrzydła.

Do zmian w życiu obu bohaterów doprowadzają ludzie spotkani podczas ich rozłąki – lisica Nastroszona i jej brat, których zaufanie chce zdobyć Pax oraz (postać którą uwielbiam <3) Vola, która pomogła Peterowi w kluczowych momentach jego wędrówki. To właśnie ona zmienia poglądy chłopca na niektóre rzeczy w świecie i przybliża tematykę wojny – sama kiedyś była sanitariuszką, zna jej wady, pokazuje ile cennych rzeczy przez nią straciła.

– Jestem za tym, żeby mówić całą prawdę o wojnie. O jej kosztach. Powinno się mówić całą prawdę o tym, jaka jest cena wojny. Długo trwało, zanim to zrozumiałam. – Rozparła się na krześle. – To tylko jedna rzecz. Musiałam się od nowa nauczyć, co wcześniej uważałam za słuszne i niesłuszne. Ale nie mogłam… świat był tak hałaśliwy, że nie słyszałam własnych myśli.

Ważnym motywem w książce jest relacja chłopca z ojcem – człowiekiem twardym, nieokazującym uczuć, czasem agresywnym. Peter boi się swoich emocji, nie chcę stać się taki, jak ojciec. Stara się poznać siebie, ale coraz bardziej widzi swoje podobieństwo do rodzica co go niepokoi. Wątek ten jest według mnie jednak trochę niedociągnięty, czego bardzo żałuję.

– Ojej, powiem ci coś: wszystkie uczucia są niebezpieczne. Miłość, nadzieja… Ha! Nadzieja! Mówisz o niebezpieczeństwie, co? Nie, nie da się uniknąć żadnego z nich. Wszyscy mamy w sobie bestię zwaną złością. Ona może nam służyć; wiele dobrych rzeczy wynika ze złości na złe rzeczy, wiele niesprawiedliwości zostaje naprawionych. Ale najpierw wszyscy musimy dojść do tego, jak ją ucywilizować.

I największa (tak właściwie jedyna) wada książki – zakończenie. Dla mnie książka była po prostu ucięta, a niektóre wątki (jak na przykład ten z ojcem)wręcz nierozwiązane, przez co całe dobre wrażenie o tej powieści trochę mnie opuściło. Rozumiem, co miało mi to pokazać, lecz gdyby było to rozpisane na dodatkowe 50 stron byłabym bardziej ukontentowana.

Trochę o wydaniu. Książka ma wspaniałą okładkę oraz klimatyczne ilustracje, które podkreślają atmosferę panującą przy czytaniu tej książki. Bardzo podoba mi się oznaczenie czyimi oczami są kolejne rozdziały poprzez wizerunek chłopca lub lisa. Czcionka jest duża, przyjemna przy czytaniu.

Podsumowując, „Pax” to naprawdę dobrze napisana, wzruszająca powieść z jedną wadą – zakończeniem. Uważam, że warto po nią sięgnąć i poznać historię chłopca i jego lisa, lecz nie nastawiać się na arcydzieło. Książka ma świetny klimat i naprawdę porusza serduszko, pokazując tę wspaniałą relację między człowiekiem a zwierzęciem, zdecydowanie nie żałuję, że się z nią zapoznałam.
Moja ocena – 6/10
Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu IUVI.


 
Snowflake